19 września odbyła się premiera filmu Jana Komasy „Miasto 44”. Z tej okazji do „Gazety Wyborczej” dołączono promocyjny dodatek na temat filmu pt.: „Miłość w czasach apokalipsy”. W owym dodatku wymieniono „11 faktów o Mieście 44, które wyróżniają film na tle innych polskich superprodukcji” i jak rozumiem ma to być 11 powodów, dla których powinno się koniecznie obejrzeć ten film o narodowej apokalipsie, w której zginęło jedno miasto i 200 tys. jego mieszkańców. No to prześledźmy.

Po pierwsze wyróżnikiem ma być młody wiek reżysera. 32 lata. Nota bene słabe wyróżnienie, bo Wajda gdy nakręcił „Kanał” miał dokładnie tyle samo.

Po drugie zaletą mają być młodzi aktorzy. Doprawdy nie wiem dlaczego autorzy dodatku żyją w przekonaniu, że w innych polskich filmach młodych bohaterów grają starcy.

Po trzecie wykorzystanie w teaserze i trailerze kinowym piosenki Lany Del Rey „Young & Beautiful”. Starania o uzyskanie zgody miały trwać „długie miesiące”.

Po czwarte efekty specjalne m.in. użycie „rekordowego 300 metrowego green screenu”.

Po piąte premiera na Stadionie Narodowym. Tzn. pierwsza premiera 30 lipca, bo film doczekał się już dwóch premier. Na tą pierwszą reżyser zaprosił krytyków, a potem się dziwił, że napisali z filmu recenzje. Jednak, żeby druga premiera nie przeszła bez obecności owych recenzentów reżyser zapowiedział, że film zostanie zmieniony.

Po szóste „<<Miasto 44>> to pierwszy polski film z oficjalną, limitowaną linią odzieży, która – podobnie jak dzieje się to przy promocji hollywoodzkiej superprodukcji – trafiła do sprzedaży jeszcze przed wejściem obrazu na ekrany”.

Po siódme film posiada interaktywną stronę internetową.

Po ósme był pokazywany na Przystanku Woodstock. (To już trzecia premiera.) „Namiot <<Miasta 44>> stanął na terenie festiwalowej Akademii Sztuk Przepięknych”.

Po dziewiąte pominę, a po dziesiąte niebywałą zaletą filmu ma być „plakat gigant” na legendarnym budynku PAST-y.

Wszystkie te punkty łączy jedna cecha. Poza pominiętym dziewiątym poświęconym muzyce nie mają dla wartości artystycznej filmu żadnego znaczenia i nic dziwnego, bo autorzy promocyjnego materiału nie kryją, że chcieliby, aby film odniósł… komercyjny sukces na miarę „Titanica” czy „Szeregowca Ryana”.

Teraz wyjaśnienie dlaczego piszę o materiałach promocyjnych tego filmu w felietonie poświęconym zawsze mediom. Otóż media nie tylko prezentują promocyjne spoty i zamieszczają specjalne dodatki. Także same z siebie we własnych materiałach bezwiednie w różnych konfiguracjach powtarzają owe „11 faktów”. A propos „fakt” jedenasty to „liczne (w filmie) odniesienia do popkultury i historii”. Wylądowały tu m.in. nawiązania do wspomnianego wcześniej „Kanału” Andrzeja Wajdy. Ładna ironia. 46 lat temu, w 10 lat po „Kanale” Andrzej Wajda nakręcił też „Wszystko na sprzedaż”. Mistrzowi polskiego kina kilka razy udało się świetnie wyczuć społeczne nastroje i przeczuć nadchodzące wydarzenia, ale nawet jemu chyba nie przyszło do głowy, że kiedyś wystawimy na sprzedaż naszą narodową tragedię.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl