Muszę odszczekać: przeczytałem „Wyznania hieny” byłego dziennikarza „Faktu” Piotra Mieśnika. Wiktor Świetlik poprosił mnie o poprowadzenie panelu w siedzibie SDP, a ja nie odmówiłem. Musiałem więc książkę przeczytać. Co prawda wśród panelistów znalazła się jedna osoba, która książki nie przeczytała, ale się o niej wypowiadała. Ja tak nie umiem; więc teraz mogę pisać z czystym sumieniem.
O tabloidach najlepszego zdania nie mam, ale to, co znalazłem w książce jest całkiem porażające: dziennikarze „Faktu” oszukiwali rozmówców i czytelników, pisali nieprawdę, wszędzie węszyli sensację, podkręcali historie, prowokowali newsy, niszczyli i zniesławiali ludzi, a sami chlali wódę, ćpali i chodzili po burdelach. Obraz mocny, acz jednostronny. Zastanawiam się, jak silnym trzeba być człowiekiem, żeby to wszystko obserwować, oburzać się, a jednocześnie tkwić w tym po uszy przez 7 lat, jak autor książki? Trzeba chyba mieć charakter ubermenscha! (przeczytajcie felieton Krzysztofa Kłopotowskiego na http://www.sdp.pl/felietony/10349,i-ty-zostaniesz-hiena,1413388243)
Autor książki wpisuje się w trwającą w Polsce od lat narrację lamentu nad tabloidami. O swojej książce też usłyszał gorzkie słowa prawdy; że posługuje się tym samym językiem co tabloidy, znaczy się często wulgarnym i nienadającym się do powtórzenia, że nieładnie opisał wiceszefową działu, której brakowało witaminy C…, że napisał książkę sensacyjną, a w zasadzie to jednak nie ujawnił w niej, co się dzieje w redakcji. Z pewnością część zarzutów była słuszna, część nie – jak to w dyskusji. Mnie jednak bardziej interesuje inny aspekt całej sprawy: jeśli tabloidy są tak beznadziejne, to dlaczego ludzie je kupują? Dlaczego szary obywatel wysupła ostatni grosz, by wydać go na „Superaka” czy „Fakt”?
Nie mogąc liczyć na polskich obrońców brukowców (nie ma ich albo są ukryci głęboko, bo niemal każdy tzw. porządny medioznawca brzydzi się tą prasą), sięgnąłem po refleksję zachodnią. I co znalazłem? Chociażby to, że znani kulturoznawcy i socjolodzy (m.in. John Fiske, Colin Sparks i John Langer) rozumieją potrzeby, które zaspokajają tabloidy, tym samym znajdując ich użyteczność, bo:
- są bliskie ludziom; ich informacje pisane są prostszym, bardziej zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy językiem; poruszają codzienne sprawy; odwołują się do emocji; używają obrazów i większej, bardziej widocznej czcionki; są kolorowe; tłumaczą rzeczywistość, pokazują normalnych ludzi, oddają głos wykluczonym, nieobecnym, dyskryminowanym w debacie publicznej; sprzeciwiają się mainstreamowi, są wywrotowe; atakują autorytety, podważają uznane prawdy; solidaryzują się z ludzką biedą, nie ma dla nich świętych krów, a odbiorców akceptują takich, jakimi są.
Myślę, że tych pochwał wystarczy. Komu mało, niechaj zajrzy do „Tabloid Tales” Colina Sparksa i Johna Tullocha. Ale czy takie są polskie tabloidy? Chciałbym to kiedyś dokładnie zbadać, na razie przed wydaniem ostatecznego wyroku się wstrzymam. Na pewno jednak obraz jednostronny, dosyć płytki, jaki wyłania się z książki Piotra Mieśnika, warto byłoby skonfrontować z innym, napisanym z odmiennych pozycji. Tylko czy ktoś się na to odważy? Czy ktoś z „tamtej strony” będzie miał tyle śmiałości, żeby przeciwstawić się opinii establishmentu?
Proszę mnie dobrze zrozumieć: odgrywam tu rolę adwokata diabła, ale nie lubię obrazów czarno-białych, bo to nie jest prawdziwy obraz rzeczywistości. Pamiętajmy, że już rzymskie Acta Diurna - pierwsze czasopisma sprzed naszej ery, zawierały tabloidowe opowieści. A słynny Joseph Pulitzer tak mówił do swojej sekretarki: „Niektórym ludziom wydaje się, że gazeta nie powinna poświęcać miejsca długim i dramatycznym relacjom o morderstwach, katastrofom kolejowym, pożarom, linczom, politycznej korupcji, malwersacjom, defraudacjom, itp., ale oni się mylą”. To był przepis na zdobycie czytelnika. Piotr Mieśnik też chce trafić do odbiorców za pomocą tabloidowego stylu, i pewnie mu się uda, bo to, co pisze ma jeden, łatwy do zaakceptowania wymiar. Ja jednak czekam na ten drugi – bardziej wszechstronny i może prawdziwszy…
Marek Palczewski
16 października 2014
