Zatelefonował znajomy i mówi: - Ratuj. Ojciec się skaleczył, wywiązało się zakażenie i jest w szpitalu. Żona upadła i złamała rękę. Córka uciekła z chłopakiem, a syna pobiła policja 11go Listopada. Ja poszedłem z psem na spacer i nagle pociągnięty nie chciałem upaść na trzymaną w ręce komórkę więc... złamałem nos!

Jak pech - to pech. Nie da się ukryć.

Pecha mamy z tymi wyborami. Ludzie-ćwoki – jak twierdzą władze - nie przeczytali instrukcji głosowania. Fakt, że to co było najważniejsze – żeby tylko jeden krzyżyk postawić - rzeczywiście wydrukowano małymi literkami… ale od czego okulary. Kontynuuje się zarzuty wobec wyborców. Koronnym argumentem ma być, że PSL-owcy nie mieli takich problemów. Na przykład w Gdyni, choć tam się nie orze i nie sieje, kiedyś zwolennicy małomównego Pawlaka, a dziś elokwentnego Piechocińskiego - dali radę na tysiąc procent. Jak się bardzo chce, to się zrobi.

Pecha ma inny mój znajomy - rozwiódł się w dzień przed tym, kiedy jego już teraz ex-żona dostała spadek.

Jak pech - to pech.

Ale - cholera - dlaczego my wszyscy wciąż mamy pecha do przywódców. Najpierw wybierały ich nam Ruskie. Jasne, że chcieli mieć uległych i umoczonych. Potem wmówiono ludziom Gomułkę, który miał być inny. Nie był. Gierek na oko budził zaufanie, podparł się  - albo go podparli - Jaroszewiczem, a ten najprawdopodobniej chciał urwać się z moskiewskiego łańcucha, więc stracił i zaufanie i życie. Gdy jednego generała przypalano papierosem, drugi wzbijał się na ołtarze, organizował stan wojenny i nawet został prezydentem głosami ludzi, których jeszcze przed chwilą więził. Potem odsunął go od władzy stoczniowiec, który wprawdzie już nie zamykał stoczniowców, ale zlikwidował stocznie - a w każdym razie biernie się temu przypatrywał. Wreszcie, gdy go ośmieszono zaszczycił otwarcie Muzeum Solidarności przy historycznej bramie historycznego zakładu w zardzewiałym "kadłubie" z wyższym masztem niż solidarnościowe krzyże.

Pech.

Teraz mamy prezydenta, który nie wydaje poleceń, ale popiera samowolne akcje policji. Lubi orły, ale w czekoladzie i rozprawia się z nieudolnym premierem za 107 tysięcy złotych miesięcznie.

 - Panie Wołodyjowski, Panie Piłsudski larum grają, a Wy...

Smutny posąg przed Belwederem, jeszcze smutniejszy na obrzeżach placu z Grobem Nieznanego Żołnierza. Piłsudski, Dmowski stają bezczynnie na cokołach, Paderewski, Sienkiewicz  (Henryk!) siedzą niedaleko w  parkach. I jeszcze Chopin, jakby ze wstydem odżegnując się od tego co się dzieje - odwraca głowę.

Pech! Prawdziwy pech ciągle nas spotyka.
27 listopada 2014                                    Stefan Truszczyński

P.S.
Regularnie dokłada mi za zamieszczane na sdp.pl felietony niejaki "Sympatyk". Pisze, że mnie czyta, ale nie może zrozumieć. Kolego - ujawnij się. Chętnie wytłumaczę. Sam nie dasz rady. To dla Ciebie za trudne. Pozdrawiam. - S.T.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl