Wybitny polityk Radosław Sikorski najpierw mówi w rozmowie dla amerykańskiego portalu „Politico”, że Rosjanie nagrali rozmowę Tuska z Putinem w Moskwie, w której Putin zaproponował Polsce rozbiór Ukrainy. Potem Sikorski na zwołanej konferencji stwierdził, że pomieszało mu się, bo takiej rozmowy nie było, i nie było dwustronnego spotkania Tusk-Putin w Moskwie. Dziennikarzom Sikorski powiedział, że nie był świadkiem rozmowy i nie ma w tej sprawie nagrania. Sytuacja jest absurdalna, bo „któremu” Sikorskiemu wierzyć?
Sikorski najpierw chlapnął językiem, a potem wycofał się z opowiedzianych „rewelacji”. Tłumaczył też, że Ben Judah, który nagrywał z nim rozmowę „nadinterpretował” jego wypowiedź. O ile się na tym znam, to amerykańscy dziennikarze wszystko nagrywają i cytują dosłownie, przekłamania na pewno nie ma, a jeśli Sikorski uważa, że jest, to niech wystąpi na drogę sądową. Wątpię, by się na to zdecydował.
To wszystko wyglądałoby na komedię jednego aktora, gdyby nie było szokująco skandaliczne. Były minister spraw zagranicznych kraju aspirującego do współdecydowania o polityce UE wobec Rosji i Ukrainy, obecny marszałek polskiego Sejmu uprawia na boku swoją politykę, narażając na szwank powagę wysokiego urzędu, stawia w niezręcznej sytuacji przewodniczącego Rady Europejskiej, formułuje oskarżenia, nie mając na ich poparcie ani świadków, ani taśm. Działa jak anonimowe źródło informacji, a zarazem ujawnia swoją tożsamość jako źródła tej informacji, nie mając NIC na wsparcie swoich słów. Czy poprosi Putina albo Tuska, by potwierdzili ich prawdziwość? Na co liczył, zdobywając się na takie nieoględne wyznanie? Gdzie podziała się jego dyplomatyczna mądrość i polityczny rozum? Aż strach pomyśleć, że nigdy ich nie miał.
Reakcje czołowych polityków PO na zachowanie i słowa Sikorskiego też szokują. Premier Ewa Kopacz najpierw przeprosiła za zachowanie Sikorskiego (władza wykonawcza przeprasza za władzę ustawodawczą – niesamowite pomieszanie pojęć i kompetencji!) i zapowiada, że „Ja takich standardów tolerować nie będę” zapominając, że drugą osobą w Państwie jest po prezydencie RP marszałek Sejmu, a nie premier rządu. Prezydent Bronisław Komorowski zaapelował, „żeby nie pogłębiać kłopotów i ograniczać pole ewentualnych strat” i stwierdził, że jego zdaniem dobrym zwyczajem, przyjętym w wielu krajach, jest to, by o niektórych sprawach opowiadać szerzej przynajmniej parę lat po zakończeniu kariery politycznej, a nie w jej trakcie [http://www.rp.pl/artykul/10,1151176-Komorowski-o-Sikorskim--Sa-straty--ale-nie-w-polityce-zagranicznej.html?p=2] Brzmi to zagadkowo, bo czyżby znaczyło, że prezydent wierzy w słowa Sikorskiego (tego „pierwszego” a nie „drugiego”)? Z kolei wicepremier Janusz Piechociński poprosił o wygaszanie emocji, bo „[…] mamy już wyjaśnienie, że takie słowa nie padły i ten, który sygnalizował ten problem, wczoraj powiedział, że tak nie było […]”. Jak rozumiem, to marszałek Sejmu jednego dnia może wywołać sensację, by następnego dnia powiedzieć, że się przecież pomylił, i dla wicepremiera oraz wielu polityków PO nie będzie sprawy. Według Rafała Grupińskiego z PO to pierwszy i ostatni błąd Sikorskiego. Wydaje się jednak, że ani pierwszy, ani ostatni. Może rację ma Władysław Frasyniuk, że były minister spraw zagranicznych powinien popełnić seppuku.
