Media publiczne? Nie, partyjne.

Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), przewodnicząca Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu w wywiadzie z Małgorzatą Subotić dla „Rzeczpospolitej” o nowym zarządzie TVP mówi wprost: „przyznaję, jest zarządem stricte politycznym”. „Zarówno pan Marian Zalewski, skądinąd człowiek bardzo sympatyczny, jak i Bogusław Piwowar, którego znam znacznie mniej, są z pierwszej linii frontu partyjnego. Jeden w PSL, drugi w SLD”.

Dalej posłanka PO odnosi się do niedawno opublikowanego wywiadu z Karolem Jakubowiczem, wielkim admiratorem telewizji publicznej, o którą walczy od lat. „Powiedział, że pozbył się już dwóch złudzeń. Że są jacyś apartyjni fachowcy. Faktycznie, w świecie mediów kręcą się osoby związane z określonymi poglądami, opcjami politycznymi”. „Pozbył się też złudzeń, że metodami administracyjno-ustawowymi można te media odpolitycznić, bo wszystko tak naprawdę zależy od kultury politycznej”.

W zachodniej Europie „nie jest tak, że wybiera się szefa telewizji, po którym spodziewa się partyjnej lojalności. A już na pewno w świecie zachodnim dziennikarze nie pozwalają sobie na takie uleganie politycznym modom i nastrojom jak u nas. To jest rzeczywiście kwestia kultury politycznej” – potwierdza posłanka i przyznaje się do pewnej bezradności: „I jeśli tak spojrzeć z tej perspektywy na to, co się w Polsce dzieje, to wydaje się, że nie ma jakiegoś cudownego środka na odpolitycznienie mediów”.

Receptą na odpolityczninie mediów miały być rekomendacje senatów wyższych uczelni dla kandydatów do rad nadzorczych. Tymczasem i w tej sprawie Iwona Śledzińska-Katarasińska nie kryje rozczarowania:

„Śledziłam decyzje podejmowane przez poszczególne uczelnie [według nowych przepisów rekomendujące kandydatów do rad nadzorczych]. I prawdę powiedziawszy, nie mogłam pojąć, dlaczego te uczelnie nie zdobyły się na wynalezienie kandydatów, którzy mogliby świetnie sprawdzić się w radach nadzorczych. Kandydaci okazali się po prostu nominatami takiej czy innej partii”.

Posłanka Platformy przyznaje, że przegrała bitwę o media publiczne i oczekuje teraz „bardzo poważnej dyskusji w Platformie o mediach publicznych. Ta dyskusja musi się odbyć. W węższym bądź szerszym gronie. I to jeszcze przed kampanią wyborczą”.

Media zwane publicznymi „nie spełniają – w jej ocenie - swojej edukacyjnej i kulturotwórczej roli. Są jakimś targowiskiem próżności. Przeciąganiem kołdry partyjnej. Nie wiem więc, czy media publiczne są instytucją, na której powinno nam aż tak bardzo zależeć. Żeby to ona rujnowała i wyznaczała nam standardy”.

„Co więc proponuje pani jako remedium? Sprywatyzować media publiczne?” – pyta Małgorzata Subotić.

„Nie o to chodzi, by prywatyzować, przynajmniej nie do końca. Natomiast trzeba jasno określić zadania i obowiązki poszczególnych anten. Wydzielić z tego rynku część, jaką powinny spełniać media publiczne. I oczywiście finansować je tak, by się nie komercjalizowały w szaleńczym tempie. Rozliczać z zadań i dawać za to pieniądze. I tyle”.

To jak ma więc być z tą prywatyzacją?

„Nie jestem tak radykalna, by postulować dogłębną prywatyzację. Ale utrzymanie trzech ogólnopolskich programów telewizyjnych tworzy pokusę. Już dzisiaj słyszę, że szefem Jedynki będzie ktoś bardziej centrowy, a w Dwójce będzie reprezentant PSL. Natomiast w Trójce osoba z SLD. Przecież to jest straszne”.

Wreszcie Iwona Śledzińska-Katarasińska przyznaje, że błędem było wprowadzanie do KRRiT dwóch członków związanych z SLD, którzy przez wiele tygodni blokowali wszelkie decyzje personalne.

Jako przewodnicząca Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu posłanka nie ma żadnej kontroli nad tymi mediami. „Ja mogę zarządzić tylko jakieś posiedzenia informacyjne komisji. Prezesi, np. TVP, mogą przyjść. Ale jak nie będą chcieli, to nie przyjdą. Były już takie przypadki. Gdy przychodzili, to na mnie krzyczeli. Nie podaję nazwisk – uprzedzając pani pytanie – bo się nie skarżę. Mówię tylko o zjawisku”.

To kto ma kontrolę nad mediami publicznymi?

„Właściwe nie wiem, kto ma kontrolę. Krajowa Rada ma w bardzo ograniczonym zakresie. Po tym, gdy wybierze rady nadzorcze, nie ma raczej wpływu”.

Oceniając z kolei Juliusza Brauna mówi: „ Jeśli się czegokolwiek boję, to tego, że Braun jest za miękki na tę firmę. A nie tego, że będzie ulegał politycznym wpływom”.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/646687-Zarzad-TVP-z-partyjnego-frontu.html

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl