Ministerstwo analizuje, a dowodów brak

Od 1 lipca miały być gotowe dowody osobiste z chipem. Ale ten termin jest coraz mniej realny. Rząd wciąż nie wie, kto wyprodukuje nowoczesne dokumenty. A urzędy gmin twierdzą, że nie są gotowe na tę rewolucję - alarmuje "Gazeta Wyborcza".

Jak ustalili dziennikarze  „Gazety Wyborczej” „problemy z nowymi dowodami są dwa. Pierwszy - MSWiA wciąż nie wyłoniło ich producenta. Zamiast przetargu, jesienią 2010 r. ogłosiło tzw. dialog konkurencyjny. To procedura negocjacji z resortem. Chętnych jest sześć firm, rozstrzygnięcie miało być w marcu”.

„- Spotykamy się, negocjujemy, ustalamy kolejny termin spotkania itd. Ministerstwo liczy koszty i wciąż nie wie, czy Polskę stać na nowe dowody, czy trzeba zaciskać pasa i odłożyć projekt - mówi menedżer jednej z tych firm. - Moim zdaniem termin lipcowy jest absolutnie nierealny. Sądzę, że MSWiA doskonale o tym wie o tym”.

„Drugi problem - nawet jeśli rząd wyłoni producenta, wciąż pozostaje kwestia połączenia tysięcy urzędów siecią wymiany informacji, zapisanych w chipach. - Gdy Niemcy wprowadzały podobne dowody, testy systemów zajęły prawie rok - mówi ten sam menedżer”.

„Co na to rząd? - W tym momencie MSWiA, biorąc pod uwagę pierwsze efekty etapu dialogu, analizuje, czy możliwe jest dotrzymanie terminu 1 lipca 2011 roku - odpisała na pytanie "Gazety" Małgorzata Woźniak, rzeczniczka resortu spraw wewnętrznych”.

Czytaj:

wyborcza.pl/1,76842,9370245,Nowe_dowody_z_chipem_moga_sie_spoznic.html

 

opr. tor


Telewizje pełne reklam

„Telewizje docierają z reklamami do coraz większej liczby widzów. Temu trendowi sprzyja niesłabnący boom na rynku stacji tematycznych. W tym roku czeka nas zalew kolejnych” – podaje „Rzeczpospolita”.

„Łączne cennikowe wpływy reklamowe siedmiu największych stacji telewizyjnych nadających naziemne (TVN, Polsat,TVP1, TVP2,TVP3, TV4 i TV Puls) wzrosły w I kwartale 2011 roku tylko o 1,54 proc. do 2,26 mld zł - wynika z podsumowania instytutu Nielsen Media Research. To wpływy nie uwzględniające rabatów, jakie oferują firmom największe telewizje”.

„Liderami, jeśli chodzi o wysokość tak liczonych przychodów, są największe stacje komercyjne. Polsat miał najwyższe wśród wszystkich stacji telewizyjnych wpływy w I kwartale 2011 roku - 663 mln zł (17,2 proc. więcej niż rok wcześniej w tym  samym okresie), a plasujący się za nim kanał TVN miał cennikowe przychody w wysokości 604,2 mln zł (o 0,8 proc. więcej niż rok wcześniej)”.

„Zdaniem Piotra Bieńko, dyrektora zarządzającego domu mediowego Mediasense, Polsat najlepiej poraził sobie reklamowo w I kwartale. Także udział Polsatu w widowni wzrósł w I kwartale rok do roku w przeciwieństwie do udziałów TVN, TVP1 i TVP2. Wpływy nie uwzględniające rabatów zazwyczaj są sporo wyższe od rzeczywistych. Np. w TVP1 spadły one jednak w I kwartale rok do roku  o 1,4 proc. do 507 mln. To m.in. dlatego że wyniki za I  kwartał 2011 roku TVP odnosi się do okresu, kiedy stacja zarabiała także z reklam wokół igrzysk zimowych w Vancouver. Wpływ na spadek miało jednak przede wszystkim tzw. urealnienie cenników, które TVP zaczęła w styczniu tego roku. Zabieg miał zbliżyć cenny w cenniku do realnych cen na rynku (czyli tych po rabatach). Jego skutkiem był  m.in. spadek średniej ceny w cenniku TVP na marzec rok do roku aż o jedną piątą”.

„Zdaniem Piotra Bieńko, realne wpływy największych stacji mogły być niższe nawet o 60 proc. w porównaniu z cennikowymi. Czyli na czysto, po odliczeniu rabatów, mogły one zarobić z reklam ok. 900 mln zł. - Ten kwartał był jednak rekordowy, jeśli chodzi o sprzedaż tzw. ratingów (to znaczy, że reklamy w nich sprzedane dotarły do najwyższej w historii liczby widzów - red.). Wynika to z tego, że coraz więcej czasu reklamowego sprzedaje TVP, która wcześniej nie wykorzystywała wszystkich możliwości oraz z tego, że na rynku jest po prostu coraz więcej stacji telewizyjnych, bo rośnie liczba kanałów tematycznych - mówi Bieńko”.

„Zdaniem ekspertów cały rynek reklamy telewizyjnej netto (czyli liczonej już po odliczeniu rabatów) w tym roku wzrośnie rok do roku o nieco mniej niż o 10 proc. Maciej Stec z zarządu Telewizji Polsat mówił o wzroście na poziomie 8 proc., Markus Tellenbach, prezes Grupy TVN - TVN o "wysokim jednocyfrowym", czyli bardzo podobnie. - Według mnie przychody Polsatu wzrosną szybciej niż rynek, TVN wzrośnie równo z rynkiem, a TVP - poniżej średniej dla całego rynku - mówił niedawno Piotr Janik, analityk KBC Securities”.

„Wzrosty w branży grupom telewizyjnym zapewnią jednak głównie stacje tematyczne, które w I kwartale znowu zagarnęły z rynku większą niż przed rokiem część udziałów w widowni. Według danych Nielsen Media Research łączny udział w ogólnopolskiej widowni (dla widzów powyżej 4 lat) siedmiu największych stacji naziemnych wynosił już nie 72,29 proc., jak rok wcześniej, ale 70,4 proc. Analogiczny łączny udział wszystkich stacji tematycznych sięgnął już prawie 30 proc. (wynosił dokładnie 29,6 proc.)”.

„Jak podawał dom mediowy Starlink, w 2010 roku wpływy reklamowe stacji tematycznych zagarnęły już 614,4 mln zł - 16 proc. całego rynku reklamy telewizyjnej. Ten udział wraz ze wzrostem zasięgu takich telewizji oraz ich rosnącą liczbą (ciągle powstają nowe), będzie wciąż rósł”.

Czytaj więcej:www.rp.pl/artykul/637099_Rosna-wlywy-stacji-telewizyjnych.html

podał do druku: tor

 


Pacjenci, błędy lekarskie, odszkodowania

Pacjenci chwytają się jedynej deski ratunku. Efekt? "Są obciążeni kolosalnymi kosztami" – informuje Onet.pl

„Przypadków, gdy ofiary błędów lekarskich nie mogą dojść sprawiedliwości, jest w Polsce wiele. - Poszkodowany pacjent wnosi sprawę do sądu, bo czasami jest to dla niego jedyna deska ratunku. Robi to, żeby zapewnić sobie środki na przeżycie i leczenie. Wedle prawa powód ma obowiązek udowodnić, że szkoda jest zawiniona. Często jednak wychodzi z sądu z orzeczeniem, że nie był w stanie udowodnić winy za spowodowanie szkody, zostaje więc obciążony kosztami sądowymi i kosztami zastępstwa procesowego - mówi Adam Sandauer ze Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere”.

„W tekście "Siedzę i płaczę, bo co innego mi pozostało" opisaliśmy przypadek Ewy Tront z Jastrzębia-Zdroju, która została sparaliżowana sześć lat temu po podaniu zastrzyku w przychodni. Chora na neuralgię kobieta, mimo że w szpitalu podano jej jeden lek, to w przychodni otrzymała inny, w następstwie czego doszło u niej do zawału pnia mózgu. Sądy kolejno odrzuciły jej pozwy o odszkodowanie. Teraz planowana jest kasacja do Sądu Najwyższego”.

„Jak mówi nam Adam Sandauer, w tym przypadku najistotniejsze jest to, że lekarz zmienił wcześniej podawany lek na taki, który stosuje się w przypadku padaczki. Nie zastosował się on także do wskazania, że lek ten powinien być stosowany ze szczególną ostrożnością. Podał go też w miejsce niezgodne z zaleceniami dla tego leku. - Jaki jest mechanizm, w wyniku którego doszło do porażenia i zawału pnia mózgu, nie wiem - dodaje jednak. W ocenie honorowego przewodniczącego stowarzyszenia, lekarz "dokonał niebezpiecznego eksperymentu medycznego, ponieważ podał lek, który nie jest zalecany w tym schorzeniu i to w sposób odbiegający od tego, jak ten lek powinien być stosowany". - W związku z tym trudno przewidywać, jakie mogły być skutki, bo nie ma takich doświadczeń”.

„W Polsce pacjenci często boją się jednak walczyć o swoje prawa. - Jednak w Polsce w ogóle mało kto wnosi pozew - jest ich kilkaset rocznie. Z kolei szacuje się, że nieszczęść i wypadków w medycynie zdarza się 20-30 tys. każdego roku - mówi Sandauer. Z czego wynika mała liczba pozwów? - Poszkodowani obawiają się, że nie będą w stanie udowodnić winy za spowodowanie szkody i zostaną obciążeni kolosalnymi kosztami postępowania. A jak dodaje Sandauer: - Sąd będzie się opierał na opinii biegłych, którzy często są kolegami po fachu sprawcy nieszczęścia, i na dokumentacji medycznej sporządzonej przez placówkę, gdzie doszło do tragedii. Trudno o gorszą pozycję poszkodowanego”.

„W Sejmie na finiszu jest uchwalanie nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, można się spodziewać, że popierane przez koalicję przepisy wejdą w życie. Czy ustawa coś zmieni? W zamyśle miała ona być oparta o rozwiązania szwedzkie. Jednakże, zwraca uwagę Sandauer, komisje, które powstaną w wyniku ustawy, będą orzekać w oparciu o podobne kryteria co sądy powszechne w procesach cywilnych o odszkodowanie. Aby pacjent otrzymał odszkodowanie, komisja będzie musiała orzec, że szkoda jest następstwem niewłaściwego działania medycznego”.

Czytaj:wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/pacjenci-chwytaja-sie-jedynej-deski-ratunku-efekt-,1,4230643,wiadomosc.html

opr. tor

 


Książka, z którą lecieli ku śmierci

PAMIĘĆ. W rocznicę katastrofy smoleńskiej ukazuje się wznowienie książki, którą miał przy sobie każdy pasażer tego tragicznego lotu – informuje małopolski „Dziennik Polski”.

Ta książka to "ŚPIJ, MĘŻNY w Katyniu, Charkowie i Miednoje" Stanisława Mikke, jednej z ofiar pamiętnej katastrofy, opatrzona wstępem przez Zbigniewa Brzezińskiego. Jej pierwsze wydanie ukazało się w roku 1998, drugie, z płytą, na której fragmenty tekstu czyta Jan Englert, opuściło drukarnię 9 kwietnia 2010. I nigdy nie znalazło się w księgarniach.

Autor zabrał na pokład prezydenckiego Tu-154M 120 egzemplarzy. 95 rozdał przed startem współpasażerom; pozostałe, lecące w bagażu, miały trafić w ręce uczestników uroczystości katyńskich, lecz nigdy tam nie dotarły. Można je było zobaczyć, niektóre postrzępione, niektóre ocalałe, na zdjęciach i filmach wykonanych po katastrofie na smoleńskim lotnisku.

Stanisław Mikke, adwokat i pisarz, redaktor naczelny czasopisma "Palestra", był wiceprzewodniczącym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W latach 1991-1996 brał udział w misjach naukowych, badających miejsca kaźni w Katyniu, Charkowie i Miednoje. W książce zebrał plon swoich wypraw.

Czytaj więcej:www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1132824-ksiazka-z-ktora-lecieli-ku-smierci.html,,0:pag:2#nav0

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl