Wystarczy obejrzeć nowy film Dana Gilroya „Wolny strzelec”, żeby się o tym przekonać. Jake Gyllenhall, grający ni to „dziennikarza obywatelskiego”, ni to reportera o statusie stringera, jest prototypem dziennikarza przyszłości. Wprawdzie film jest tylko grą wyobraźni, ale złe baśnie mają to do siebie, że się spełniają.

Louis Bloom szuka pracy, najpierw jakiejkolwiek, potem w mediach. Jest przypadkowym świadkiem wypadku drogowego. Są ofiary. Jest telewizja, wszak media kierują się prostą zasadą „If it bleeds, it leads”. Przemysł zbrodni i strachu konstruuje newsy. Louis Bloom, psychopatyczny reporter wyczuwa to bardzo szybko; jego mroczna dusza jest zafascynowana mroczną potęgą mediów. Louis sprzedaje rower, kupuje kamerę, i zaczyna pracować w newsowym biznesie. A w nim obowiązują jednoznaczne reguły: idzie to, co krwawe, liczą się trupy, liczą się oglądalność i sensacja. Żadnych kumpli! Żadnych barier! Wartość informacyjną newsa media workerzy mierzą w trupokilometrach i hektolitrach krwi. Breaking news żywi się rozerwanymi na strzępy ciałami. Czy taka będzie przyszłość mediów?

Wczoraj w TVP oglądałem „Wyścig śmierci” Paula Andersona, w którym, aby przeżyć główny bohater musi w wyścigach samochodowych staranować i zabić swoich przeciwników. A wszystko po to, żeby naczelnik więzienia zaspokoiła swoje sadystyczne żądze, i żeby widzowie oglądający transmisję z tych zawodów dobrze się bawili. Najpierw był „Big Brother”, potem prawdziwe wojny live, co będzie dalej? Co nas czeka w bliskiej przyszłości: Truman show czy Killer show? David L. Altheide w książce „Creating fear. News and the Construction of Crisis” pisze o kompleksie kryminalno-militarno-medialnym. Słusznie, bo wojna, krwawe jatki i tragiczne wypadki zawsze się dobrze sprzedawały w mediach.

Mój sąsiad z tej strony Krzysztof Kłopotowski pisze w swoim felietonie, że „Dan Gilroy składa całą odpowiedzialność moralną na dziennikarzy”. Wydaje mi się, że jednak bardziej sytuuje ją w systemie medialnym, związanym z obłędną pogonią za oglądalnością. W filmowej rzeczywistości „Wolnego strzelca” nie ma alternatywy: wszystkie (sic!) stacje telewizyjne pokazane w tym filmie dążą do tego samego celu uświęcającego środki – do zysku za wszelką cenę. Bo albo ukatrupisz kolegę, żeby sprzedać newsa, albo sam giń. Tertium non datur. Przyszłość należy do hien!

Marek Palczewski
20 listopada 2014

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl