„Elita czytelnicza patrzy na tabloidy z przerażeniem. Fuka i obraża się na nie. Ujawniając przy tym te same emocje, którymi żywią się krytykowane tabloidy” – tłumaczy na łamach „Polityki” dr Jacek Wasilewski, wykładowca UW i warszawskiej SWPS, zajmujący się retoryką medialną.
Wasilewski w swoim tekście polemizuje z artykułem Mariusza Janickiego „Prawdoidy z tabloidów” („Polityka” nr 41/2012), w którym publicysta postawił trzy tezy: że umysł tabloidowy się narodził, że media mu schlebiają i że jest to nowa demokracja. „Zobaczmy, ile prawdy jest w każdej z nich” – zachęca czytelników specjalista od retoryki medialnej.
Zdaniem Jacka Wasilewskiego umysł tabloidowy nie jest wytworem współczesności. „Tabloid należy potraktować raczej jako wyraz postępu czytelnictwa i (…) poczucia równości” – przekonuje. I przypomina, że wczasach średniowiecza gazety służyły nie zyskowi, ale opisywaniu spraw związanych z pieniądzem i władzą. Narodziny kapitalizmu przyniosły zwrot na rynku prasowym, zrodziły dzisiejszy etyczny wymiar nowoczesnego dziennikarstwa. „Agencje prasowe, by sprzedać informacje wielu gazetom, zaczęły oddzielać fakty od wartościowania. Opłaty za telegraf wymusiły pisanie o konkretach. Informacja-towar przestała mówić o tym, co dobre, a co złe. Wykształcony czytelnik sam wiedział” – pisze Wasilewski. Zaznacza przy tym, że na drugim biegunie byli ci, którzy jednak nie wiedzieli. Ale ratunkiem dla nich był wędrowny dziad, mówiący do wioskowej wspólnoty mieszkańców. „Z takiego dziada zrodził się tabloid (…) Pieśń dziadowska dotyczy nie otwartej agory, ale zamkniętej wspólnoty, która nie myśli o uczestnictwie we władzy, tylko o swojej krzywdzie” – czytamy w „Polityce”.
Jeśli idzie o politykę, tabloid wiecznie wiecuje. Jacek Wasilewski przekonuje, że treści tabloidów mają dawać przekaz: „my, zwykli ludzie, mamy dość”. Odbiór wiecowy jest emocjonalny i grupowy. „W tabloidzie moralne jest to, co dotyczy naszej grupy, którą uciskają oni, ci źli, perwersyjni, pazerni, chełpliwi” – tłumaczy znawca retoryki medialnej i narracji w kulturze i polityce. Bulwarówka to w jego ocenie ulica, która się oburza, że wśród ludzi mieszka ten „zły”. Oburzenie pozwala się od niego odciąć. „Tabloid daje rozrywkę i zapomnienie, albo ukazuje, że zwykły człowiek to ofiara złych sił. Rola ofiary tkwi głęboko w tożsamości tabloidowego czytelnika” – dodaje Wasilewski.
Dzisiaj zamiast wsi i opowiadającego dziada mamy globalną wioskę i w milionie postaci nie do rozróżnienia, musimy znaleźć sobie wirtualnego sąsiada, który mógłby być naszym punktem odniesienia. Współczesne media pozbawiły nas tradycji, ze swoim naciskiem na aktualność wytwarzają codziennie „nowy Olimp z Herkulesem-Pudzianem”. „Wątki są te same, tylko zdjęcia nowe, coraz to nowa postać upychana jest do szufladki z tą samą opowieścią” – stwierdza w „Polityce” Jacek Wasilewski. Szansą na uchronienie się przed komunikacją przenoszoną na coraz większą skalę do mediów jest edukacja, zwłaszcza dzieci. Uczenie ich świadomego uczestnictwa w agorze, rozumienia słownictwa i mechanizmów wpływu może, zdaniem Wasilewskiego, wykształcić dzieci, które będą mogły poigrać z demotami, ale będą też wiedziały, kiedy wyjść na ulicę w obronie ACTA.
Podsumowując swój polemiczny wywód Jacek Wasilewski stwierdza, że tabloidy to nie nowa demokracja, tylko następstwo czytelnictwa, technologii i wolności mediów. Że umysł tabloidowy nie narodził się, ale był, dziś pasąc się na farmach medialnych, które odtwarzają wioskowy murek pod geesem. „A jeśli nauczymy rozumienia mediów w szkole, widz nie będzie skazany na nędzę płaskiego rozumienia świata. Będzie się czuł znudzony. I wtedy też nie będzie skazany na to, że jedynie tabloid jest mu w stanie wytłumaczyć świat, bo elity muszą trzymać wysoki poziom” – konkluduje Wasilewski.
Więcej w tekście Jacka Wasilewskiego „Opowieści wędrownego dziada” na str. 28-29 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
