Styczeń
Na Facebooku pojawił się fanpage homoseksualnych kibiców Legii Warszawa z tęczową flagą wpisaną w logo klubu. Część mediów radośnie podchwyciła temat. Pierwsza podobno doniosła o tym Superstacja. Za nią poszło Polskieradio.pl, Polskatimes.pl. itd. Gazeta.pl przeprowadziła nawet na Skype wywiad z twórcą strony. Po kilkunastu godzinach okazało się, że fanpage to żart, a prawdziwe są jedynie wpisy heteroseksualnych funów Legii o przewidywalnej treści: „wyp….ć z tym!”.
Też groteskowe choć tym razem prawdziwe wiadomości napłynęły z okolic telewizji publicznej. Pomimo nierozstrzygnięcia pierwszego przetargu na firmę, która przejmie wyoutsourcingowanych z TVP dziennikarzy (wszystkie firmy wycofały swoje oferty), zarząd postanowił przetarg powtórzyć. Pozbycie się prawie wszystkich etatowych dziennikarzy kierownictwo publicznej tv tłumaczy małymi wpływami z abonamentu. Tymczasem minister kultury Bogdan Zdrojewski, który od lat zapowiadał zamianę nieściągalnego abonamentu na ściągalną opłatę audiowizualną publicznie poinformował, że koalicji „brakuje woli politycznej” do przygotowania i uchwalenia nowej ustawy medialnej. Wkrótce minister zostanie europosłem, a nam w kraju zostanie jedynie ów „brak woli” obecnej koalicji.
Luty
W TVP1 i TVP2 łącznie 180 godzin. TVP Sport 350 godzin. W TVP Info 16 godzin. Do tego nocne powtórki w TVP Regionalna między 23.35 a 5.25. To bilans antenowy transmisji z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Jest jeszcze bilans księgowy. Otóż prezes TVP już dwa tygodnie przed zawodami zapowiedział, że jego firma, jak zwykle przy relacjonowaniu dużych imprez sportowych, do tego interesu dołoży. No to po co to robi?
Robi, bo musi. Polacy prędzej zrezygnują z chleba niż z Igrzysk. Tzn. mogą zrezygnować z organizacji Igrzysk (vide Kraków), ale nie z ich oglądania. Drugi skok Stocha podczas pierwszego olimpijskiego konkursu oglądało w TVP 11,5 mln osób! Politycy koalicji nie pozwolą, żeby ich telewizja zrezygnowała z transmisji, bo opozycja tylko czeka, żeby ich za ewentualny brak takich transmisji zaatakować. Szkoda tylko, że ani jedni ani drudzy nie śpieszą się z zapewnieniem TVP pieniędzy na ten cel. Barbara Bubula (b. członek KKRiT, a obecnie posłanka PiS) w rozmowie z sdp.pl przyznaje, że aż do wyborów jej partia nie złoży żadnej propozycji poprawy sytuacji finansowej publicznej tv, bo nie chce być posądzona o chęć nałożenia na obywateli nowej daniny.
Marzec
Jest prawomocny wyrok w sprawie filmu Henryka Dederki o korporacji Amway. Producent nie musi przepraszać korporacji. To miłe zakończenie 18 letniego procesu, który rozpoczął się sądowym zakazem rozpowszechniania filmu. Po tych latach aresztu Dederko może reklamować swój film jak starą whisky: „Jedyny w swoim rodzaju. 18 lat leżakowania na półce!”. Ale to nie koniec historii, bo ciągle nie wiadomo czy film wyprodukowany przez TVP ujrzymy na jej antenie. Dalej obowiązują bowiem poprzednie wyroki w tej sprawie zakazujące rozpowszechniania filmu, gdyby miał zawierać nieprawdziwe dane o strukturze dochodów firmy Amway oraz wizerunki i głosy jej dystrybutorów! Wobec tego „analizujemy sytuację prawną, bo mimo wyroku jest ona skomplikowana (…) ostateczne decyzje podejmiemy dopiero wtedy, gdy będziemy wiedzieli, co jest legalne, a co nie” – wyjaśnił ”Presserwisowi” Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP. No i mamy pełną jasność jak niejasna jest sytuacja.
Kwiecień
Córka generała Jaruzelskiego obraziła się na „Newsweek”, bo ten oprócz autoryzowanego wywiadu na temat jej nowej książki, zamieścił nieautoryzowany artykuł na temat problemów generalskiego małżeństwa. Monika Jaruzelska uważa, że popularny tygodnik ją wykorzystał, bo przecież miało być tak, że to ona wykorzysta tygodnik do promocji książki. Wcześniej na tygodnik Tomasza Lisa obraził się Kuba Wojewódzki. Poszło o to, że chociaż wewnątrz numeru był wywiad z nim i Mikołajem Lizutem to na okładce znalazł się jedynie sam Wojewódzki, a taka wersja nie spełniała oczekiwań celebryty, który chciał wykorzystać tygodnik do promocji swojej nowej audycji radiowej współprowadzonej z Lizutem. Ot takie tam lifestylowo – promocyjne spory.
Tymczasem TVP udało się doprowadzić do końca drugi przetarg na outsourcing 400 pracowników w tym prawie całych redakcji „Panoramy” i „Teleexpresu”. Równocześnie zarząd firmy zapowiedział, że po sprzedaży budynku przy Powstańców (dotychczasowa siedziba redakcji informacyjnych) TVP postawi nowy budynek przy Woronicza, a będzie on wzniesiony specjalnie dla… redakcji programów informacyjnych czyli tych co to ich nie będzie, tzn. będą, ale wyoutsourcingowane firmie Leasing Team.
Maj
Polskie radio się cyfryzuje. Prezes PR Andrzej Siezieniewski wyliczył, że inwestycja się opłaci, bo „emisja cyfrowa z dużo bogatszą ofertą programową i pokryciem sygnałem całego kraju wyniesie rocznie ok. 25 mln zł, po zaprzestaniu nadawania analogowego zmniejszymy koszty o 40 proc”. To prawda, bo koszty emisji analogowej to 45 mln rocznie. Tylko to nie jest cała prawda. Ta reszta to informacja, że ponieważ nieznany jest termin wyłączenia nadajników analogowych, za to wiadomo, że jest odległy, to przez parę lat trzeba będzie płacić za oba rodzaje emisji. Będzie wiec drożej, a nie taniej i to nie wiadomo jak długo.
„Super Express” wypełnił sądowy nakaz umieszczenia na pierwszej stronie przeprosin za opublikowane niegdyś informacje. Dwie pierwsze i dwie ostatnie strony w całości poświęcono na reklamę. W ten sposób przeprosiny oficjalnie będąc na pierwszej, tak naprawdę znalazły się na stronie trzeciej. Ta pierwsza/trzecia strona tabloidu nie posiadała żadnego (!) tableau, za to posiadała wyłącznie zestaw tekstów, sąsiadujących bezpośrednio ze sobą i napisanych jednakową czcionką. Wyglądało to tak: „Zarząd Muratora S.A. przeprasza Panią Dorotę Stalińską…”, „Jan Pietrzak (…) miałem zawał nie mogę pić…”, „Uprzejmie przepraszamy za (…) nieprawdziwe informacje głoszące, że Pan Jan Bednarek zarabia co miesiąc…”, „Weronika Rosati oraz Piotr Adamczyk zaręczyli się…” itd.
Czerwiec
W poniedziałek „Wprost” drukuje zapis podsłuchów założonych w „Sowie i Przyjaciołach”. Tak się jakoś składa, że w Polsce najsłynniejsze śledztwa dziennikarskie przybierają dziwne formy. Po nagraniu Rywina przez Michnika śledztwo „Gazety Wyborczej” trwało kilka miesięcy i do tej pory nikomu nie udało się ustalić ani jednej dziennikarskiej czynności śledczej wykonanej podczas tego dochodzenia. Z kolei śledztwo „Wprost” trwało… 48 godzin. Jego wynikiem była publikacja zawartości taśm, których wcale nie trzeba było śledzić, bo tajemniczy nagrywający sami dostarczyli je do redakcji. Natomiast pośpiech przy spisywaniu nagrań zaowocował np. pomyleniem „dealu Szeremietiewa z Tuskiem” z „dealem Szeremietiewa z PiS”.
W środę wieczorem prokuratura i ABW dokonały zajazdu na redakcje „Wprost” chcąc wejść w posiadanie oryginałów nagrań. Redakcja, która powinna się tego spodziewać była tym jednak kompletnie zaskoczona, podobnie jak prokuratura, którą zaskoczyło solidarne wystąpienie środowiska dziennikarskiego w obronie najechanej redakcji. Po kilku godzinach ABW opuściło pole walki z niczym pozostawiając na miejscu słynną i tajemniczą walizeczkę.
Następnego dnia na konferencji prasowej premiera Monika Olejnik poinformowała zaskoczonego szefa rządu: „wszyscy dziennikarze są przeciwko Panu” za co zebrała na Twitterze entuzjastyczne recenzje. No cóż, zobaczyć jak prawicowi dziennikarze chwalą gwiazdę TVN do niedawna określaną pogardliwie jako „Stokrotka” – bezcenne!
