Nowy spot promocyjny Polski zebrał cięgi od kilku prawicowych dziennikarzy. Wprawdzie jest znakomity warsztatowo, ale jego autor Paweł Borowski usunął krzyż ze szczytu Giewontu oraz z chrorągwi rycerza na rekreacji obrazu „Bitwa pod Grunwaldem”. Krzyż pojawia się na chorągwi na końcu na obrazie Matejki przy zdjęciach oryginałów pokazanych miejsc, ale nawet tu nie ma go na Giewoncie.
Zanim ukrzyżujemy MSZ za usuwanie krzyża, zastanówmy się, o co na prawdę chodzi. To jest reklama towaru, który nazywa się Polska. A każda reklama dopasowuje obraz towaru do gustu targetu. Ten target występuje wprost na ekranie. Jest to przedsiębiorca przed 40-tką, z rodziną. To żona i dziecko w wieku około 10 lat. Jest to więc rodzina bystrych egoistów, mają jednego syna. Zapewne stosują antykoncepcję wbrew nauczaniu Kościoła katolickiego. Dlatego krzyż źle im się kojarzy jako przeszkoda dla przyjemności seksu. Albo gorzej, jako symbol prześladowań przez wieki.
Przedsiębiorca jest ambitny i solidny, co widać po modelu samochodu, do którego wsiada po pożegnaniu z żoną i synem. Jest to Chrysler 300. Bryła tego samochodu nawiązuje do Bentleya, marki 10 razy droższej, z pozoru statecznej ale o wyjątkowo zrywnym silniku. Nie jest jasne, czy występuje tu Polak, czy ktoś z zagranicy. Ale na pewno target zagraniczny może utożsamić się z bohaterem spotu. Jest taki, jak on lub przynajmniej pragnie takim być.
Krzyż nie mógł pojawić się na Giewoncie również dlatego, że góra występuje w legendarnej roli Śpiącego Rycerza a ów rycerz otwiera w pewnym momencie oko powodując wstrząs. Gdyby krzyż pojawiłby się zgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy, to stałby na koniuszku nosa rycerza. Powstałby absurdalny, jeśli wręcz nie szyderczy obraz.
Brak krzyża na chorągwi w rekreacji bitwy pod Gunwaldem trudniej wytłumaczyć. Domyślam się osobistego uprzedzenia autora spotu. Krzyż dobrze by tu pasował, a chorągiew widać tylko parę sekund. Ale Paweł Borowski ma skłonność do dekadenckiego cynizmu; widać to w filmach fabularnych „Zero” i krótkiej fabuły „Kocham cię”. W tym drugim młodej żonie smutno, bo mąż zapomniał o czwartej rocznicy ślubu. Krząta się po mieszkaniu i sprząta lecz widzimy, że to lalka nadmuchiwana z seks-szopu. Kto ma taką wyobraźnię, gdzie mu pasuje krzyż?
Niektórzy publicyści mają też pretensję, że siłacze wyciągają bursztynowy stadion z morza. A to piękna metafora bogactwa Bałtyku i mocarnych Polaków. Innym wadzi palma na rondzie de Gaulle’a w Warszawie; wprawdzie stoi tam rzeczywiście, ale jest „nie nasza”. A moim zdaniem daje znak, że Polska znalazła się w świecie globalnym; każdy może tu przyjechać robić interesy. Dlatego świetny jest smok wawelski, z którym bohater spotu podpisuje kontrakt, nie wiadomo tylko, czy na dostawę świeżych dziewic, czy inną gospodarczą.
Te niesamowite obrazy ujmuje rama szeptania sekretów na ucho chłopców w klasie szkolnej. Bo hasłem spotu jest „Polska – gdzie zdarza się niewiarygodne”. Kolegom publicystom prawicy życzę więcej poczucia humoru. Pawłowi Borowskiemu gratuluję dobrego stylu reklamy naszego kraju. Zaś tę lalkę z seks-szopu można dmuchać prywatnie.
