Tysiące radnych liczy już diety, wójtowie i prezydenci uzupełniają barki. Uda się czy nie uda.
Im chyba jeszcze raz - tak, nam - nie. Do wyborów pójdzie dwadzieścia procent uprawnionych, no może dwadzieścia pięć. To będą głównie zwolennicy utrzymania status quo. W końcu pod przyszłe łapówki wzięto już kredyty, a pozwolenia pod "załatwione" budowy nie do końca jeszcze opłacone. Kasta urzędnicza może i troszkę się denerwuje, ale spokojnie czeka. Tyle już razy "się wygrało" to i teraz tak będzie.
Grom z jasnego nie padnie, bo mglisto jesienią. Nieznani nowicjusze w szrankach pełni dobrej woli skończą na... ochocie. Bo wygrać wybory trzeba umieć.
Obiecanki cacanki to świetny sposób. Bo prawie wszyscy wiedzą, że to lipa, że to gruszki na wierzbie - ale i tak słuchają tego bezwstydnego kłamstwa. A kłamczuchy wdzięczą się, śmiejąc się - w środku - w kułak. I taka sytuacja powtarza się w kółko Macieju. Jedni łżą, a drudzy biernie słuchają.
Teraz wszyscy czekamy. O, co to będzie po tym 18-tym. Nic nadzwyczajnego. Znowu tabuny wybrańców narodu zasiądą na stołkach. I nic praktycznie nie wnosząc, będą konsumować wypodatkowane pieniądze.
Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania. Mechanik przykręca, drwal ścina, a kierowca - wozi. Wszyscy oni i ich wielu, wielu kolegów zasuwają i dobra krajowi przysparzają. Pracują. Inżynierowie, lekarze, kolejarze, nauczyciele - też.
A co robią wałkoniostwo sejmowe, senatorowe i radne. Jeśli coś rzeczywiście koniecznie i szybko zmienić - są bezradni. Jeżdżą za to tam i z powrotem. Redaktor Zwiefka uprzejmie pytającym go reporterom niemieckim dokąd to się wybiera, skoro przed chwilą podpisał listę obecności w europarlamencie, mówi: Not your business. A przecież mógł powiedzieć: Fuck off! Jednak grzeczny ten europoseł z Poznania.
WUML dobrze wykształcił posła Iwińskiego, więc ten jest wszędzie niezastąpiony i śmiga po świecie. Ci co mają jechać - lecą. Ci co lecieć - w ogóle d. nie ruszają z miejsca. I tak to leci.
Ważni immunitetowani czują się bezkarni. Więc nawet gdy się spiją, legitymacją z Wiejskiej zasłaniają się bezczelnie. Miasto monitorowane, ludzie w kieszeniach mają zdolne filmować komórki - więc wszystko zaczyna być jak z Orwell'a. Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało.
Policje tajne, podsłuchowe są już nie potrzebne. Zresztą wyręczają ich kelnerzy. Podchodzi taki do stolika i mówi: Słucham Pana; a gość... chodu, bo podsłuchu się teraz panicznie boi.
Małe dzieci lubią bajki. I chyba im to zostaje na dłużej, bo słuchali Tuska, a teraz Pani Kopacz, Gronkiewiczowej, Majchrowskiego, Adamowicza i innych. Może i nie wierzą, ale jednak słuchają. Może wpada to im jednym uchem, a wylatuje drugim. Bo po środku rozum śpi. Albo tam w ogóle pusto.
Ludzi normalnych jest dużo. Większość. Ale jak barany zgodzili się iść na most, gdzie ich zatrzymano - prowokacyjnie, czy podstępnie. Tysiące stało i czekało. A po prawej i lewej przepaść. I rzeka. Wystarczyło wzbudzić panikę i te tysiące uwięzionych między barierkami Poniatowskiego znalazłoby się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W tym dzieci i kobiety. Ktoś chyba kompletnie zdurniał godząc się na tak ryzykowną trasę.
Będzie spokojnie. Ale nie było. Pod okiem kamer na rondzie Waszyngtona rozegrała się komedia. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi czekało, bo dwustu się biło. Policja przyglądała się temu.
Są różne władze. Najgorzej gdy niewymienne. Trwają na synekurach i okopują się coraz bardziej. Wolno na nich pyszczyć, ale ruszyć nie. Może by wybrać jakieś miasto i tych wszystkich "zasłużonych" umieścić tam. Niech będą wreszcie w swoim gronie. Niech się rządzą. Prezydent kraju może zalegać przez dwie kadencje. Ale samorządowcy - forever! A niby dlaczego? I znowu wracamy do leniuszków z Wiejskiej - oni to wszystko muszą zatwierdzić. To tak jakby karpie - dla ugotowania dobrej zupy - same kładły łeb pod nóż.
Obiecanki cacanki. Obiecanki cacanki, ale tylko do 16-tego. Potem "kij ci w oko" wyborco - radź sobie sam. Nie musisz kupować w Biedronce, kupuj w Lidlu, albo zrywaj szczaw. Duży wybór. I głosuj, głosuj grzecznie. Gwiazdka już niedługo. A chcesz gwiazdkę z nieba. Zaraz ci podstawimy drabinę wyższą niż Pałac Kultury. Sam sobie złapiesz gwiazdkę, a potem możesz ją puścić. Jeśli np. się zaczerwieni. Może też się zazielenić i wtedy krowy wylezą na Marszałkowską, Pawlak przemówi ludzkim głosem, a Piechociński wozem VW odjedzie w siną dal.
Przetrzymamy. Choć czasu szkoda.
14 XI 2014 Stefan Truszczyński
