Przychodnie za „żółtymi firankami”
Co rusz odkrywamy w Polsce PRL-bis. Za Gomułki były sklepy „za żółtymi firankami”, teraz dziennikarze „Faktu” sprawdzili, jaki dostęp do lekarzy specjalistów mają rządowi urzędnicy?
„Sprawdziliśmy, ile do specjalisty trzeba czekać w przychodni władzy, a ile w zwykłej placówce służby zdrowia. Zwykły Kowalski nie ma już szans dostać się w tym półroczu do kardiologa, bo w całej Polsce albo skończyły się już zapisy, albo – jak ma dużo szczęścia – zostały pojedyncze miejsca za miesiąc czy dwa” – informuje gazeta.
„– Terminy do kardiologa? Nie ma terminów! Proszę dzwonić w czerwcu, będą kolejne zapisy – słyszą pacjenci dzwoniący do rejestracji w szpitalu w Jaworznie. Ale w przychodni ministerstwa spraw zagranicznych jest inaczej. Zapytaliśmy tam o wizytę dla urzędnika podległego ministrowi Radosławowi Sikorskiemu (48 l.). – Kardiolog? Zapraszam w przyszłym tygodniu – informuje pani w rejestracji. O tak szybkim terminie wizyty w normalnej przychodni można tylko pomarzyć”.
Czasami ludzie władzy leczą się w tych samych przychodniach, co zwykły Kowalski, ale … „Są tu równi i równiejsi. Przykład? Przychodnia pracowników Kancelarii Prezydenta – próba zapisu na wizytę u okulisty. – Najbliższy termin jest dopiero w marcu – informuje rejestratorka. – A jeśli jestem pracownikiem Kancelarii Prezydenta? – dopytujemy. – Jeśli jest pan pracownikiem, to zapraszam w przyszły piątek – pada odpowiedź”.
No i są przychodnie, gdzie Kowalski z Nowakiem nie wejdą. „Tam, gdzie władza ma przychodnię tylko dla siebie, zwykły chory nie ma wstępu. Przykład? Ministerstwo Sprawiedliwości, poradnia chorób wewnętrznych. – Może pan przyjść do specjalisty jutro na 8.30 – słyszymy od pracownika poradni. – A jeśli nie jestem pracownikiem? Niestety, tylko pracownicy!”.
Czytaj więcej: www.fakt.pl/Oni-nie-czekaja-na-wizyte-u-lekarza-Jak-to-mozliwe-,artykuly,94693,1.html
opr. tor
Krótsze wakacje z powodu EURO 2012?
Ministerstwo Edukacji planuje zmienić kalendarz roku szkolnego w "trosce o ich bezpieczeństwo" podczas piłkarskich mistrzostw Europy. Oznacza to, że uczniowie mogą wrócić do szkół już w połowie sierpnia – informuje „Gazeta Wyborcza” za „Głosem Nauczycielskim”.
”Jeden ze scenariuszy MEN przewiduje, że rok szkolny 2011/2012 skończy się nie 29 czerwca, ale najpóźniej 8 czerwca, czyli w dzień rozpoczęcia Euro. A że nauki nie można po prostu skrócić, już w tym roku uczniowie mieliby wrócić do szkół 15 lub 22 sierpnia”.
Rzecznik MEN Grzegorz Żurawski potwierdza „GW”: „- Pracujemy nad przygotowaniem najefektywniejszych rozwiązań prawnych, które zapewnią przede wszystkim bezpieczeństwo uczniom w trakcie Euro. Za wcześnie na szczegóły”. Ale nie wyklucza, że wakacje w tym roku skończą się już w połowie sierpnia.
wyborcza.pl/1,75478,9033546,Euro_2012__krotsze_wakacje_2011.html
Opr. tor
Niemieckie zawodówki polują na Polaków
„Od 1 września absolwent polskiego gimnazjum będzie mógł uczyć się w niemieckiej szkole zawodowej i odbywać praktykę w niemieckiej firmie. W pierwszej klasie zarobi do 600 euro miesięcznie” – informuje „Dziennik. Gazeta Prawna”.
„Niemcy szukają już polskich absolwentów gimnazjów, których chcą od września uczyć u siebie zawodu. To dla młodych Polaków nie tylko okazja do zdobycia kwalifikacji, ale także możliwość opłacanych praktyk w tamtejszych firmach. Nauka w niemieckich szkołach zawodowych odbywa się w tzw. systemie dualnym. Polega on na tym, że uczeń przez dwa – trzy dni w tygodniu ma praktykę w firmie, a pozostałe spędza w szkole. Zakład pracy płaci mu wynagrodzenie miesięczne i składki ubezpieczeniowe. Waha się ono, jak poinformowała nas frankfurcka Izba Rzemieślnicza, w zależności od branży i zawodu od 200 do 600 euro w pierwszej klasie. Wynagrodzenie w kolejnych klasach jest wyższe. Na przykład murarz w drugiej klasie otrzyma 727 euro, a w trzeciej klasie 919 euro, a na przykład stolarz odpowiednio 420 i 490 euro. Szkoła jest dla ucznia bezpłatna, finansuje ją land, pod warunkiem że uczeń zawarł umowę z kształcącym go zakładem” - wylicza warunki nauki „niemieckim w raju” „Dziennik. Gazeta Prawna”.
Czytaj więcej: praca.gazetaprawna.pl/artykuly/483066,niemcy_szukaja_w_polsce_uczniow_do_swoich_szkol_zawodowych.html
opr. tor
Premier zdymisjonuje prezesa GUS?
„Politycy z otoczenia Donalda Tuska: premier raczej odwoła Józefa Oleńskiego. Do kontroli szykuje się NIK” – „Rzeczpospolita” zapowiada konsekwencje swojej publikacji.
„– Premier, jak zobaczył wyniki kontroli w GUS, to się wściekł – mówi "Rz" jeden ze współpracowników szefa rządu”.
Gazeta przypomina: "Rz" ujawniła szokujące wyniki kontroli przeprowadzonej przez Kancelarię Premiera. Kancelaria przyjrzała się pracy GUS po docierających do niej skargach. Kontrola wykazała, że pod rządami prezesa GUS Józefa Oleńskiego w urzędzie dochodziło do wielu nieprawidłowości. Czy straci posadę?”.
Czytaj więcej: www.rp.pl/artykul/10,602994_Bedzie-dymisja-prezesa-GUS--.html
opr. tor
Nasz Dziennik kontra TVN
„Stacja telewizyjna TVN zawiera kontrakty ze swoimi lotniczymi "ekspertami". Innymi słowy, wypowiadający się na temat katastrofy smoleńskiej są za to gratyfikowani. Podpisują też zobowiązanie do nieudzielania wypowiedzi w innych mediach” – taką sensację ujawnia dzisiejszy „Nasz Dziennik” w artykule „Smoleński biznes”. „TVN od początku konsekwentnie forsuje tezę o winie polskich pilotów, lądujących pod presją "głównego pasażera". Miedioznawcy zwracają uwagę, że taki system sponsoringu może sprzyjać nieobiektywnemu przekazowi. "Eksperci", znając profil stacji, artykułują wyłącznie takie tezy, których ich zleceniodawca oczekuje” – twierdzi gazeta.
TVN już zapowiada proces przeciwko „Naszemu Dziennikowi” za ten artykuł – informuje Radio TOKFM: „- Zarzuty są absurdalne” - odpowiada rzecznik stacji.
Czytaj więcej: wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9034639,Nasz_Dziennik__TVN_oplaca_ekspertow_lotniczych__Bedzie.html
opr. tor
