Odszedł od nas opozycjonista PRL i III RP. Zmarł 4 grudnia – w barbórkę, święto patronki górników.
Był pierwszym mieszkańcem Śląska, który nawiązał oficjalnie kontakt z KOR. Potem związał się z ROPCiO.
Gdy w 1980 roku wybuchły na Śląsku strajki, służba Bezpieczeństwa urządziła mu areszt domowy.
To strajkujący w Hucie Katowice pojechali do Katowic i wykradli bezpiece Świtonia.
Jacek Jagiełka - wiceprzewodniczący Komitetu Strajkowego znał Świtonia i współpracował z nim w ramach ROPCiO.
Kazimierz Świtoń założył też pierwsze w Polsce Wolne Związki Zawodowe (WZZ).Te z Wybrzeża powstały nieco później i przybrały nazwę „WZZ Wybrzeża”.
Kazimierz Świtoń w Hucie Katowice został natychmiast dokooptowany do Komitetu Strajkowego jako Sekretarz. Dawało mu to ochronę przed aresztowaniem.
Pamiętam jak patrzyliśmy z podziwem na Świtonia. Był naszym guru. To za jego sprawą MKZ Katowice otaczał Kuronia i Michnika dużą rezerwą. Świtoń dużo o nich wiedział.
Nasz MKZ Katowice, podobnie jak Rzeszowski z Antonim Kopaczewskim na czele, traktowany był jako niepodległościowy i był zwalczany przez środowisko „doradców”- Geremków, Kuroniów.
Andrzeja Rozpłochowskiego, przewodniczącego największego w Polsce MKZ „Solidarność” nie lubił też Wałęsa. Bał się.
Bezpieka doprowadziła do konfliktu pomiędzy Świtoniem a Rozpłochowskim. Teraz, po latach, okazało się, że Świtonia otaczało 265 tajnych współpracowników SB. Był objęty całodobową kontrolą.
Po zapoznaniu się z aktami SB w IPN Kazik przeprosił mnie za rozbijacką działalność. Powiedział: „miałaś rację, gdy powiedziałaś mi prosto z mostu jesteś agentem albo psycholem- innego wyjścia nie ma. Otóż, Jadwigo, byłem otoczony taką ilością agentów, więc działałem jak agent. – Było trzecie wyjście”.
Od tego czasu wspominaliśmy jedynie dobre chwile. Jak na przykład, gdy uczył drukować na ramce, używając matryc białkowych. Zarząd Regionu miał offsety – dobrze wyposażoną drukarnię, a my uczyliśmy się metod stosowanych jeszcze przed I wojną światową.
Po transformacji wstąpił do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Byliśmy dumni, bo to on był prekursorem wolnej prasy na Śląsku.
Potem pamiętamy Świtonia jako obrońcę Krzyża w Oświęcimiu. Bronił też klasztoru karmelitanek. Dopiero później okazało się, że to nie normalni Żydzi chcieli ich usunięcia, ale środowiska obecnie skupione w ruchach genderowo-liberalnych. Oczywiście Żydzi też w nich byli, ale głównie ci zlaicyzowani.
I znów Kazik rozpoczął walkę o Krzyż w przestrzeni publicznej i teraz przyszło kontynuować ją nawet tym, którzy wtedy uważali, że Świtoń przesadza.
Cała Polska pamięta Świtonia z jego wystąpienia w Sejmie 4 czerwca 1991 roku, gdy ogłosił, że Lech Wałęsa to TW „Bolek”. Spośród 460 posłów okazał się jeden odważny – Ślązak - Świtoń.
Jak dziś pamiętam moją ostatnią z nim rozmowę w lipcu 2014 roku.
Przyszedł na konferencję Historia i tożsamość Śląska. Podszedł do mnie i poprosił, abym go nie uważała za RAŚ-owca. Bardzo go zabolało, że tak o nim napisałam. Przyznał, że startował z koalicji Chrześcijańskiej Demokracji i RAŚ, ale inaczej nie dostałby się do Sejmu. RAŚ nie traktował w 1990 roku jako zagrożenie dla Polski. On też chciał kontynuacji Polski przedwojennej. Województwo śląskie, choć miało autonomię, to było nie tylko najwierniejsze, ale pozwoliło na industrializację II RP.
Świtoń powiedział, że z RAŚ w obecnym kształcie nie chce mieć nic wspólnego. To się wymknęło spod kontroli, to Schlesierzy, nie Ślązacy.
To dobrze, że i ta sprawa została wyjaśniona.
Mogę teraz zgodnie z własnym sumieniem powiedzieć:
Żegnaj, Przyjacielu. Święta Barbara wzięła Cię w objęcia….
