Ostre starcie: Feusette kontra Klich

„Od chwili, gdy Adam Michnik próbował przekonać Polaków, że szef MSW w komunistycznym reżimie Czesław Kiszczak jest człowiekiem honoru, a Wojciech Jaruzelski – współtwórcą fantastycznego sukcesu Polski, dziennikarze "Gazety Wyborczej" często próbują wcielić w życie metody polemiczne z czasów świetności obu kacyków - pisze Krzysztof Feusette, felietonista „Rzeczpospolitej" - „Jak wiadomo, w PRL jednym z najwybitniejszych polemistów prasowych i telewizyjnych był rzecznik Jerzy Urban. Im głośniej naród śmiał się z jego podłości, tym mocniej opluwał on każdego, kto nie chciał chodzić na pasku Związku Radzieckiego. Jeśli do plucia owego dodamy Urbanowe kłamstwa, otrzymamy, wypisz wymaluj, tekst Aleksandry Klich "Ślązacy to nie zakamuflowani naziści" (opublikowany w Internecie pod tytułem ""Rz": Ślązacy to zakamuflowani naziści"), którym dziennikarka "Gazety Wyborczej" próbuje mnie obrazić tylko dlatego, że nie podoba mi się koalicja PO z separatystycznym Ruchem Autonomii Śląska”.

„W felietonie "Fajniejszy jest niepolski tatuś" pisałem krytycznie m.in. o Jerzym Gorzeliku, przewodniczącym RAŚ, który deklarował "Jestem Ślązakiem, nie Polakiem (...) i nie czuję się zobowiązany do lojalności wobec Rzeczypospolitej Polskiej"”.

„Urodziłem się i wychowałem w Opolu, stolicy Śląska Opolskiego, więc bolą mnie te słowa szczególnie. A jeszcze bardziej fakt, że ich autor współrządzi Śląskiem. Aleksandrę Klich boli co innego, bo dla niej RAŚ to organizacja, w której, jak pisała kiedyś, "władzę dzierżą dobrze wykształceni inżynierowie, nauczyciele, pracownicy uniwersyteccy". Dziś oznajmia, że Ślązacy dla mnie to... "absolutni idioci" i że swoją krytyką RAŚ ich obrażam. Podpowiem pani Klich – jeśli ktoś Ślązaków w Polsce ostatnio obraża, to przede wszystkim bohater jej książki "Cały ten Kutz", który mówił niedawno, że "są dupowaci, bo mają mentalność poddańczą"”.

„Aleksandra Klich rzuca obelgami w podobnym stylu, a że nie jest w stanie znaleźć w moim tekście ani jednego obrażającego mieszkańców mojego rodzinnego Śląska zdania, posługuje się wyjątkowo obrzydliwą insynuacją. "Sugestia Feusette'a jest wyraźna: Ślązacy to zakamuflowani naziści pielęgnujący swoje niemieckie tradycje z czasów II wojny światowej". I znowu wstyd mi za panią Klich”.

„Nie użyłem w tekście słowa "nazizm", a słowa "Ślązacy" jedynie w połączeniu ze słowem "część". Pisałem bowiem o "części Ślązaków", którzy odcinając się od narodowości polskiej, skazują się na niemiecką, gdyż – zgodnie z prawem polskim i czeskim – trzeciej opcji, czyli narodowości śląskiej po prostu nie ma. O tym Klich milczy. Podobnie jak o społecznym sprzeciwie wobec platformerskiej koalicji z RAŚ, który wyrażali m.in. Bronisław Komorowski (mówił wtedy o "uruchomieniu złych mocy przez czarnoksiężnika"), Jerzy Buzek (po jego głosie krytykującym RAŚ Klich nazwała go "Ślązakiem spod Cieszyna"), Grzegorz Napieralski czy Ludwik Dorn”.

„Dość zabawnie czyta się kolejne akapity, którymi autorka znaczy zapalne punkty swojej proRAŚ-owej histerii. Gdy kończy manipulacje, zabiera się za wytykanie mi, czego nie napisałem. "Feusette nie pisze, że... Feusette zapomniał też dodać... Publicysta "Rz" nie raczył też poinformować...". Niech owo "raczył" nikogo nie zwiedzie. Już chwilę potem jestem "ignorantem i manipulantem"”.

„Gdybym miał czerpać honorowe wzorce z redaktora Michnika, spotkalibyśmy się z Aleksandrą Klich w sądzie, i mam nieodparte wrażenie, że ta biedna, posługująca się ohydnymi metodami kobieta poszłaby z torbami. Może wtedy przyznałaby, że napiętnowany przeze mnie Ruch Autonomii Śląska, w którego marszach bierze udział do tysiąca osób, to jednak coś innego niż społeczność Śląska. Że można być Ślązakiem i Polakiem, a nie – w myśl haseł RAŚ: Ślązakiem, ale nie Polakiem”.

„W internetowym sklepie polecanym przez RAŚ są koszulki z napisem "Oberschlesien ist mein Liebes Heimatland", lecz nie ma ich odpowiedników w języku polskim, np. "Górny Śląsk jest moim ukochanym regionem". Na żadnej odzieży nie ma napisu w języku niemieckim, który informowałby o rezygnacji z narodowości niemieckiej. Są natomiast takie, na których napisano "Nie Polak. Ślązak!". Ale Klich tego nie zauważa. "Feusette (...) kpi z aspiracji Ślązaków, przywiązania do regionu, poczucia przynależności innej niż polska. Traktuje Górny Śląsk protekcjonalnie, z wyższością kolonizatora" – ciągnie swoją psychoanalizę”.

„Smutno się robi, gdy człowiek pomyśli, jak nisko upadło polskie dziennikarstwo w służbie partii rządzącej. Ani jednego dowodu na przypisywane mi niecne osądy, ani jednego cytatu z mojego tekstu poza żartem o zmianie koloru krzesełek na chorzowskim stadionie”.

„Kłamstwo ściga się u Aleksandry Klich z uzasadnioną być może naiwnością, że wielu czytelników jej gazety kupi każdą bzdurę. O wspomnianym przeze mnie Fritzu Haberze, wynalazcy gazów bojowych i cyklonu B, figurującym we wspomnianym sklepie na "pamiątkowych pocztówkach", pisze: "Za swoje wynalazki zapłacił niewyobrażalną cenę: jego żona popełniła samobójstwo, a wielu jego krewnych zginęło w obozach koncentracyjnych". To jakby pisać o matkobójcy, że poniósł karę, bo został sierotą. Żona Habera, Clara, odebrała sobie życie właśnie dlatego, że nie mogła znieść faktu, iż tak wielu ludzi umarło w męczarniach wskutek działalności jej męża. "Niewyobrażalną ceną" nie były też dla Habera wywózki krewnych do obozów koncentracyjnych. Zmarł na zawał serca w 1934 roku”.

„A jednak, jak wspomniałem, odnajduję plusy płynące z artykułu Aleksandry Klich. Młodzież, która nie może pamiętać spektakularnych akcji "Trybuny Ludu" albo konferencji prasowych Urbana, nareszcie na własne oczy przekona się, jak wyglądały wtedy teksty, które miały zniszczyć ludzi myślących inaczej niż władza. Ślina, bzdury plus epitety. Jedno mnie tylko zastanawia – dlaczego Klich nie wpadła na to, że tak łatwo będzie udowodnić jej kłamstwa”.

www.rp.pl/artykul/639422.html

wyborcza.pl/1,76842,9385746,_Rz___Slazacy_to_zakamuflowani_nazisci.html

podał do druku: tor

 


Kto zapłaci za newsa w Internecie?

Czy ludzie będą chcieli zapłacić za czytanie gazet w internecie? – na to pytanie - postawione na antenie Radia TOK FM w autorskim programie Ewy Wanat "Mediacje" - trafnie i interesująco odpowiadał Grzegorz Piechota, przewodniczący europejskiego oddziału stowarzyszenia mediów informacyjnych INMA..

„Podaż bezpłatnych wiadomości z kraju i ze świata jest tak duża, że trudno oczekiwać, że ludzie będą gotowi zapłacić za nie” – powiedział. „Sens mają tylko unikatowe treści” – uważa Grzegorz Piechota.

„Tygodnik "Przekrój" wprowadził całkowitą odpłatność za swoje wydanie elektroniczne. Nie jest to pierwsza gazeta, która zdecydowała się na taki system: przykładem jest amerykański dziennik ,,The New York Times'', który pod koniec marca wprowadził opłaty za treści umieszczone na ich stronie internetowej - pierwsze 20 artykułów można przeczytać za darmo”.

„Jednak, aby mieć dostęp do kolejnych, trzeba wykupić abonament. Pierwszy miesiąc jest w promocyjnej cenie - kosztuje 99 centów, za każdy kolejny - w zależności od tego do jakich treści chce się mieć dostęp - będzie kosztował od 15 do 35 dolarów. Swoje e -wydania mają również inne polskie gazety: ,, Wprost"; ,,Newsweek"; ,,Polityka" czy ,,Gazeta Wyborcza"”.

Grzegorz Piechota: „- Przede wszystkim chciałbym pogratulować odwagi koleżankom i kolegom z „Przekroju", ponieważ taki radykalny ruch wymaga odwagi. Cynicy powiedzą, że skoro nakład ich papierowego wydania nie jest najwyższy, więc niewiele mieli do stracenia, ale tak czy inaczej wymaga to odwagi. Trudno ocenić powodzenie tego typu przedsięwzięć. Badamy, jak wyglądają trendy wprowadzenia odpłatności w różnych mediach, nie tylko w Internecie, ale też na urządzeniach mobilnych: na iPadach czy komórkach. Ludzie są gotowi płacić za treści, które są w jakimś sensie wyjątkowe np. jeśli ktoś chce kupić aparat fotograficzny, to jest w stanie zapłacić za dostęp do magazynu ,, Consumer Reports", gdzie ktoś niezależny, nie przyjmując reklam, testuje jakieś urządzenia. W Polsce jedno z wydawnictw oferuje w internecie wzory umów prawnych i ludzie również za to płacą”.

„- To są inne produkty niż artykuły w prasie, które są pewnymi opiniami komentarzami czy też newsami, które mają nam dostarczyć czy poszerzyć wiedzę o świecie. Nie są one tak konieczne jak wzory umów” - kontrowała Ewa Wanat.

Grzegorz Piechota: „- Widać, że jeśli chodzi o wiadomości codzienne z kraju i ze świata, to podaż bezpłatnych wiadomości tego typu jest tak duża, że trudno oczekiwać, by ludzie byli gotowi zapłacić za informacje, skoro jest ona dostępna wszędzie, nie tylko w Internecie”.
„- Od dawna szefowie gazet denerwują się, że internet korzysta z pracy ludzi, którym oni muszą płacić. Wiele portali internetowych nie miałoby szansy na zaistnienie, gdyby nie to, że przyklejają treści, które ktoś inny wytworzył, za które ktoś inny zapłacił. Portale na tym zarabiają, dostają pieniądze za reklamy, które się na tych portalach umieszcza. Rozumiem właścicieli gazet, ale czy internauci będą gotowi płacić? - pytała swojego gościa prowadząca programu ,,Mediacje".

Grzegorz Piechota: „- Powiem o swoim osobistym marzeniu, które powoli zaczyna się spełniać: jeżeli ktoś chce zostać czytelnikiem ,, Financial Times", zostaje kimś w rodzaju członka społeczności tych czytelników. Płaci miesięczny abonament, zapisuje się do pewnego klubu i sam decyduje, jaki chce mieć dostęp do wiadomości przygotowywanych przez zespół dziennikarzy " FT". Może korzystać z wersji papierowej, internetowej, na komórce czy iPadzie . Taki sposób myślenia o korzystaniu z pewnych treści wyjątkowych ma sens. Nie wierzę, że będzie trzeba płacić za dowolną treść w internecie, gdyż zawsze będą jacyś twórcy, którzy będą z jakichś powodów woleli udostępniać je za darmo np. w celu propagowania jakiejś myśli. Będzie też grupa ludzi, którzy będą rozdawać gazety internetowe za darmo i czerpać zyski z reklam, tak jak to jest w przypadku niektórych papierowych gazet”.

