Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wsparło dziennikarzy z Ukrainy. Dobrze się stało, że nie pozostajemy wobec nich obojętni. Rodzą się jednak pytania o polityczne postawy dziennikarzy i dopuszczalny stopień naszego upolitycznienia. W najnowszym numerze „Do Rzeczy” Waldemar Łysiak wzywa, żebyśmy – my, Polacy – nie popierali Ukrainy. W czasie ostatniego zebrania oddziału warszawskiego SDP kilku kolegów zażądało, by w wyborach do władz Stowarzyszenia nie mogli kandydować dziennikarze piszący w pismach podporządkowanych partiom politycznym. Sprawy niby różne, ale można na nie spojrzeć przez ten sam pryzmat: zdrowego rozsądku. 

Byłem w Kazimierzu nad Wisłą na spotkaniu z ukraińskimi dziennikarzami. Wspólne oświadczenia wypracowane przez naszych kolegów z Ukrainy z dwóch związków dziennikarskich oraz przedstawicieli SDP znajdują się na tych stronach

  1. http://sdp.pl/informacje/10185,nie-mylcie-ofiary-z-agresorem-apel-polskich-i-ukrainskich-organizacji-dziennikarskich-,1410780926;
  2. http://sdp.pl/informacje/10194,ii-forum-polsko-ukrainskie,1410791822;http://sdp.pl/informacje/10186,uwolnic-ukrainskich dziennikarzy,1410783601

Wniosek jest jeden: Ukraina oczekuje naszego wsparcia i pomocy, i my dziennikarze SDP powinniśmy solidaryzować się z ukraińskimi dziennikarzami oraz popierać walkę Ukrainy o wolność. Wiem, że nie wszyscy zgodzą się z tą może patetyczną tezą, ale naprawdę jest ona nie tylko romantyczna, ale i zdroworozsądkowa. Postaram się to udowodnić. Zacznę jednak od jej zaprzeczenia – od artykułu Waldemara Łysiaka „Muzyczka Majdanu” (tygodnik „Do Rzeczy”, 15-21 września 2014). 

Felietony Łysiaka można lubić lub nie, ale nie sposób na nie nie reagować. Mnie ich kwiecisto – barokowy styl zniechęca w połowie tekstu, stąd rzadko czytam do końca. Tym razem jednak doczytałem, bo Łysiak, którego zniewalające teksty historyczne dobrze pamiętam, napisał artkuł publicystyczny z tezą jednoznaczną i mocną: Ukraińcy są naszymi wrogami, więc nie wspierajmy ich! Manipulacją z jego strony jest taki dobór faktów, który pokazuje wyłącznie zbrodnie Ukraińców wobec Polaków, ukraińską nienawiść i niechęć, żadnych oznak sympatii, żadnej zmiany klimatu we wzajemnych relacjach, o którą od wielu lat troszczą się polscy politycy, zarówno z prawej, jak i z lewej strony. W nowych ukraińskich władzach Łysiak widzi tylko przedstawicieli banderowskiego Prawego Sektora, nie zauważa, że stanowią oni margines, a nie większość. Dodatkowo, w sposób nieuprawniony ekstrapoluje historyczną sytuację z okresu rzezi wołyńskiej (niewątpliwie była to wielka zbrodnia, tu nie ma między nami żadnej różnicy zdań) na obecną sytuację, w której chodzi również o to, jak będzie wyglądała nasza wspólna przyszłość. Czy będziemy patrzeć tylko wstecz, atakować i domagać się rozliczeń, czy w momencie, kiedy Ukraina toczy wojnę z Rosją odsuniemy nasze urazy na bok, czekając na spokojniejsze czasy, by wówczas w zupełnie innej atmosferze wrócić do przykrych i twardych rozliczeń? 

Łysiak jakby nie dostrzega, że wspierając dziś Ukrainę, wspieramy Polskę, stajemy po stronie przyszłej przyjaźni z Ukraińcami. Nie odwracamy się plecami do przeszłości, ale nie możemy ignorować przyszłości. Co więcej, dokonuje manipulacji, pisząc, że „Obie muzyczki Majdanu – i ta snajperska (banderowska), i ta propagandowa (politpoprawna) – demaskują cyniczne załganie dyrygowanych przez Salon mediów dzisiejszego globu […]”. Czy takie tygodniki, jak „Gazeta Polska”, „Do Rzeczy”,  „W Sieci”, czy TV Republika też są cynicznie załgane i należą do Salonu? Bo jeśli by tak było, to on sam też musiałby zaliczyć się do „załganego Salonu”, a na pewno, by nie chciał.
Dlaczego uważam, że należy popierać Ukraińców w ich obecnej walce i na bok odłożyć historyczne konflikty (zresztą, z którym z sąsiadów ich nie mieliśmy…)? Dziś sytuacja jest całkiem inna niż 70 lat temu. Dziś należy zadbać o to, by mieć w Ukrainie i w Ukraińcach przyjaciół, a nie wrogów. Lepiej teraz pomagać Ukraińcom w walce z Rosjanami na ich terytorium, niż potem mieć Rosjan na swoim. Lepiej, żeby Ukraina była buforem, dzielącym nas od „Wielkiego Brata”, niż graniczyć bezpośrednio z Rosją. Pomóżmy Ukraińcom, bo im ta pomoc jest potrzebna TERAZ. Czy ją docenią i zapamiętają? Wielu na pewno zapamięta i doceni. Kalkulacja jest prosta. W imię pobudek romantycznych i zwykłej pragmatyki powinniśmy wspierać Ukrainę, i dlatego m.in. SDP wyraził poparcie dla dziennikarzy ukraińskich i nazwał Rosję agresorem. Obowiązkiem dziennikarzy jest pisanie i mówienie prawdy, i to zostało właśnie powiedziane. Waldemar Łysiak może sobie pisać, co chce. Takie jest prawo publicysty. Nie może jednak mieszać dwóch porządków: historycznego sprzed 70 lat i obecnego. Z jego oceną historii raczej się zgadzam, ale na jej rozliczenie przyjdzie czas, gdy Ukraina i Polska będą wolnymi krajami, żyjącymi w pokoju i w przyjaźni. To co proponuje Łysiak może dziś cieszyć tylko „przyjaciół Moskali”, a nazywanie aneksji Krymu „oderwaniem się Krymu od Ukrainy” i pochwała tego zaboru jest kompletnym nieporozumieniem, wskazującym na niedostatki zdrowego rozsądku.

Sprawa druga: obrady SDP oddziału warszawskiego. Również opisane na tej stronie:

  1. http://sdp.pl/opinie/10199,czas-na-zmiany-w-sdp,1410854932; http://sdp.pl/felietony/10202,pocalujcie-sie-w-pis,1410859318;
  2. http://sdp.pl/prywatny/10182,i-stal-sie-cud-wybrano-z-trudem-delegatow-na-walny-zjazd-sdp,1410598303

Podczas obrad zgłoszona została uchwała (zob. w/w artykuły), w myśl której dziennikarze pracujący w mediach będących własnością partii politycznych oraz pracujący lub współpracujący z mediami dotowanymi przez partie, mieliby ustąpić z władz lub nie kandydować w przyszłości. Wiele kodeksów etyki zawodowej dziennikarzy podkreśla wartość, jaką jest niezależność dziennikarska. W kodeksie etycznym SDP nie ma jednak takiego jednoznacznego sformułowania. Można oczywiście powiedzieć, że kwestia niezależności, to kwestia sumienia. Z drugiej strony Statut SDP określa, że członkiem zwyczajnym Stowarzyszenia może być dziennikarz (obecny, były, emerytowany) lub osoba zajmująca się działalnością publicystyczną, i taki członek ma czynne oraz bierne prawo wyborcze. Teoretycznie i formalnie nie istnieje zakaz, żeby prezesem SDP nie mógł być np. prominentny polityk jakiejś partii, acz taki wybór stałby w sprzeczności z Kodeksem etyki dziennikarskiej SDP (zob. rozdz. o konflikcie interesów – M.P.). Ale, powtórzę, formalnego zakazu nie ma. W rozdziale I. § 3 Statutu określono, że: Stowarzyszenie szanuje indywidualne prawo do przekonań i poglądów. Zatem, członkowie SDP mogą być członkami partii, a jeśli tak, to mogą również pisać w gazetach podporządkowanych partiom, dotowanych przez partie lub będących ich własnością. To pierwsza trudność, jaką widzę przed taką uchwałą. Druga polega na pytaniu, które w swoim felietonie („Czas na zmiany”) postawił Jacek Wegner:  Jakie media, w których pracujemy czy z którymi współpracujemy, są bezpośrednio albo pośrednio subsydiowane przez partie? Kto ma to stwierdzić, na jakiej podstawie, według jakich kryteriów? Czy do takich mediów zaliczyć tylko „Gazetę Polską”, czy również TVP, „Gazetę Wyborczą”, itd.? Kierując się zdrowym rozsądkiem najpierw należałoby określić, o które media chodzi, a także wprowadzić odpowiedni paragraf w Statucie SDP, zabraniający osobom pracującym w tych mediach lub z nimi współpracującym kandydowania. Ale na to, by takich zmian dokonać, trzeba większości (o ile się nie mylę) 2/3 głosów delegatów na zjazd sprawozdawczo-wyborczy SDP. Co zatem pozostaje? Można apelować, ale sam apel nie jest nawet zobowiązaniem moralnym. Co więcej, można go nie dotrzymać bez żadnych konsekwencji, przekładających się na wybory władz SDP.

Te dwie sprawy pokazują, że warto oprócz pobudek romantycznych w tworzeniu rzeczywistości brać pod uwagę często niedoceniany, zwyczajny, a bardzo praktyczny tzw. zdrowy rozsądek.


Marek Palczewski
18 września 2014

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl