W poniedziałek był pogrzeb mojego przyjaciela, Wojtka Słodkowskiego. Pisałem już na tym portalu, że razem przepracowaliśmy 20 lat; pierwsze dziesięć, robiąc wspólnie programy dla TV, kolejne dziesięć w pracy dydaktycznej ze studentami, których razem uczyliśmy zawodu. Były wspólne wyjazdy, obozy dziennikarskie, gazety i konferencje. To wszystko się skończyło.

 

Na pogrzeb przyszło wielu jego wychowanków, zebrała się też cała polityczna i dziennikarska Łódź. Nie zabrakło prawie nikogo spośród liczących się dziennikarzy. Dlaczego jest tak, że w takim momencie potrafimy być razem, a normalnie, na co dzień, jesteśmy podzieleni i wręcz te podziały kultywujemy? Czy dlatego, że dzięki nim się odróżniamy, że różnica jest naszym znakiem jakościowym? Bo czymże byłoby „Uważam Rze” gdyby powtarzało treści „Newsweeka”, i czymże byłby „Super Express” gdyby nie różnił się od „Gazety Wyborczej”? W różnicy jest to, co pozwala budować nasze tożsamości. Ale to jednocześnie oznacza, że nie ma jednej tożsamości dziennikarskiej.

Przez dwa dni brałem udział w konferencji naukowej, bo oprócz artykułów dla mediów piszę też artykuły naukowe. I zwróciło moją uwagę, że przy wszystkich różnicach pomiędzy środowiskiem dziennikarskim a naukowym, jest coś, co dla obydwu jest wspólne – swego rodzaju „zamknięcie” na świat poza ich własnym systemem. A wewnątrz tego systemu (grup dziennikarskich, medialnych, naukowych) istnieją podziały różnicujące dalej, dzielące a zarazem łączące wspólnymi interesami, wewnątrzgrupowymi  solidarnościami, sprawiające, że jesteśmy z Łodzi, Warszawy, Wrocławia albo ze Szczecina, tak jak jesteśmy z GPC, GW, Polski czy Faktu. Dlatego, kiedy w czasie tej konferencji doszło do dyskusji nad powołaniem stowarzyszenia naukowego, to zaraz ujawniły się różnice, choć dobrze się skończyło, bo stowarzyszenie postanowiono jednak założyć.

Nasze SDP odróżnia się od Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, Stowarzyszenia Dziennikarzy im. W. Reymonta, Towarzystwa Dziennikarskiego, itd. itp. Każde z nich chce mieć własną tożsamość, i bardzo dobrze. Nasze SDP miało w tę tożsamość wpisany pluralizm poglądów, choć wyrastało ze wspólnego, solidarnościowego pnia. Ale i pluralizm dla niektórych był albo wciąż jest belką w oku. Teraz, kiedy kilku naszych kolegów zrezygnowało z członkostwa w SDP, to wydaje się, że ta belka jest trochę mniejsza. Jednak gdy z tego principium zrezygnujemy, to już niczym nie będziemy różnić się od pozostałych stowarzyszeń, staniemy się tak samo jak tamte, mimo posiadania własnych ideologii -  nijacy, nie-odróżnialni dla zewnętrznego obserwatora.

Może jednak nie warto przejmować się tym, że na co dzień coraz trudniej podać sobie dłoń, spojrzeć prosto w oczy, uśmiechnąć się i obdarzyć dobrym słowem? Bo przecież jakoś się żyje, a „kto nie z nami, to nasz wróg”. Czy jednak – z drugiej strony - tak trudno o jedność w różnorodności, i czy jesteśmy już skazani wyłącznie na to, by różnić się brzydko?

 

Marek Palczewski

15 listopada 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl