No i mamy dziś jeszcze jedną formę dialogów i polemik. Portale internetowe. Kolega – dziennikarz, znany lub nieznany wypowiada się na jednym portalu, a my go zaraz „z głowy” na drugim. Jak ja dziś - Krzysztofa Kłopotowskiego w związku z jego wypowiedzią na temat, mówiąc generalnie, pryncypiów. W swoim blogu na portalu salon24, cytowany przez kilka innych, sformułował szereg opinii na ważny, także dla dziennikarskiej braci, temat stosunku naszej generacji do wzorców i postaw moralnych, jak to określił „z ubiegłych wieków”.
Dziś nasze felietony sąsiadują na Portalu SDP, a jakiś czas temu przez 10 lat byliśmy sąsiadami na kolumnie najpierw tygodnika, a potem miesięcznika FILM. Ja przesyłałam korespondencje filmowe z Londynu, Krzysztof Kłopotowski swoje – z Nowego Jorku. To były bardzo dobre teksty, informacyjne, zwarte, koherentne. Przyznam jednak, że teraz mam czasem kłopot, już to z odczytaniem intencji autora, już z akceptacją jego przesłania. Jest jak cybernetyczny konik szachowy, któremu na chwilę wyłączył się program i skacze tam i sam, zdarza się, że trochę na oślep. A to zatraca się w pochwałach, a to w przyganach, czegoś za dużo, za mało, albo nie w tę stronę. A to pomysł „konfederacji z Berlinem”, który skończyłby się jedynie przyciśnięciem pedału pro-niemieckiej polityki Donalda Tuska, która już przyniosła Polsce wiele krzywd i strat, a nas skazała na rolę wasala. A dlaczego by na przykład nie kontynuować niezależnej polityki zagranicznej śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dziś podjętej przez Jarosława Kaczyńskiego, który właśnie wystosował list do premiera Davida Camerona, gdzie wskazując na wspólnotę wielu celów, proponuje także wspólnotę działań. To było - widać to dobrze z perspektywy Londynu – niezwykle sensowne posunięcie. Oczywiście, jeśli za tym pójdą inne, choć czy pójdą, tego już nie jestem pewna. Albo ten entuzjazm naszego Kolegi dla Unii Europejskiej, która zmierza bezwzględnie – patrz choćby ostatni apel Jose Manuela Barroso do państw członkowskich, aby „wspólnie budować demokratyczną federację państw narodowych”, czego próbki już widzieliśmy, i nie bardzo nam się podobały. Bo to byłaby „droga na skróty” do pozbawieniu Polski resztek praw do niezawisłych decyzji politycznych i ekonomicznych, w sprawie polskiego systemu prawnego, obyczajowości i tradycji, stosunku do katolicyzmu i Kościoła, interpretacji naszej historii, ważnych postaci i wydarzeń. Przecież to jest pakiet. Albo wątek Unii Europejskiej… Owszem, UE - tak, choć w sytuacji kryzysu strefy euro, w istocie już całej Unii i eksplozji ekonomicznej Chin, Indii czy Brazylii, kurczowe czepianie się UE wcale nie jest z pozycji naszego interesu narodowego takie uzasadnione. Powiedziałabym, wręcz przeciwnie. I Wielka Brytania chętnie powtarza ten argument na każdym szczycie liderów państw unijnych, i będzie znowu za dwa tygodnie, bo to ważna racja. A więc „Unia – tak, wypaczenia nie”. I twarde negocjowanie każdej zmiany prawnej tam, w Brukseli, aby zabezpieczyć polski interes narodowy tu, w Warszawie. Dalej - globalizacja, o której wspomina Krzysztof Kłopotowski, która ma być, jego zdaniem, wrogiem państwa narodowego. Otóż nie. Jak nie musi być wrogiem Unii, tak nie jest przeciwnikiem państw narodowych – wystarczy spojrzeć jak korzystają z tej nowej szansy otwarcia na rynki światowe Amerykanie, Brytyjczycy oraz, tak, Niemcy! To właśnie z powodu dostrzeżenia tej możliwości, jaką jest globalizacja, za każdym razem podczas summitów w Brukseli, Cameron powtarza jak mantrę, że nie chciałby wchodzić w głębokie alianse ekonomiczne z tonącą w głębokiej recesji UE, gdy na świecie pojawili się nowi gracze, z którymi można nawiązywać korzystniejsze kontakty, bilateralne. Dlaczego my, podczas negocjacji w Brukseli, nie podejmujemy tych wątków? Bo MSZ cierpnie na sama myśl o negocjacjach, wydaje się, że ten termin zniknął już nawet ze słownika ministerstwa.
I jeszcze dwie sprawy: Krzysztof Kłopotowski nawołuje, aby nie trzymać się kurczowo „wzorców z ubiegłych wieków”. Rozumiem, że chodzi tu o aksjologię i wzorce obyczajowo - moralne. No dobrze, ale jeśli nie „wzorców z ubiegłych wieków, to czego mamy się trzymać? Np. obchodząc Dzień Niepodległości? I tak każda generacja, pod wpływem ciśnienia swoich czasów, odczytuje je nieco inaczej, i trochę na nowo. Nasza – także. No i wątek ostatni. Panie Krzysztofie, nie warto chwalić Wajdy za oportunizm, promować konformizmu czy koniunkturalizmu – bo podobne cechy i tak same się wybronią. Ale warto – i to jest także nasza, dziennikarzy rola – wspierać nonkonformizm, odwagę, poświecenie, wierność zasadom bo – jak mówi życiowe doświadczenie - one bez naszej pomocy się nie obronią. Na koniec gratuluję piątkowego wpisu na blogu, realistycznie oceniającego wkład Andrzeja Wajdy w dzisiejsze życie publiczne. To był „ruch po szachownicy” w dobrą stronę.
A wszystkim moim Kolegom Dziennikarzom życzę pięknego i refleksyjnego, porywającego za serce, lecz spokojnego Swięta Niepodległości. I właśnie w oparciu o „wzorce z ubiegłych wieków”.
Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn 9 listopada 2012.