Niektórzy komentatorzy i politycy pytają, „czy Donald Tusk powinien powiedzieć, jak było?” Jarosław Gowin w TVP Info zauważył, że jeśli Tusk faktycznie na słowa Putina milczał, to nagranie (przy założeniu, że jest – M.P.) może być instrumentem szantażu. Ale, po tym jak Sikorski wycofał się ze swoich słów i stwierdził, że takiego spotkania nie było, to co teraz Tusk ma powiedzieć? Że było? Że niby jak zareagował? Większość Polaków na pewno dopuszcza myśl, że Putin mógł zaproponować podział Ukrainy. Zresztą, TO (agresja rosyjska) się ziściło: Ukraina została rozebrana. Ale wypowiedź Sikorskiego dotyczy zachowania polskiego premiera i stawia go pod ścianą. Druga osoba w Państwie Polskim ujawnia „rewelacje”, które tak naprawdę rewelacjami nie są i służą – jak się na razie wydaje - wyłącznie ego byłego ministra. A w PO mimo to słychać okrzyk: „Polacy nic się nie stało!”
Ta cała historia pokazuje, jak trudno jest dziennikarzom ustalić tak zwaną prawdę. Są dziennikarze, którzy wierzą, że w każdych warunkach potrafią odkryć, jak było „naprawdę”. Proponuję, żeby teraz się wysilili i odpowiedzieli sobie na pytania:
- Co naprawdę powiedział Tusk? Czy Putin powiedział to, co powiedział Sikorski, że powiedział? Czy Ben Judah napisał wiernie to, co powiedział mu Sikorski? Kiedy Sikorski się pomylił – czy wtedy, kiedy mówił o rozmowie między Tuskiem a Putinem w Moskwie, czy wtedy, kiedy sobie zaprzeczył i stwierdził, że takiej rozmowy nie było? Dlaczego Sikorski skłamał? (to wynika z logiki zdań). Czy Rosjanie (ew. ktoś inny) nagrali tę rozmowę? Po co Sikorski o niej opowiedział? O co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?
Dziennikarzowi, który znalazłby „prawdziwe” odpowiedzi należałaby się nagroda Pulitzera albo SDP! Tradycyjne metody dziennikarskie w tym przypadku przegrywają z taśmami nagrywanymi potajemnie i metodą podsłuchową. Nieetyczne środki na drodze do odkrycia prawdy? Ciekawe, jak to się podoba wyznawcom klasycznej teorii prawdy? Paradoksalnie, tylko ujawnienie takich taśm mogłoby jeszcze, choć mimo wszystko w nieznacznym stopniu, ocalić cząstkę honoru Radosława Sikorskiego. Nie wiemy jednak, czy banda kelnerów była na miejscu i o czasie.
Marek Palczewski
23 października 2014
Poniżej fragment z artykułu Bena Judaha, opublikowanego na portalu „Politico”:
„Since then, Russia has attempted to involve Poland in the invasion of Ukraine, just as if it were a post-modern re-run of the historic partitions of Poland. “He wanted us to become participants in this partition of Ukraine,” says Sikorski. “Putin wants Poland to commit troops to Ukraine. These were the signals they sent us. … We have known how they think for years. We have known this is what they think for years. This was one of the first things that Putin said to my prime minister, Donald Tusk, [soon to be President of the European Council] when he visited Moscow. He went on to say Ukraine is an artificial country and that Lwow is a Polish city and why don’t we just sort it out together. Luckily Tusk didn’t answer. He knew he was being recorded”.
Źródło:
http://www.politico.com/magazine/story/2014/10/vladimir-putins-coup-112025_Page3.html#ixzz3GuuOYzdP
