Miłość Graczyka


To tytuł felietonu Ludwika Stommy w najnowszej „Polityce”. Autor pisze oczywiście o głośnej książce Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego”. Pisze o swoim wstydzie za Graczyka, niesmaku i obrzydzeniu. Zarzuca autorowi książki, że niewiele rozumie z czasów, o których pisze - „Mleko pod nosem nie całkiem jeszcze wyschło, więc nie pamięta, nie widział, nie zna proporcji i peerelowskich uwarunkowań”.

W artykule Stomma przypomina o kłopotach z paszportami dla wyjeżdżających i wizach dla cudzoziemców (sic! M.P.). By zaprosić cudzoziemca trzeba było pójść na rozmowę z urzędnikiem MSW. Dla Graczyka to jest kolaboracja – pisze Stomma – ale była to konieczność, żeby wzbogacić życie intelektualne polskich uczelni. Autor przytacza osobistą anegdotę z generałem Kuropieską w roli głównej, któremu Stomma pomógł w przerzucie 30 kg bibuły z Paryża do Polski przy użyciu poczty dyplomatycznej. A był rok 1983.

Obrzydliwość książki Graczyka – czytamy w felietonie – zasadza się na dwóch rzeczach: jezuickiej hipokryzji i wyciąganiu wniosków z niepewnych przesłanek. Wniosków – jak pisze Stomma – konsekwentnie niekorzystnych dla postaci oskarżanych przez Romana Graczyka: „Co do Marka Skwarnickiego znalazł (sic!) dwa tylko zdania, które przy maksimum zlej woli uznać można za niewłaściwe. Rzuca się na nie jak sęp na padło”.

Według Stommy postępowanie Graczyka motywowane jest frustracją autora książki o „Tygodniku Powszechnym” (mści się on za to, że nie został odpowiednio doceniony). Felietonista stawia znak równości pomiędzy donoszeniem do SB, a „donoszeniem” do IPN.

Puenta felietonu jest efektowna, jednak to czytelnikowi przyjdzie ocenić czy słuszna. Zachęcam do lektury tego bardzo kontrowersyjnego tekstu.


 

L. Stomma, Miłość Graczyka, „Polityka”, nr 18 (2805) z 30 kwietnia 2011, s. 205.


 

opr. mp


 



W obronie Klaudiusza Wesołka

Pod aresztem śledczym w Gdańsku  demonstrowało kilkadziesiąt osób. Domagali się uwolnienia Klaudiusza Wesołka. Bloger i redaktor naczelny telewizji TVG-9 został skazany za wykonywanie dziennikarskiej pracy – filmowanie happeningu Akcji Alternatywnej Naszość – informuje portal Niezalezna.pl i zapewnia, iż ma dowody na to, że „wyrok jest bezprawny”.

Aresztowanie Wesołka najpewniej jest wynikiem wyroku nakazowego, wydanego przez sąd w Sopocie w 2009 roku po happeningu "Naszości" w sopockim Urzędzie Miasta.

20 marca 2009 roku przebrani za piratów działacze Akcji Alternatywnej "Naszość" weszli na salę obrad Urzędu Miasta, gdzie debatowano nad odwołaniem oskarżonego o korupcję prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Działacze "Naszości" skandowali: "Jacek Karnowski największym piratem morskim".

Z relacji Piotra Lisiewicza z „Naszości”, cytowanego przez portal Niezalezna.pl wynika, że „Klaudiusz Wesołek filmował to wydarzenie dla swojej telewizji. Oczywiście nie wznosił żadnych okrzyków, co doskonale widać na filmach z obrad. Później, już przed budynkiem rady, przeprowadzał wywiady z uczestnikami happeningu. Policja spisywała jego uczestników. Nie była zadowolona z tego, że ktoś ją filmuje. Spisała więc także Wesołka. A potem sąd wyrokiem nakazowym, bez przesłuchania obwinionego, skazał go na 30 dni sprzątania śmieci w Sopocie”.

Według sądu – jak relacjonuje Niezalezna.pl – „Wesołek miał zakłócić obrady krzykiem oraz „zmuszaniem do uległego zachowania” Wieczysława Augustyniaka, przewodniczącego rady. Wesołek w TVG-9 udowodnił niezbicie, że to kłamstwa. Można się o tym przekonać, oglądając jeden z zamieszczonych na Niezalezna.pl filmów”.

Czytaj więcej: niezalezna.pl/9643-przyjaciele-klaudiusza-znow-pikietowali


opr. tor


 

Reporterze, aby się nie stresować: nie czytaj!

Czy dobrze płacą ci za nerwową robotę? – pyta w tytule swego blogu Maciej Samcik, który  na łamach „Gazety Wyborczej” pisze „Subiektywnie o finansach”. Tym razem analizuje ranking amerykańskiego serwisu CareerCast.com o najbardziej stresujących zawodach. Zdaniem Samcika w Polsce „wyniki mogłyby się wcale aż tak bardzo nie różnić”.

A z badań CareerCast.com wynika, że w Ameryce na dwieście sklasyfikowanych zawodów, dziennikarza, a właściwie reportera, ulokowano na wysokiej, piątej pozycji! „Według CareerCast.com reporter pracuje średnio tylko 8 godzin na dobę (tere-fere, ja jestem w robocie non-stop!), zarabia słabo - 43.000 dol. rocznie - a stresuje się mocno. Wiadomo: pełna dyspozycyjność, konieczność sprawozdawania szybko, bez przygotowania, trzeba się wciąż ścigać z konkurencją i korzystać z najnowszych technologii” – pisze Maciej Samcik.

Aby zanadto nie stresować polskich dziennikarzy warto dodać, że „oczko” wyżej CareerCast.com sklasyfikował … fotoreporterów.

Czytaj więcej:samcik.blox.pl/html

 

opr. tor


 

Przestępcy w pogoni za sławą

Internet, media społecznościowe, dają popularność. Korzystają z tego nawet ci, którzy łamią prawo. „Rejestrują swoje przestępstwa, a filmy wrzucają na YouTube. Mają miliony widzów, wśród nich policjantów” – o tym interesującym zjawisku pisze Wojciech Wybranowski w „Rzeczpospolitej”

Jeden z pracowników warszawskiego metra wraz z kolegami zatrzymywał dla zabawy pociągi na trasie Warszawa – Łódź. Paraliżował ruch, nagrywał filmy i wrzucałje na YouTube. W maju rozpocznie się jego proces.

„– Policjanci monitorują strony internetowe, portale społecznościowe i takie kanały jak YouTube. Często udaje nam się dzięki temu dotrzeć do sprawców przestępstwa – mówi „Rz" mł. inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji. Blisko rok temu w komendzie powołano Wydział ds. Przestępczości Teleinformatycznej. Jego członkowie  monitorują strony internetowe, blogi, fora dyskusyjne. Tak działa nie tylko polska policja”.

Mirosław Usidus, ekspert ds. mediów społecznościowych, potwierdza, że przestępców motywuje do takich zachowań „chęć zdobycia popularności w sieciowych mikrospołecznościach”. „– Przed epoką YouTube też byli młodzieńcy, którzy dla kolegów wykonywali skoki z wysoka do nieznanej wody w gliniankach na żwirowniach. Ginęli lub zostawali kalekami. Ich sława, jeśli przeżyli, miała lokalny charakter i podobnie jest z „gwiazdami" filmików na YT”.

„– Zdarzają się przypadki, gdy film zamieszczony w Internecie jest dowodem w sprawie” – mówi „Rz" prokurator Monika Lewandowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Mirosław Usidus nie ma wątpliwości, że „liczba bulwersujących filmów w Internecie będzie rosła, bo sieć stała się medium, w którym bariera dostępu do roli nadawcy znacznie się obniżyła”.

Czytaj więcej:www.rp.pl/artykul/118849,649085-Donos--na-samego-siebie.html

 

opr. tor

 


 

Hołdys o obiektywizmie „Wprost”

„Super Express” zastanawia się, jak długo tym razem Zbigniew Hołdys zagości na łamach „Wprost”. Co tym razem iskrzy? Okazuje się, że popularny muzyk napisał na Facebooku dwa, ale jakże znamienne zdania (cytujemy za „Super Expressem”): „ Gazeta Wprost, do której pisuję felietony, nie jest obiektywna, wiem o tym. Tam boją się PiS-u jak diabeł wody święconej (…)”.

Czytaj:www.se.pl/wydarzenia/kraj/zbigniew-hodys-wprost-nie-jest-obiektywny_182431.html

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl