Dzisiejsze gazety pełne są informacji i publicystyki o katastrofie smoleńskiej i rocznicy tego tragicznego wydarzenia.

„Rzeczpospolita” przypomina swoje pierwsze strony z 10 i 18 kwietnia, 7 i 15 maja 2010 roku oraz 13 stycznia 2011. Teksty pod skanami jedynek mówią o smoleńskiej katastrofie, pogrzebie pary prezydenckiej i pochówku na Wawelu, śledztwie, które miało być wspólne (polsko-rosyjskie), niedostatecznym wyszkoleniu polskich pilotów i raporcie MAK.

Na drugiej stronie czytamy komentarz redaktora naczelnego „RZ”, Pawła Lisickiego zatytułowany „Smoleńsk – wołanie o prawdę”.

Polemizując z tymi, którzy mówią dość żałoby, dość zniczy i żalu, Paweł Lisicki pisze:

„Dążenie do odkrycia prawdy o katastrofie jest dla państwa rzeczą niezbędną. Nie da się poważnie wierzyć w jego sprawność, skuteczność, niepodległość i podmiotowość, jeśli państwo to nie potrafi wyjaśnić w przekonujący sposób, jak doszło do tak wielkiej tragedii. Państwo, które nie potrafi chronić swej symbolicznej głowy i swych najwyższych urzędników, nie będzie też potrafiło ująć się za zwykłymi obywatelami. Państwu, które nie potrafi osądzić odpowiedzialnych za katastrofę, nie można ufać. I nie sposób uznawać jego autorytetu”.

W „Gazecie Wyborczej” na jedynce tekst Jarosława Kurskiego „W rocznicę katastrofy składamy hołd ofiarom. WSZYSTKIM.”

Autor zwraca uwagę, ze największa narodowa tragedia po 1989 roku tylko na moment połączyła Polaków. „Jednak już z obchodów żałobnych uczyniono rodzaj religii – nie miłości i pojednania, ale nienawiści i zemsty” - pisze Kurski, i podsumowuje: „Za nami trudny rok żałoby. O jej zakończenie apeluje Episkopat, wzywając do powagi polsko - polskiego pojednania. Większość Polaków odrzuca szantaż smoleński. Wybiera racjonalne, a nie obłędne myślenie o Polsce i świecie”.

Na trzeciej stronie „GW” artykuł Pawła Wrońskiego „Smoleńsk z podziałami”, w którym autor pisze o równoległych szykujących się obchodach, z jednej strony przygotowywanych przez władze państwowe, a z drugiej przez PiS.


„Nasz Dziennik” na pierwszej stronie zamieszcza jedynie zdjęcie z trumną prezydenta RP Lecha Aleksandra Kaczyńskiego. W środku numeru znajdujemy obszerny wywiad z 90 - letnim kpt. Wacławem Rogalewskim, jednym z ostatnich żyjących pilotów legendarnego 304 Dywizjonu Bombowego PSZ w Wielkiej Brytanii.

W wywiadzie zatytułowanym „Samoloty nie spadają” Rogalewski w odpowiedzi na pytanie co doprowadziło do tragedii smoleńskiej mówi:

„- Nie chciałbym się w tej kwestii zbytnio wypowiadać. Jako były pilot uważam jednak, że zaistnieć musiało wiele czynników, np. takich jak pogoda, które do niej doprowadziły. Zawiodła albo sowiecka maszyna, albo wrogi akt obecnych władz rosyjskich, w których aż roi się od byłych czekistów. I żeby tę tragedię wyjaśnić, potrzeba naprawdę bardzo wnikliwego i niezależnego śledztwa. Liczę też na to, że opinia międzynarodowa - w tym także brytyjska - wyjaśni przyczynę tej straszliwej tragedii. Prywatnie uważam też, że w pojawiających się informacjach o zamachu może być nieco prawdy”.


W „Fakcie” na jedynce duży tytuł „Chcemy prawdy o Smoleńsku”. Grzegorz Jankowski, redaktor naczelny „Faktu” nie ma złudzeń, że „tak naprawdę 10 kwietnia jest symbolem wielkiego rozdarcia polskiego społeczeństwa. Zamiast jednoczyć i przywracać do normalności, tak pamięć o Smoleńsku dzieli coraz bardziej, powoduje, że Polak Polakowi wrogiem”. Autor uważa, że nasze Państwo oczekuje od obywateli nie „wiecznych kłótni i awantur”, ale tego, żeby się „kształcili, coraz lepiej pracowali i bogacili się”.

Na następnych stronach gazety znajdziemy zdjęcia ofiar katastrofy i wspomnienia o nich.

Prawie wszystkie gazety regionalne i lokalne zamieszczają na swoich pierwszych stronach relacje, wspomnienia, zdjęcia i reportaże dotyczące tragicznych wydarzeń 10 kwietnia 2010 roku.


 

Opr. mp

Czytaj więcej:

blog.rp.pl/lisicki/2011/04/08/smolensk-%E2%80%93-wolanie-o-wiarygodnosc/

http://wyborcza.pl/1,75248,9402746,Smolensk_z_podzialami.html

http://www.naszdziennik.pl/index.php

http://www.fakt.pl/Grzegorz-Jankowski-Chcemy-prawdy-o-Smolensku,artykuly,100817,1.html

 


 


Wywiad z Rosjanami

W dzisiejszej „Rzeczpospolitej” interesujący wywiad Ewy K. Czaczkowskiej z Victorem Khroulem i Marią E. Anikiną, pracującymi na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie.


Przyjechaliście do Polski, by na UKSW mówić o tym, jak media rosyjskie relacjonowały katastrofę pod Smoleńskiem. Jakie wnioski płyną z państwa badań?


Victor Khroul: Media działały w tym czasie może nie wzorowo, ale bardzo dobrze i to pomimo braku informacji, czasem dezinformacji, i tego, że eksperci od polityki chcieli wykorzystać ten czas na swoją korzyść. Dziennikarze, po pierwsze, informowali szeroko o tym, co się stało, a po drugie, zminimalizowali dyskurs polityczny. Odsunęli polityków, a oddali głos ludziom z ulicy, których nastawienie do Polski i Polaków jest dużo bardziej pozytywne niż polityków. Media pokazywały ludzi, którzy przychodzili z kwiatami przed polską ambasadę, zapalali znicze, szukali Polaków, by złożyć im kondolencje. Opisywali wielki ruch ludzkich serc.


Maria E. Anikina: Z badań, jakie prowadziłam wśród dziennikarzy, wyszło, że bardzo ważny był dla nich aspekt humanistyczny – aby z powagą, a nie sensacyjnie mówić o ofiarach i ich rodzinach, promować współczucie dla drugiego człowieka. Dziennikarze skupiali się na tym, by nic nie zepsuć w naszych relacjach, lecz je poprawić. Ważne też było, aby w tym momencie nie mówić o tym, co najbardziej Polaków i Rosjan różni, czyli historia, państwo i religia.


Państwo zdajecie się zachwycać, że dziennikarze szeroko informowali o katastrofie. Ale przecież taka jest rola mediów.


 V.K: Oddaję hołd mediom w tym sensie, że mogły w tym czasie wiele zepsuć, a nie zrobiły tego. Sposób działania mediów po katastrofie smoleńskiej jest dla nas dobrym znakiem ich możliwości, bo czasem mam wrażenie, że w Rosji tracimy standardy dziennikarskie. Jestem też zaskoczony, że media informowały o tym wydarzeniu tak obszernie, gdy na przykład o ataku z 11 września 2001 roku czy ostatnio o tsunami w Japonii, gdzie ofiar było dużo, dużo więcej, w znacznie mniejszym stopniu. Wciąż szukam odpowiedzi na pytanie, dlaczego reakcja mediów na te wydarzenia była tak różna.


Katastrofa samolotu z prezydentem innego państwa na pokładzie jest wyjątkowym wydarzeniem.


V.K.: Wydaje mi się, że szczególna reakcja mediów wynikała z tego, że chociaż się kłócimy, to jesteśmy sąsiadami i w istocie czujemy się jak wielka rodzina. To jest podobnie jak z sąsiadem, który gdy umiera, to chociaż nie rozmawiałem z nim przez 20 lat, to idę na jego pogrzeb. W kulturze rosyjskiej istnieje powiedzenie, że o zmarłych mówi się dobrze albo wcale.


Podobnie w Polsce.


V.K.: To dlatego, choć prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu wcześniej zarzucano wrogość do Rosji, po śmierci zapadło w tej kwestii milczenie.

Rolą dziennikarzy jest szukanie prawdy. Czy media rosyjskie dążyły do ustalenia, dlaczego doszło do katastrofy?


V.K.: W Rosji możliwości poszukiwania prawdy są ograniczone. Poza tym kultura dziennikarska w Polsce jest odmienna. U was dziennikarze wchodzą we wszystkie dziury, szukają. W Rosji dziennikarstwo śledcze jest słabe. Rozkwit był w latach 90., ale to już przeszłość.


Taki stosunek mediów do tragedii smoleńskiej, jak państwo opisujecie, nie trwał jednak długo, a i polityka szybko wróciła do mediów rosyjskich, jak zresztą polskich.


V.K.: Ta sytuacja, którą opisuję, trwała na pewno do pogrzebu pary prezydenckiej, a nawet dłużej. Później w Polsce rozpoczęła się kampania prezydencka, a i w Rosji do mediów znów wkroczyła polityka. Niemniej zainteresowanie Polską pozostało. Ludzie szukają miejsc, w które mogą pojechać do Polski na urlop, chcą przywieźć dzieci, by pokazać im kraj. W ten sposób media sprowokowały poszerzenie kontaktów międzyludzkich, a to najlepszy sposób na przełamanie stereotypów.
Efektem zachowania mediów była zmiana stosunku Rosjan do Polaków. Od 2000 roku sympatia Rosjan do Polski spadła z 75 do 50 proc. w marcu 2010 roku. Miesiąc później, w kwietniu 2010 roku, sympatia wzrosła aż do 89 proc. To stało się wbrew wszelkim stereotypom o wzajemnych relacjach. Podobnie było, kiedy zmarł Jan Paweł II. Według stereotypowych opinii Rosjanie nie lubili papieża, bo był Polakiem, a to już był jakby grzech śmiertelny, bo rozwalił komunizm, bo wprowadził katolickich biskupów do Rosji. Trzeba przyznać, że do takiego wizerunku papieża przyczynił się także Kościół prawosławny oraz media. Tymczasem według badań jeszcze przed śmiercią ponad połowa Rosjan deklarowała sympatię do Jana Pawła II, uważając go za jednego z największych przywódców duchowych świata.


M.A.: Dla Rosjan nowym doświadczeniem było oglądanie tego, jak Polacy przyjęli tragedię, jak zareagowali wielkim ruchem serc. I tego doświadczenia nie zepsuły nawet podziały w Polsce w sprawie miejsca pochówku prezydenckiej pary.


V.K.: To, jak Polacy przeżywali katastrofę smoleńską, było dla Rosjan doświadczeniem chrześcijańskiego odniesienia do śmierci. W Rosji nie ma gdzie tego ducha zaczerpnąć. Owszem, można u Dostojewskiego, u pisarzy chrześcijańskich, ale niezwykle rzadko w rodzinach, w których mówi się, że po śmierci życie się nie kończy, a pogrzeby są chrześcijańskie.
 

Ale przecież po 1991 roku w Rosji odrodziło się prawosławie.


V.K. : Tylko strukturalnie, formalnie. W Rosji zaledwie 2, góra 5 procent ludzi przychodzi do cerkwi, i to na Wielkanoc. Oficjalnie 80 proc. Rosjan to prawosławni, ale – co przyznaje również Cerkiew – są to osoby jedynie o prawosławnych korzeniach. Ich praktyki duchowe są agnostyckie, pogańskie.
—rozmawiała Ewa K. Czaczkowska

Źródło:

www.rp.pl/artykul/640184.html


 

Mniej spotów, mniej billboardów

To będzie pierwsza kampania wyborcza według nowego kodeksu wyborczego. Zgodnie z nim partie nie będą już mogły kupować spotów radiowych i telewizyjnych – przypomina „Gazeta Prawna”.

„Nie będzie już wielkich politycznych billboardów, ale miasta i tak zostaną zaklejone plakatami. Partie planują też kampanie outdoorowe, będą także urządzać pikniki i spotkania. Oprócz internetu właśnie na te dziedziny przeznaczą pieniądze, które dotąd wydawały na telewizję i radio”.

„Politycy wszystkich partii są zgodni, że w tych wyborach trzeba postawić właśnie na kampanię bezpośrednią. – Będziemy wzorować się na Przemku Gosiewskim, który swoje rekordowe wyniki potrafił dosłownie wychodzić sobie w parafiach, rozumianych jako małe społeczności – podkreśla Joachim Brudziński z PiS”.

„W tej dziedzinie najwięcej zależy od inwencji – kandydaci organizowali już spotkania z wyborcami w fabrykach, szkołach, sklepach, na dworcach, pod pomnikami. – Spodziewałbym się większej aktywności komitetów w miastach podczas specjalnych ewentów. Zyska też branża poligraficzna, która wydrukuje pewnie więcej ulotek czy plakatów niż zwykle – mówi Tadeusz Żórawski, szef Universal McCann, planującego kampanie promocyjne dla takich marek, jak MasterCard, LOT czy Polpharma”.

„Eksperci i politycy przewidują, że najwięcej pary pójdzie na aktywność w internecie. Niedługo nową stronę internetową zaprezentuje Platforma Obywatelska. Od kilku tygodni w internecie promuje się już SLD, odpalając kolejne spoty w serwisie YouTube. Wszystkie partie robią też intensywne rozeznanie w obszarze portali społecznościowych i social media”.

„W ubiegłorocznej kampanii samorządowej PO przeznaczyła na spoty telewizyjne i radiowe ponad 5 mln zł, PiS – niecałe 3 mln. Ludowcy wydali na ten cel prawie 2 mln zł, a SLD o kilkaset tysięcy więcej”.

biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/503375,zbliza_sie_kampania_wyborcza_kto_zarobi_na_politykach.html

opr. tor

 


Uzależnieni od mediów

Nieważne, gdzie mieszkasz - jeśli jesteś studentem, jest spora szansa, że popadłeś w uzależnienie od komórki lub komputera i, co gorsza, nie potrafisz samodzielnie wyszukać informacji. O tym niepokojącym zjawisku poinformował  University of Maryland, a za nim newsweek.pl.

„Instytut International Center for Media & the Public Agenda (ICMPA) na University of Maryland przeprowadził badanie około tysiąca studentów do 25. roku życia, pochodzących z dziesięciu różnych krajów na pięciu kontynentach, m.in. z USA, Chile, Chin, Hong Kongu, Słowacji, Meksyku, Ugandy czy Libanu. Młodzież poproszono, by na dobę zrezygnowała z urządzeń służących komunikacji i przekazywania informacji. Potem ankietowani opisywali swoje wrażenia”.

„Okazało się, że studenci - nieważne, skąd pochodzą - nie tylko nie wyobrażają sobie życia bez komórki, laptopa i odtwarzacza mp3, ale też nie potrafią bez nich funkcjonować. Większość nie wytrzymała całej doby bez mediów. Opisując swoje odczucia, używali podobnych słów, m.in.: rozdrażniony, zdezorientowany, niespokojny, zirytowany, niepewny, nerwowy, niemogący znaleźć sobie miejsca, zbzikowany, uzależniony, spanikowany, zazdrosny, zły, osamotniony, zależny, przygnębiony, roztrzęsiony i paranoiczny”.

www. newsweek.pl/artykuly/sekcje/nauka/nowe-media-pochlaniaja-studentow,74957,1

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl