Nie dają mi spokoju zwierzenia nawróconej hieny dziennikarskiej. Napisałem o tym ostatnio z aprobatą dla umiejętności Piotra Mieśnika. Ale pewni koledzy myślą, że melancholijne uznanie tendencji powszechnego głupienia nie można brać na serio. Że potępiam każdego dziennikarza, każdą redakcję, która się tabloityzuje. Nie potępiam! Liczy się skuteczność w osiąganiu celu.
Czy to źle? Nie tyle źle, ile znak czasu. Media szukają sposobów, jak trafić do adresatów i ubić interes ze sponsorami, żeby przeżyć. A więc postępują trafnie obniżając swój poziom umysłowy i moralny w ślad za odbiorcami. Tak działa reguła selekcji naturalnej. Adaptacja do środowiska jest sukcesem drapieżnika. Nie ma powodu do dziewiczego wstydu. To nie wina dziennikarzy, że obsługują głupich czytelników a ci mądrzejsi także mają skłonność do lenistwa umysłu. Ludzkie, arcyludzkie. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto ani razu nie dał się złapać na zdjęcia skłodkich kotków, lub ofiar srogich gwałtów. Albo na partyjny jazgot, gdy bliski swym poglądom.
Tabloid „Fakt” raz wpadł mi do ręki przypadkiem, ktoś zostawił to w metrze. Duża zabawa od przystanku do przystanku i tyle. Jednak target traktuje to śmiertelnie poważnie. Daje się dymać dziennikarzom, bo lubi. Komu to przeszkadza, z wyjątkiem umęczonych przodowników pracy w dynamicznej redakcji? Nie do „Faktu” trzeba mieć pretensję o poziom publikacji, bo odpowiada na zapotrzebowanie swoich czytelników. Jeśli redakcja złamie prawo, to podać ją do sądu. Jeśli staje się zbyt natrętna, to otoczyć hańbą i pogardą, co zresztą ma miejsce. Maciej Sthur mówił coś o „wszach” tabloidowych. Warto także pomyśleć nad przyznaniem Mieśnikowi tytułu Hieny Honorowej, jeśli się zgodzi na ironię. Nie wolno gwałtem go obrażać; zrobił coś pożytecznego.
Trochę inny jest przypadek tabloidów politycznych. Też ich nie potępiam, bo walczą o życie. Chyba Tomasz Lis pierwszy zauważył, że należy uprawiać, więc i sam uprawia, dziennikarstwo „tożsamościowe”. Jest to dziennikarstwo, które umacnia polityczne przesądy odbiorców. Nie ma tu miejsca na rzetelne przedstawienie argumentów drugiej strony sporu, gdyż to sprawia przykry dysonans poznawczy i obniża sprzedaż. Podważa też przesądy redaktora. I szkodzi jego sponsorom. Tabloityzacja polega tu na tworzeniu afmosfery skandalu wokół nawet drobnych potknięć przeciwnika i wmawianiu mu głupoty zamiast uznania, że ma inny pogląd na interes publiczny. I ma trochę inny interes prywatny.
Z drugiej strony frontu, przedsięwzięcia medialne braci Karnowskich też są „tożsamościowe”. Jednak moim zdaniem mają wielką przewagę nad biznesami Lisa: tygodnikiem, portalem oraz programem w TVP. Ci „bliźniacy mniejsi” dają więcej prawdy. Nie tyle, żeby całą lecz więcej. Są na tyle zdolni i telegeniczni, że mogliby bez trudu zająć miejsce pana Tomasza za dużo większe pieniądze, niż mają obecnie. Ale tego nie robią z powodu głębokiego przekonania, co jest polską racją stanu. Związany z braćmi portal wPolityce ostatnio też się stabloityzował: Skandal, zdrada, głupota PO – to podkreślały od dawna tytuły w stylu „Olaboga!” Lecz nagle pojawiły się słodkie kotki i obyczajówka, żeby wpuścić nieco powietrza w gęstą atmosferę polityczną portalu. Oraz przyciągać czytelników nie tylko „Faktu”, ale również autora tego tekstu. Bowiem gdzie indziej stworzył sobie niszę dla myślenia. Tam nie ma nic świętego i wszystko może poddać krytycznej analizie. Gdzie? W myślach przed zaśnięciem.
