Historia miała się skończyć, ale wróciła do Europy środkowej. Obejrzałem więc “Triumf woli” o zjeździe NSDAP w Norymberdze w 1934 roku. Cóż to za znakomity film! Nie tylko jako arcydzieło propagandy ale także kina.  

   Autorka Leni Reifenstahl tłumaczy się, że nie chciała tego kręcić. Była tylko aktorką i tancerką, nie znała się na polityce. Miała zagrać w „Błękitnym aniele”, jednak reżyser Josef von Sternberg wybrał do głównej roli Marlenę Dieitrich. Zaś Leni siedzi na beczce, skąd zgania ją Marlena, żeby sama usiąść, założyć nogę na nogę i zaśpiewać „Jestem by kochać mnie”. 

   Leni jako reżyser nakręciła do tej pory tylko film fabularny „Błękitne światło”, gdzie też zagrała rolę młodej, naiwnej chłopki, którą nienawidzą sąsiedzi i przepędzają. Sądzili, że ma konszachty  z diabłem i jest winna śmierci niewinnych istot. To wpadło Hitlerowi w oko. Uważał, że uosabia doskonałą kobietę niemiecką. Fakt, była po nordycku piękna. Ale czy posądzenie postaci granej przez Leni o demonizm nie miało żadnego znaczenia dla fascynacji aktorką?  Więc uparł się, że musi zrobić film o zjeździe partyjnym. Wyraźnie powiedział, że nie chce dokumentalnego zapisu ani politykowania. Oczekuje od niej sztuki. Chce filmu pokazującego zjazd okiem laika, które wybiera, co najbardziej raduje artystycznie, jako widowisko. Filmu, który wzruszy widzów nie zainteresowanych polityką.

   Powstało wspólne arcydzieło Hitlera występującego w głównej roli przywódcy narodu, Alfreda Speera, który opracował choreografię dla 200 tysięcy członków partii w podniosłych plenerach i jej, która zapisała na taśmie i zmontowała obraz narodzin III Rzeszy. Widać wielki talent w ruchu kamer, zdjęciach lotniczych, muzyce, zbitkach zbliżeń twarzy i przepastnych panoram tłumu w znakomitym  montażu. Goebbels chciał, żeby powstał film tak dobry, jak arcydzieło sowieckiej propagandy „Pancernik Potiomkin”. A tymczasem „Triumf woli” wypadł wyżej artystycznie, niż  film Sergieja Eisensteina. Posypały się nagrody dla Leni nie tylko w Niemczech, ale również we Włoszech, Francji, w Stanach Zjednoczonych. 

   Mimo uznania międzynarodowego, ten film złamał jej karierę po II wojnie jako propagandystki nazizmu. W dokumencie „Wspaniałe i straszne życie Leni Reifenstahl”, który nakręcił Ray Muller broni się ona przed tym zarzutem: Nikt nie wiedział, jak historia się potoczy. Na tym zjezdzie nie pada ani jedno słowo przeciw Żydom. Hitler i jego podwładni wzywają tylko do jedności narodu. Obiecują pokój i pracę. Owszem, ale dlaczego ubrali robotników w mundury wojskowe? Czemu prezentują oni łopaty na ramieniu, jak broń? Trzeba było być ślepym i głuchym by nie spostrzec, jak agresywna wyrośnie z tego potęga militarna w ciągu pięciu lat. 

   Dobrze po zjeździe w Norymberdze nie kto inny jak Churchill powiedział, że Niemcy mogą być dumni z takiego przywódcy, jak Hitler. Leni Reifenstahl pyta retorycznie, dlaczego powinna była być mądrzejsza od Churchilla?  

   Czy umiemy dojrzeć potwora, który obecnie leży w pełnym słońcu? Putin działał dużo bardziej prowokacyjnie, niż Hitler pięć lat przed wojną, jaką wydał światu. Skoro rosyjski prezydent kazał ćwiczyć atak jądrowy na Warszawę parę lat temu, to czego jeszcze trzeba było rządowi Donalda Tuska do mobilizacji wobec rosyjskiego zagrożenia? I pomyśleć, że ten człowiek szuka schronu w Brukseli. A niedawno ktoś zauważył, że w 1939 roku Polska miała poważniejsze zapewnienia obrony sojuszniczej, niż dzisiaj...
   
   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl