Prof. Zyta Gilowska: Rząd, jak Czerwony Kapturek

"Rząd Donalda Tuska od 3 lat nic nie robi" - twierdzi w wywiadzie dla FAKTU prof. Zyta Gilowska, była wicepremier i minister finansów  i porównuje rząd Platformy i PSL do Czerwonego Kapturka, który "beztrosko bieży przez ciemny las".

Zapewnienia premiera, że przeniesienie części składek z OFE do ZUS to walka z narastającym długiem publicznym i nic złego się nie stanie, prof. Zyta Gilowska komentuje tak: "- OFE nie ma nic wspólnego z czyimkolwiek długiem. To jest zasób, a przynajmniej powinien być zasób. Tam są gromadzone prawdziwe pieniądze przekazywane co miesiąc przez przyszłych emerytów, to są ich pieniądze. Dług jest wtedy, gdy ktoś te pieniądze zabiera. Rząd chce po prostu zagipsować potężną dziurę budżetową".

Na pytanie dziennikarza "Czyli to zamach na portfele przyszłych emerytów?" była wicepremier odpowiada twierdząco: "- Na to wygląda. Rząd wybrał przedziwne rozwiązanie. Postanowił zabrać część tego, co  obywatele są zmuszeni zbierać i jeszcze twierdzi, że tak będzie "lepiej". To dlaczego nie zabrał wszystkiego? Tak byłoby jeszcze "lepiej", prawda? Może tak się stanie, bo ten rząd dużo mówi o oszczędnościach, ale wydaje na potęgę. W ciągu ostatnich trzech lat wydatki publiczne wzrosły o 140 mld zł. A podatnicy nie są w stanie zaspokoić tak wielkiej żądzy pieniądza publicznego. Wszystkie rezerwy zostały zjedzone, majątek jest wyprzedawany. Prawdziwy kryzys odczujemy w Polsce wtedy, gdy już nie będzie czego prywatyzować. Wtedy zobaczymy lawinę długu publicznego. Dojdziemy do klasycznej scenerii: mąż narobił długów, żona i dzieci nie mają przez to co jeść, a komornik zabrał telewizor".

Czytaj więcej: www.fakt.pl/Gilowska-Rzad-bawi-sie-w-rzadzenie-,artykuly,92493,1.html

Opracował: tor

 


Chcą prawdy o Smoleńsku

"Chcemy prawdy. Dosyć kłamstwa", "Żądamy komisji międzynarodowej" - takie okrzyki wznosili dzisiaj zebrani przed Pałacem Prezydenckim w dziewięć miesięcy po katastrofie smoleńskiej - informuje "Rzeczpospolita". Pojawił się też transparent: "Panie Tusk za skandaliczne śledztwo smoleńskie, człowiek honoru strzeliłby sobie w głowę. Wystarczy pana dymisja wraz z rządem PO".

Wieniec przed Pałacem Prezydenckim złożyli politycy PiS wraz z prezesem partii, Jarosławem Kaczyńskim.

Czytaj więcej: www.rp.pl/artykul/2,591528.html

Opracował: tor

 


Platforma kłótliwa

Narastają silne konflikty wewnętrzne w Platformie Obywatelskiej Politycy rządzącej partii kłócą się już niemal  o wszystko: o wpływy, o światopogląd, o In vitro. Konlikty w PO opisuje gazeta "Polska The Times", która cytuje posła PO Antoniego Mężydło: "- Jeśli coś teraz może zaszkodzić Platformie Obywatelskiej, to tylko walki wewnątrzpartyjne. A ognisk konfliktu jest kilka".

Czytaj więcej:

www.polskatimes.pl/stronaglowna/354917,podzialy-w-platformie-obywatelskiej-silne-jak-nigdy-dotad,id,t.html

Opracował: tor

 


Polska nauka na światowej prowincji

Polacy mają marginalny wpływ na rozwój nauki światowej, wynika z raportu firmy Ernst & Young "Produktywność naukowa wyższych szkół publicznych w Polsce", którego wyniki publikuje "Rzeczpospolita". Skąd taki wniosek? Liczące się na świecie czasopisma naukowe, choćby takie okręty flagowe jak "Science" czy "Nature", publikują artykuły naukowe z Polski "przeciętnie... raz na cztery lata"!

Dr Aleksandra Parteka wylicza: "- Na 100 pracowników naukowych zatrudnionych w polskich uczelniach rocznie przypadają tylko 23 publikacje w uznanych czasopismach. To najniższy wskaźnik w przebadanych krajach".

Jak to wygląda w innych krajach? "W Niemczech jest to już 45 publikacji na 100 pracowników, a we Włoszech nawet 79".

Według Prof. Stanisława Karpińskiego "prace wielu polskich naukowców nie mogą trafić do najlepszych czasopism, bo nie są nowatorskie. - Mamy zachowawczy i negatywny system selekcji naukowej na uczelniach. Jeśli uzyska się etat adiunkta czy asystenta, to praktycznie do emerytury można zajmować to stanowisko i niewiele robić, bo nie ma systemu, który wymuszałby konkurencję " - twierdzi naukowiec, który publikował m.in. w "Science".

Czytaj więcej: www.rp.pl/artykul/2,591286_Polska-nauka-na-peryferiach-swiata-.html

Opracował: tor

 


Miało być mniej urzędników, będzie ... tyle samo

Platforma Obywatelska przejmując kilka lat temu władzę zapowiadała oszczędne państwo, ale politycy rzadko dotrzymują słowa. "Miało być 20 tys. etatów w administracji mniej, będzie 30 tys. więcej" - informuje "Dziennik Gazeta Prawna". "Budżet zapłaci 2,4 mld zł rocznie. Tyle zostało z rządowego planu cięć w urzędach. Takie będą skutki decyzji prezydenta o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o redukcji zatrudnienia w administracji rządowej".

Okazuje się, że "już w trakcie sejmowych prac nad ustawą urzędy zatrudniały nowych pracowników. Sztucznie zwiększały stan osobowy, żeby po wejściu w życie nowego prawa i obowiązkowych zwolnień móc utrzymać wcześniejszą liczbę urzędników".

Stefana Płażka, adwokata, adiunkta z Uniwersytetu Jagiellońskiego nie dziwi, że dyrektorzy generalni "wykorzystywali furtkę, jaką dała im ustawa, aby zwiększać zatrudnienie".

"Dziennik Gazeta Prawna" wyjaśnia mechanizm tej maskarady: "Zatrudnienie miało być redukowane na podstawie średniej liczby urzędników pracujących 30 czerwca 2010 r. i 1 lutego 2011 r. Szef urzędu, który wiedział, że przyjdzie mu zwolnić 10 proc. kadry, mógł zwiększyć zatrudnienie tylko po to, aby w końcowym rozrachunku utrzymać liczbę pracowników sprzed redukcji. Dla przykładu, jeśli w urzędzie 30 czerwca było zatrudnionych 100 osób, a w lutym - 111, to zwolnionych miało być 11 urzędników. W efekcie zostaje nadal 100 osób. Jeśli urząd nie przyjmowałby nowych ludzi, musiałby zredukować zatrudnienie do 90 osób".

praca.gazetaprawna.pl/artykuly/476809,urzednikow_zamiast_mniej_bedzie_wiecej.html

Opracował: tor

 


Falstart w naborze do "gwardii narodowej"

Zasady naboru do Narodowych Sił Rezerwowych, nazywanych popularnie gwardią narodową nie sprawdziły się - twierdzi "Gazeta Wyborcza".

Nowa formacja "miała liczyć 20 tys. osób, powoływanych w pokojowych warunkach na 30-dniowe ćwiczenia raz do roku. Rozpoczęty na początku 2010 r. nabór zakładał przyjęcie do końca ub. r. 10 tys. ochotników. Złożono co prawda nieco ponad 7 tys. wniosków, lecz z różnych powodów, podpisano jedynie 3 tys. kontraktów". Jak była tego przyczyna? "Proponowane warunki, w tym 80, zł za jeden dzień ćwiczeń, okazały się mało kuszące, MON został zmuszony do zmiany zasad. Otóż służba w NSR będzie warunkiem koniecznym do odbywania zawodowej służby wojskowej, do której jak wiadomo, jest bardzo wielu chętnych" - informuje "GW".

wyborcza.pl/1,91446,8923994,_Gazeta_Wyborcza___Falstart_Narodowych_Sil_Rezerwowych.html

Opracował:

tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl