Dzieci buszujące w Internecie

Dwie trzecie przedszkolaków wchodzi do sieci częściej niż raz w tygodniu. Internet to ich drugie ulubione medium po telewizji – pisze Vadim Makarenko w „Gazecie Wyborczej”.

Dziennikarz omawia wyniki badań pt. "Dzieci w necie". Przeprowadził je Interaktywny Instytut Badań Rynkowych na zlecenie firmy At Media. Informacje zbierano od dzieci i od  ich rodziców. Wyniki są mocno niepokojące.

Okazuje się bowiem, że dzieciaki „jednorazowo potrafią spędzić tam 45 minut i wcale nie ograniczają się do oglądania bajek. Coraz częściej grają i uczestniczą w konkursach”. Skąd przedszkolaki czerpią wiedzę o witrynach? Głównie z telewizora, ale polegają też na poradach kolegów oraz wyszukiwarkach.

Chłopcy wchodzą do Internetu częściej (56 proc.), ale dziewczynki siedzą przed ekranem dłużej (44 proc.).

„Blisko jedna czwarta przedszkolaków buszuje w internecie codziennie (23 proc.). Wraz z wiekiem robią to coraz częściej”.  Już w wieku 7-9 lat dzieci zaczynają się interesować serwisami społecznościowymi . Zakładają profile na Naszej Klasie i Facebooku (głównie dziewczynki), ale „po 10. roku życia dzieci już używają ich na potęgę”. Wtedy są już aktywnymi użytkownikami sieci. „Korzystają z wyszukiwarek internetowych, wideo na żądanie, interesują się zróżnicowanymi treściami oraz biorą udział w konkursach" – wynika z raportu "Dzieci w necie", omówionego przez Vadima Makarenkę na łamach „Gazety Wyborczej”.

Czytaj więcej:wyborcza.biz/biznes/1,101558,9465584,Internet_zaraz_po_telewizji__Co_dzieci_robia_w_necie_.html

opr. tor

 


 

Loża prasowa bez „GW”?

Czy popularny program TVN 24 "Loża prasowa" wywiesi dla dziennikarzy „Gazety Wyborczej” znak „zakaz wjazdu”? Zwykle przy jednym stole komentowali najważniejsze, aktualne wydarzenia, także publicyści „GW”. Czy teraz ich zabraknie?

„Gazeta Wyborcza” popadła w konflikt z Legią Warszawa - która, jak TVN, jest częścią ITI – gdyż od dawna piętnuje pseudokibiców, także Legii.

Radio TOK FM podało – cytując  zastępcę redaktora naczelnego "GW" Piotra Stasińskiego - że „ostatnio miała miejsce sytuacja, w której zaproszenie dla niego zostało cofnięte przez prowadzącą za "nagonkę na ITI". - Nietrudno się domyślić, że chodzi o Legię - mówi dziennikarz”.

Małgorzata Łaszcz, prowadząca "Lożę prasową",  zapewnia jednak, że „jeszcze wielokrotnie będzie zapraszała dziennikarzy "Gazety”.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9462666,Dziennikarze__GW__juz_nie_pojawia_sie_w_programie.html

opr. tor

 


 

Politycy, a rządy mediów

O mediokracji, czyli o tym, co media - zwłaszcza telewizja - robią z politykami pisze nadzwyczaj interesująco w najnowszej „Polityce” Adam Krzemiński.

Jego zdaniem „politycy w wielu krajach próbują wydostać się z telewizora, przełamać obowiązujące dotychczas schematy medialnych pseudodebat”. Wystraszyli się tego, co z nimi zrobiła telewizja? – pyta autor.

Rzeczywiście polscy politycy, wzorem zachodnich, szukają innych, bardziej skutecznych form dotarcia do elektoratu. „U nas premier, a po nim także szef opozycji piszą programowe teksty do poważnych gazet. Publikują raporty lub prowadzą blogi w Internecie. Wydarzeniem wieczoru staje się długa dyskusja telewizyjna obecnego ministra finansów i byłego wicepremiera o reformie emerytalnej, a wydarzeniem weekendu półtoragodzinna spokojna rozmowa premiera z kontestującymi go artystami”.

Media mają władzę nad ludźmi, także politykami. „Łatwo budują bezpośredni stosunek zaufania między wyborcą a liderem, pokazując, że to swój chłop, opiekun, a trochę może ojciec chrzestny. Reagan zasiadający w klasie szkolnej z zatroskaną miną zaraz po uchwaleniu drastycznych cięć w szkolnictwie; Putin z osmalonymi brwiami wydający polecenia, jak gasić pożar lasu. Inscenizacja wydarzeń politycznych zbliża się do reality show, w której fikcja jest bardziej realna niż rzeczywistość” – pisze Adam Krzemiński.

„U nas w czasie telewizyjnego pojedynku kandydatów na prezydenta to samo wrażenie miało stworzyć pytanie o cenę jabłek. Jeśli któryś jej nie zna, znaczy, że nie należy do „nas”, lecz do „nich”, bo nie stoi w kolejkach, więc jest oderwany od życia. Chwyt tandetny, ale znakomicie mieszczący się w konwencji medialnego pojedynku gladiatorów, gdzie nie chodzi o sens, ale o show, którego konwencję widzowie akceptują”.

O mediokracji czytaj:
www.polityka.pl/swiat/analizy/1514716,2,co-media-robia-z-politykami.read

Opr. tor

 


Czerwone róże „Naszego Dziennika” dla Sikorskiego

Media rozpisują się o bukiecie czerwonych róż z biało-czerwoną szarfą, jaki redakcja "Naszego Dziennika" przesłała ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu. Był też krótki list: "Dla Najlepszego Ministra w rządzie Donalda Tuska za wyrwanie dziennikarzy z rąk Ruska".

Najwyraźniej był to dowcip „Naszego Dziennika” na wypowiedź Sikorskiego w programie "Tomasz Lis na żywo". Minister poruszył sprawę dziennikarzy "ND", zatrzymanych w Rosji, gdy zbierali informacje na temat katastrofy smoleńskiej. Mówił o „wizycie dziennikarzy <Naszego Dziennika> bez wizy dziennikarskiej na zamkniętym terenie”. „Gdy MSZ interweniuje, próbuje pomóc i wydobywa dziennikarzy chociażby z aresztu, to potem zamiast podziękowania jest atak" – powiedział.

Na Twitterze Sikorski skomentował sprawę ironicznie: "<Nasz Dziennik> wykazał się poczuciem humoru, a także okazał wdzięczność wobec naszych konsulów. Znaczy się, jest nadzieja na Polskę, w której będziemy się lubić".

Ale już dzisiaj „Nasz Dziennik” rozwiewa wszelkie wątpliwości – czy to był żart, ironia czy rzeczywiste podziękowanie – publikując wywiad z posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej komisji spraw zagranicznych dr hab. Karolem Karskim. Tytuł rozmowy jest jednoznaczny - „Sikorski nie wydobył dziennikarzy z aresztu” – a nadtytuł nie pozostawia wątpliwości: „ Prowokacyjna opowieść szefa polskiej dyplomacji o tym, jak to pomagał reporterom wydostać się z rosyjskich kazamatów, w których nigdy nie byli”.

Według Sikorskiego, to interwencja MSZ "wydobyła dziennikarzy z aresztu"...
„- Po pierwsze – mówi Karol Karski - dziennikarze nie byli aresztowani, ale przetrzymywano ich bez uzasadnionego powodu w strefie celnej lotniska. MSZ ich nie "wydobyło", bo przecież musieli całą noc czekać na wylot. Ostatecznie doszło do tego, że Rosjanie osiągnęli wszystko, co chcieli - nie dopuścili, aby dziennikarze wyjechali z Moskwy z nośnikami informacji. Interwencja polskiego konsula do niczego więc nie doprowadziła. Utracili sprzęt. Został on na terenie Federacji Rosyjskiej, a wrócił stamtąd po ponad miesiącu, w dodatku zmodyfikowany w wysokim stopniu, zainfekowany wirusami monitorującymi pracę dziennikarzy, czyli programami służącymi do inwigilacji. Pan minister jest z tego dumny? Nie widzi on ingerencji w prawa własnych obywateli przez rosyjskie służby? Zamiast reagować, chwali się, że skutecznie zareagował, choć tego nie zrobił. Czyli po raz kolejny próbuje zamienić porażkę i zaniedbania w sukces” – mówi Karski.

Czytaj:

www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110420&typ=po&id=po10.txt

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl