Na Twitterze hasztag #JeSuisCharlie stał się najpopularniejszy jako wyraz solidarności z ofiarami ataku terrorystycznego na redakcję satyrycznego pisma „Charlie Hebdo” w Paryżu. Fakty znamy: terroryści zabili co najmniej 12 osób, w tym 10 dziennikarzy. Kiedy piszę te słowa nikt jeszcze nie przyznał się do tej potwornej zbrodni.

Na amatorskim filmie można zobaczyć, jak terrorysta dobija policjanta strzałem z bliska prosto w głowę. Niektóre stacje (m.in. BBC i CNN) usunęły ten fragment ze swoich relacji, ale Wirtualna Polska pozostawiła. Chyba dla podkreślenia bestialstwa napastników. Huffington Post napisał o akcjach solidarności z redakcją „Charlie Hebdo” i wezwał europejskie gazety do drukowania rysunków wcześniej publikowanych we francuskim piśmie.
7 grudnia, około godziny 11.30 napastnik, biegle mówiący po francusku i podający się za członka Al-Kaidy, zmusił jedną z rysowniczek pisma do otwarcia zakodowanych drzwi redakcji, a następnie, współdziałając z drugim terrorystą, zabił szefa redakcji Stefana Charbonniera oraz 11 innych osób, a kolejne 11 ciężko ranił. Podobno na celowniku Al-Kaidy redakcja była już od 2011 roku. Ataku na redakcją spodziewano się od dłuższego czasu, dlatego miała ona policyjną ochronę. Wydarzenia z grudnia 2014 roku (napad na posterunek policji w  Joue-les-Tours  i celowe wjechanie w grupę przechodniów w Dijon – w obydwu przypadkach napastnicy wykrzykiwali „Allah Akbar” – „Allah jest wielki”) wskazywały na to, że wkrótce dojdzie do kolejnych ataków. Francuskie służby bezpieczeństwa nie wiedziały tylko, kiedy i gdzie.

To była bardzo precyzyjnie przygotowana akcja, z prawdopodobnym wsparciem innych osób. Na arabskich stronach społecznościowych zapanował triumfalizm, cieszono się z „zemsty” za obrażanie Mahometa i muzułmanów. Francuzi odpowiedzieli demonstracjami; w Lyonie zebrało się 10 tysięcy ludzi, w Paryżu jeszcze więcej, nieśli transparenty „Je Suis Charlie” („Jestem Charlie”). Podobne wiece solidarności były zapowiadane w kilkudziesięciu miastach.

W całym chrześcijańskim świecie, również w Polsce, atak na wolność słowa i wypowiedzi, spotkał się z potępieniem. Tomasz Sekielski retweetował zdjęcie z napisem „Je Suis Charlie”, inni zachęcali do przewartościowania naszego europejskiego stosunku do multikulturowości, poprawności politycznej i napływu muzułmańskich imigrantów. Dziwi mnie w tym kontekście reakcja dziennikarza GPC Samuela Pereiry na Twitterze, który napisał: „Nie ma zgody na nazywanie tych „rysunków” wyrazem wolności słowa. Obrzydlistwo”. Panie redaktorze, to co Pan napisał jest obrzydliwe. Nie ma Pan – jak widzę – pojęcia, czym jest wolność wypowiedzi. Rysunki nie są kulami z kałasznikowa. I nie muszą się Panu podobać, żeby ktoś inny je opublikował. Salman Rushdi powiedział, że religia też podlega satyrze. Co więcej, niedopuszczalne jest (z tym się Pan zgadza), żeby satyra z przywódcy Państwa Islamskiego miała być karana w demokratycznym kraju śmiercią z rąk fanatyków i terrorystów.

Wszyscy komentatorzy podkreślają, że zostały zaatakowane nasze podstawowe liberalne, europejskie wartości: wolność słowa i wypowiedzi. Ale terrorystom o to właśnie chodzi: by nas zastraszyć, by zniszczyć nasze symbole, by podważyć fundamenty naszej kultury. Bez solidarności europejskiej w obronie tych wartości walka może być przegrana. Wcześnie zrozumiała to Oriana Fallaci, atakowana za swój radykalizm poglądów antyislamskich. Jej jednak nie chodziło o fobię, ale o dumę i siłę, która nie pozwalała jej patrzeć bez niepokoju na inwazję wobec naszego świata. Na pewno nie jest za późno, należy rozpocząć debatę, której dotąd nie było: debatę o europejskiej tożsamości nie przeciwko komuś, ale w obronie praw i wolności dziś poważnie zagrożonych.

Nie chcę bać się w czasie wycieczki do Paryża, Londynu, Rzymu, czy Stambułu. Bo to jest mój kontynent, który wiele wycierpiał, a od niedawna cieszył się pokojem i wolnością. Chcę się czuć jak u siebie i nie obawiać się gości, nadużywających naszej gościnności zbyt często i aż nadto. Dziś się lękam o przyszłość swoją i swoich dzieci. I dlatego, nie mogę patrzeć z boku na to, co się stało.
Je Suis Charlie.

Marek Palczewski
7 grudnia 2015, godzina 19.30.


 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl