Niedawno wysłałem list otwarty do pani minister kultury Małgorzaty Omilanowskiej na temat za małej reprezentatywności światopoglądowej rady Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, którą mianowała 27 listopada. Całkowicie pominęła przedstawicieli tzw. prawicy patriotycznej, choć w radzie znaleźli się również patrioci oraz ludzie o sympatiach prawicowych. Jednak nie ma nikogo z twardego rdzenia prawicy. A to ożywiłoby dyskusje na posiedzeniach rady PISF wprowadzając punkt widzenia bliski co najmniej jednej trzeciej publiczości polskiej.
Mój list doczekał się wczoraj odpowiedzi od pana Andrzeja Wyrobca, podsekretarza stanu. Wyjaśnił, że minister kultury nie ma swobody w mianowaniu członków rady PISF. Na jedenastu członków twórcy filmowi zgłaszają trzech, po jednym zgłaszają producenci i związki zawodowe w kinematografii, pięciu zgłaszają kiniarze i telewizje, a tylkojeden reprezentuje ministra.
Kto chociaż trochę zna życie publiczne ten wie, że przed formalnym zgłoszeniem kandydatur w każdej dziedzinie prowadzi się zakulisowe rozmowy. Ministra z reguły nie zaskakuje się, ale bada zawczasu reakcję na zgłaszanych ludzi. Również minister kultury ma pewną swobodę manewru w takiej sytuacji. Już nie mówiąc o obietnicach pieniędzy publicznych na różne projekty, a to jest mocny argument. Jednak pani minister uznała, że obecny skład rady nie przeczy jej pojmowaniu demokracji i interesu kultury narodowej.
Pan Andrzej Wyrobiec wyjaśnia dalej, że według ustawy, rada nie może wybierać ani oceniać tematyki filmów we wnioskach o dofinansowanie składanych w PISF. Rada zajmuje się bowiem wytyczaniem kierunków działania PISF, opiniowaniem rocznego planu działalności oraz projektu finansów Instytutu, opiniowaniem rocznego sprawozdania PISF i projektów zmian statutu.
Wcale nie domagam się, aby rada oceniała tematykę filmów we wnioskach o dofinansowanie. Tym zajmuje się dyrektor PISF i eksperci. Ale jestem pewny, że prawica patriotyczna miałaby coś do powiedzenia o „wytyczaniu kierunków”, „planie działalności”, czy „rocznym sprawozdaniu” z działalności najważniejszej istytucji polskiego kina.
Dlatego ponawiam apel do członków rady PISF, aby niektórzy zastanowili się nad ustąpieniem z rady. W ten sposób zrobią miejsce dla wyrazicieli światopoglądu przynajmniej jednej trzeciej publiczności polskiej. Wtedy bezradna pani minister kultury i dziedzictwa narodowego mogłaby powołać parę osób, które poważniej cenią dziedzictwo narodowe.
