Lekarz pozwolił chodzić
Dyrektor TVP Dominik Tarczyński jest na zwolnieniu lekarskim, ale nie przeszkadza mu to w dyżurowaniu pod Pałacem Prezydenckim, gdzie pilnuje namiotu Solidarnych 2010. O sprawie pisze Newsweek.pl.
31-letni Dominik Tarczyński jest zastępcą dyrektora ds. eksploatacji w Ośrodku Informatyki i Telekomunikacji TVP z pensją kilkunastu tysięcy złotych. Wcześniej był dyrektorem kieleckiego oddziału TVP.
Newsweek.pl podaje, że „tuż przed odwołaniem przez Radę Nadzorczą TVP zarządu z Romuladem Orłem na czele — w sierpniu zeszłego roku — Tarczyński przyniósł zwolnienie lekarskie, na którym przebywa do dnia dzisiejszego”.
„Choroba, chociaż zwalnia go z obowiązku wykonywania zawodowych obowiązków, nie przeszkadza mu jednak w pilnowaniu namiotu Solidarnych 2010 na Krakowskim Przedmieściu. Aktywiści ruchu są tam codziennie. Dyżurują od 7 rano do 22”.
Newsweek.pl: — Ile Pan zarabia?
Dominik Tarczyński: Czy Pani zna prawo prasowe? Proszę się nie ośmieszać. A czy ja panią pytam o pani orientację seksualną lub o to ile pani zarabia? Pani nie ma prawa zadawać pytań o sferę intymną i prywatną mojego życia — odpowiada Tarczyński.
Newsweek.pl: — Jest pan zatrudniony w spółce skarbu państwa, pensję płaci panu ZUS z kieszeni podatników, a czas spędza pan pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Czy to jest fair wobec podatników?
Dominik Tarczyński: — Mój lekarz prowadzący wyraził zgodę na chodzenie, „dwójka” w zwolnieniu. Nie każda choroba wyłącza człowieka z aktywności społecznej. Co więcej, powinienem być aktywny, żeby wracać do pełni zdrowia, a osamotnienie i wykluczenie społeczne na pewno nie pomogłoby mi w tym trudnym okresie życia — dodaje Tarczyński.
Newsweek.pl: Czy lekarz zalecił panu, w celach zdrowotnych, uczestniczenie w akcjach protestacyjnych pod Pałacem Prezydenckim? Rozumiemy, że do pracy chodzić pan nie może, ale na Krakowskie Przedmieście już tak?
Dominik Tarczyński: To jest moja bardzo intymna sprawa i nie będę o tym rozmawiać. Po drugie kwestia zdrowia nie odnosi się tylko do nóg.
Czytaj:www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/solidarny-2010-za-pieniadze-zus,75663,1
opr. tor
Superszybki internet
Mamy szansę na superszybki Internet mobilny w Polsce w oparciu o technologię LTE, zapewniającą szybkość 150 Mb/s. Jest pewien problem: odpowiednie częstotliwości musi zwolnić wojsko.
Czy armie polska i rosyjska szybciej zwolnią częstotliwości niezbędne do wprowadzenia superszybkiego internetu mobilnego? – zapytują Andrzej Kublik i Przemysław Poznański w „Gazecie Wyborczej”. Od dziś w Krakowie obraduje nad tym polsko-rosyjska komisja rządowa, gdyż - w ramach spadku po Układzie Warszawskim - trzeba się porozumieć z Rosją. Rosyjskie lotnictwo korzysta z tych częstotliwości.
„Uwolnionych częstotliwości będzie można użyć np. do przekazywania drogą radiową szerokopasmowego internetu albo sygnału telewizji mobilnej. Internet opierałby się na ultraszybkiej technologii LTE” – informuje „GW”.
Czytaj:wyborcza.biz/biznes/1,101558,9475097,Szybki_internet_czeka_na_wojskowe_czestotliwosci.html
opr. tor
O seksapilu serialowych Polek
W najnowszej „Polityce” z datą 23 kwietnia artykuł „Telerodzinka.pl” autorstwa Anety Kyzioł. Autorka stawia w nim tezę, że „w szerokim świecie telewizja stawia na nisze, a u nas uparcie pragnie pozyskać masy. Najnowszym efektem jest wiosenna fala seriali rodzinnych", i pyta: są dla wszystkich, czyli dla kogo?
Dwójka promuje „Rodzinkę.pl” i „Licencję na wychowanie”. Hitem Jedynki ma być „Chichot losu”, zrealizowany na podstawie popularnej powieści Hanki Lemańskiej. TVN proponuje „Przepis na życie”. Zdaniem Kyzioł seriale z tej kategorii próbują połączyć interesy reklamodawców i widzów. W serialach mamy sielankowy klimat, wartości rodzinne i product placement. Odbijają one nie rzeczywistość, lecz nasze oczekiwania i marzenia – są jej „bardziej fotogeniczną i sympatyczniejszą wizją”.
Produkcje serialowe są przeznaczone głównie dla kobiet. Ukazują siłaczki z seksapilem i „dużych chłopców”. Polki nie są już potulne, potrafią się zdenerwować, a nawet krzyknąć, za to z facetami jest problem, bo są niedojrzali.
W artykule autorka dochodzi do wniosku, że: „Telewizje na świecie dawno zrozumiały, ze ich przepisem na sukces nie jest tworzenie oferty dla wszystkich, bo kategoria 'wszyscy' już nie istnieje, rozpadła się na nisze. Postawiły więc na seriale skierowane do wyselekcjonowanych grup odbiorców, może niezbyt licznych, ale atrakcyjnych z punktu widzenia reklamodawców”.
Więcej czytaj w: „Polityka” nr 17/2011 z dnia 23 kwietnia.
Opr. mp
Dobra sprzedaż „Uważam Rze”
Tygodnik „Uważam Rze. Inaczej pisane” (Presspublika), choć jest od niedawna na rynku, notuje bardzo dobre wyniki sprzedaży. Według „Rzeczpospolitej” - wydawanej także przez Presspublicę - „w pierwszym pełnym miesiącu ukazywania się sprzedał się w 114,1 tys. egzemplarzy”.
Ten wynik daje tygodnikowi miejsce w pierwszej piątce najlepiej sprzedających się tygodników społeczno-politycznych w Polsce. „Rzeczpospolita” – powołując się na dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy - pisze, że „Uważam Rze” wyprzedziło tym samym w płatnym rozpowszechnianiu "Newsweek Polska" i "Przekrój”.
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/67344,646105--Uwazam-Rze--lepsze-od--Newsweeka--i--Przekroju-.html
opr. tor
Dziki o TVP: naprawa przez likwidację
Nie ustają komentarze po zakończonym konkursie do Zarządu TVP SA. Tym razem głos zabrał znany reżyser i producent telewizyjny Waldemar Dziki.
Zapytany przez Agnieszkę Kublik z „Gazety Wyborczej”, czy chciałby być prezesem TVP, odparł tak: „Nie, ja bym nie chciał, bo to jest mission immpossible. Bo tę firmę można naprawić tylko przez likwidację. To spowodowało by od razu protesty tych kilkunastu już chyba związków zawodowych. Rozumiem - oni się boją o miejsca pracy”.
W dalszej części wywiadu Dziki całkiem poważnie rozważa wariant likwidacji Telewizji Polskiej: „Ale nie ma innej drogi, żeby program TVP był tańszy. Ta droga ma swoje zalety i prawidłowo zrealizowana wcale nie oznaczałaby jednorazowych masowych zwolnień, byłaby też głęboką ulgą dla setek ludzi, którzy w tej chwili nie bardzo wiedzą, co robią w telewizji, chodzą po tych korytarzach i cicho się mijają”.
Z kolei na pytanie „Co się zmieniło w TVP?”, Waldemar Dziki odpowiada anegdotą, która ma dowodzić, że „przez ostatnie 20 lat nic się nie zmieniło”: „nowo wybrany prezes, w tydzień po objęciu stanowiska zadzwonił do mnie z zaproszeniem na spotkanie w większej grupie, by pogadać, jak zreformować telewizję. Było to bardzo entuzjastyczne spotkanie; miały być konkursy, nowe programy, nowoczesna koncepcja, wreszcie prawdziwa telewizja publiczna. Wszystko zapowiadało się świetnie. Mniej więcej po dwóch tygodniach tempo prac nad tą prawdziwą telewizją zaczęło zwalniać, a po trzech miesiącach usłyszałam od tamtego prezesa: - Słuchaj, ja się zajmuję tutaj głównie odbieraniem telefonów”.
„Dopóki szef telewizji, nie będzie się zajmował kształtowaniem struktur, efektywności, pomysłu programowego, dopóty to wszystko będzie tak jak jest” – konkluduje w tym wątku rozmowy Waldemar Dziki.
Czytaj:
wyborcza.pl/1,75248,9474194,Dziki_o_TVP__to_mentalny_komunizm.html
opr. tor
Legia przeprasza Michnika
Prezes Legii Warszawa przeprasza redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" za zachowanie kibiców jego drużyny podczas niedzielnego meczu z Lechem Poznań – informuje „GW”.
„Pragniemy wyrazić nasze oburzenie i ubolewanie w związku z flagą eksponowaną w sektorze kibiców naszego klubu podczas meczu Lech Poznań - Legia Warszawa” – napisał prezes Legii Warszawa Paweł Kosmala do redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.
O co poszło? W sobotę, w Poznaniu, w czasie meczu stołecznej drużyny z Lechem Poznań, kibice Legii wywiesili wielki transparent, imitujący pierwsza stronę „Gazety Wyborczej”. Pod wielkim zdjęciem Adama Michnika pojawił się napis: "Szechter przeproś za ojca i brata !!!" . Film z tym incydentem krąży po sieci, można go zobaczyć np. na You Tube.
Kilka dni temu dziennik.pl informował, że „"Gazeta Wyborcza" wielokrotnie zarzucała Legii, że nie reaguje na chamskie i niedopuszczalne zachowania kibiców. Klub odpierał oskarżenia”.
Czytaj:
opr. tor