„- Nie martwmy się, że cały Internet staje się dodatkowo płatny. Już teraz płacimy za Internet - za dostęp do niego. Wydawcy bardzo przyczynili się do popularności Internetu, to właśnie wydawcy prasy, jako pierwsi weszli do Internetu i zaczęli oferować tam swoje treści. Zmienia się nasze otoczenie, nasza cywilizacja: korzystamy z telewizji, iPada i gazet papierowych. Zmienia się rozkład przychodów z tych różnych źródeł dla ludzi wytwarzających te treści i - oczywiście - szukają oni sposobów na to, jak pokryć swoje koszty, jak uczynić sensowny biznes, który pozwoli tworzyć kolejne wydania, wchodzić na nowe rynki. Na pewno jest tak, że jeśli wydarzy się tsunami w Japonii, to dowiemy się o tym za darmo. Myślę, że jeżeli ktoś jest bardzo zainteresowany danym tematem i pojawi się opłata, to za nią zapłaci. To, że wydawcy wcześniej nie prosili, o te opłaty było dziwną sytuacją, a nie to że zaczynają o nie prosić” - tłumaczył Grzegorz Piechota.
„- Spada czytelnictwo, ale wciąż połowa Polaków czyta gazety. W świecie zachodu widać, że coraz więcej ludzi korzysta z urządzeń elektronicznych, aby mieć dostęp nie tylko o treści gazet, ale do rozrywki, do filmów, do seriali, do muzyki. To jest objaw tego, że technologia świetnie się rozwija i że cywilizacja idzie w kierunku cyfryzacji wielu treści. Czy to spowoduje że gazety przestaną istnieć? To nie zależy od technologii, to zależy od preferencji czytelników. Ja wciąż osobiście lubię czytać gazety na papierze, więc jak ktoś będzie ją wydawał, to ja ją będę kupował” - podsumował Grzegorz Piechota.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9395961,Oplata_za_newsy____Malo_prawdopodobne__Ludzie_predzej.html

opr. tor

 


Bez katolickich dziennikarzy

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wystąpiło z Konferencji Mediów Polskich - organizacji skupiającej część największych nadawców oraz organizacji dziennikarskich. Powodem był wybór Rady Etyki Mediów VI kadencji, którego dokonano bez udziału KSD – informuje niezalezna.pl (za PAP).

Zarząd Główny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy skierował do Polskiej Agencji Prasowej oświadczenie, z którego wynika, „że odbieranie mu głosu przez Konferencję Mediów Polskich, której KSD było współzałożycielem uważa za „eliminację głosu środowisk katolickich””.

„- Nikt z Konferencji Mediów Polskich nie poinformował Zarządu KSD o terminie wyborów. W trakcie działalności Rady Etyki Mediów Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy jako współzałożyciel Konferencji Mediów Polskich i jeden z podmiotów-sygnatariuszy Karty Etyki Mediów zawsze delegowało do Rady jednego ze swoich członków oraz brało udział w wyborze jego składu. Prawo to mieliśmy zagwarantowane w statucie KMP - oświadczyło KSD”.

W czwartek prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyna Mokrosińska „zapewniła PAP, że KSD zostało poinformowane o wyborze nowej REM, tak samo jak wszyscy pozostali członkowie Konferencji”.

„- Informacja i zaproszenie zostały rozesłane mailem do wszystkich członków Konferencji. Jeśli KSD nie odebrało korespondencji, to na pewno nie z takiego powodu, że nie została ona wysłana. Członkostwo w KMP nie jest obowiązkowe, każdy ma prawo wystąpić, szkoda tylko, że dowiadujemy się o tym z mediów, bo nas o rezygnacji z członkostwa KSD nie poinformowało - zapewniła prezes SDP”.

„Członków REM wybierają na zasadzie konsensusu przedstawiciele Konferencji Mediów Polskich, która skupia część polskich mediów i środowisk dziennikarskich, m.in. TVP, Polsat, KAI, PAP, Polskie Radio, TV4, SDP, SDRP, KIPA, a do dziś także KSD. W środę Mokrosińska informowała PAP, że niewykluczone jest, iż w najbliższym czasie do Konferencji dołączą nowi członkowie”.

Czytaj:

niezalezna.pl/8705-skandal-wokol-rady-etyki-mediow

ksd.media.pl/ksd/component/content/article/1-news/319-ksd-wystpuje-z-konferencji-mediow-polskich

opr. tor

 


Polacy: Katastrofa smoleńska nie w pełni wyjaśniona

Polacy są przekonani, że przyczyny katastrofy smoleńskiej nie zostały do tej pory w pełni wyjaśnione – wynika z sondażu TNS OBOP. Aż 68 proc. badanych deklaruje, że tak się do tej pory nie stało. Przeciwne zdanie wyraża 24 proc.- informuje „Rzeczpospolita”.

„O tym, że katastrofa nie zostanie rzetelnie wyjaśniona także w przyszłości, przekonanych jest 65 proc. badanych”.

„Polacy są też generalnie niezadowoleni z postawy polityków rok po katastrofie. 69 proc. ankietowanych twierdzi, że nie wyciągnęli oni właściwych wniosków z tragedii”.

„Za to aż trzy czwarte badanych wyraża przekonanie, że ofiary katastrofy zostały odpowiednio upamiętnione. Przeciwnego zdania jest 19 proc”.

„Sondaż zrealizowano w dniach 3 – 6 marca na ogólnopolskiej próbie 1000 mieszkańców powyżej 15. roku życia”.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/17,639468-Smolensk--tego-nikt-nie-wyjasni.html

opr. tor


Czy TVP zapłaci karę

Urząd Zamówień Publicznych chce ukarać telewizję publiczną za to, że podpisała kontrakt z luksemburskim operatorem satelitarnym SES Astra bez przetargu – informuje wyborcza.biz.

Tekst przypomina skomplikowane relacje TVP z SES Astra .
„Pierwszą umowę z największym operatorem satelitów w Europie telewizja podpisała jesienią 2005 r., gdy jej prezesem był Jan Dworak (obecnie przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji). Wówczas na Woronicza powstawały pierwsze projekty uruchomienia własnej platformy cyfrowej, o której TVP zaczęła myśleć po konflikcie z operatorami kablowymi. Ci ostatni nie chcieli płacić za włączenie do swoich ofert TVP Kultura”.

„Rok później, we wrześniu 2006 r., aneks do umowy z SES Astra podpisał zarząd kierowany przez Bronisława Wildsteina. Dzięki niemu TVP uzyskała na satelicie operatora dodatkowe pojemności, za które zapłaciła 64,7 mln zł. I właśnie w tym aneksie Urząd Zamówień Publicznych dopatrzył się naruszenia prawa. Według prezesa UZP telewizja publiczna musiała ogłosić przetarg na operatora satelitarnego, gdyż wartość zamówienia przekraczała 10 mln euro. Urząd wszczął postępowanie administracyjne w sprawie nałożenia na TVP kary, która - zgodnie z ustawą - może wynieść 150 tys. zł”.

„Kolejny załącznik do umowy z SES Astra podpisał tuż przed swoim odejściem jednoosobowy zarząd Piotra Farfała we wrześniu 2009 r. I związał telewizję publiczną z Luksemburczykami do 2014 r. Również ten aneks bada Urząd Zamówień Publicznych”.

„Farfał ogłosił nawet start platformy cyfrowej TVP, która miała pozyskać 700-900 tys. abonentów już w pierwszym roku działania. Ale zakończyło się fiaskiem - nowe władze na Woronicza postanowiły zakodować sygnał wszystkich swoich kanałów na satelicie Astra i zaczęły starania o rozwiązanie umowy z luksemburskim koncernem. Do tej pory rozmowy prowadzone z SES Astra nic nie dały”.

Czytaj:

wyborcza.biz/biznes/1,101558,9247262,TVP_grozi_kara_za_kontrakt_z_SES_Astra.html

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl