Przyjrzą się sprawie Ziętary

Premier Donald Tusk zadeklarował, że zajmie się sprawą Jarosłąwa Ziętary, dziennikarza „Gazety Poznańskiej”, który zaginął w 1992 roku. To reakcja na wczorajszy apel redaktorów naczelnych największych polskich gazet.

Apel ten opublikowały wczoraj „Rzeczpospolita", „Fakt", „Gazeta Wyborcza", Super Express" i dziennik „Polska The Times". Redaktorzy naczelni uważają, że „okoliczności tej sprawy są bulwersujące i wymagają rzetelnego zbadania. Choćby niejasna rola służb specjalnych nakłada na organa państwowe szczególny obowiązek, by uczynić wszystko, co tylko możliwe, by prawda o zniknięciu Jarosława Ziętary została dokładnie wyjaśniona”.

Na apel publicznie odpowiedział rzecznik rządu Paweł Graś, mówiąc, że premier Donald Tusk „polecił ministrowi sprawiedliwości przeanalizowanie sprawy zaginionego dziennikarza i przygotowanie rekomendacji co do dalszych działań”.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/118849,651008-Tusk-o-Zietarze.html

opr. tor

 


Inicjały czy pełne nazwisko?

Ten wyrok Sądu Najwyższego jest ważny dla wszystkich dziennikarzy: Jeśli podejrzany lub oskarżony wyrazi zgodę na publikację swoich personaliów tylko jednej redakcji - inne nie mogą z niej automatycznie korzystać – podało Polskie Radio.

Zdaniem sądu „ wszystkie redakcje mogą publikować dane osoby podejrzanej lub oskarżonej, tylko w takim wypadku jeśli zgodę na ich upublicznienie wyda prokurator lub sąd”.

Sąd Najwyższy wydał swe orzeczenie w związku ze sprawą sporu sądowego między Anną Cz. i Zdzisławem L. - prowadzącymi schronisko dla zwierząt w Krzyczkach (Mazowieckie) - a "Polityką". Tygodnik „kilkakrotnie opisywał sprawę znęcania się nad zwierzętami w tym schronisku - ostatni raz w styczniu 2008 r. w artykule "Cicho w Krzyczkach"”, a dziennikarka podawała pełne dane oskarżonych.

„Cz. i L. pozwali za to redakcję, powołując się m.in. na Prawo prasowe, zakazujące podawania pełnych danych osób, przeciwko którym toczy się postępowanie karne. Żądali przeprosin i po 50 tys. zł” (…) „Sądy prawomocnie przyznały im rację i nakazały "Polityce" przeprosić Annę Cz. oraz Zdzisława L., a także zapłacić im po 15 tys. zł” – przypomina Polskie Radio.

Redakcja „Polityki” wykonała wyrok wobec Anny Cz., ale „nie zgodziła się z rozstrzygnięciem co do Zdzisława L., który przed publikacją w tygodniku sam pod własnym nazwiskiem udzielił wywiadu lokalnej gazecie "Mazowieckie To i Owo", wypowiadając się o swym procesie”.

Pełnomocnik „Polityki”, mecenas Krzysztof Pluta, argumentował: "Jeśli raz zgodziło się na wypowiedzi w danej sprawie pod pełnym imieniem i nazwiskiem, nie można mówić, że wobec jednego się zgadzam, a wobec innego - nie" . Przekonywał też, że „publikacja pełnych danych w lokalnym czasopiśmie może być o wiele bardziej dolegliwa niż podanie ich w ogólnopolskim tygodniku, adresowanym do nieograniczonego, bliżej niesprecyzowanego kręgu osób".

Sąd Najwyższy uznał jednak, że Zdzisław L. miał takie prawo. Sędzia Marta Romańska uzasadniała swoją decyzję tak: "Czym innym jest zgoda na podawanie pełnych danych osób, wobec których toczy się postępowanie, udzielona mediom przez sąd lub prokuratora, a czym innym - gdy taką zgodę wyraża sama zainteresowana osoba. Gdy decyduje sąd lub prokurator, bierze pod uwagę interes publiczny, czego nie ma obowiązku robić sam zainteresowany. Ma on własne kryteria".

Zdzisław L. - zdaniem sędzi Marty Romańskiej - w wywiadzie udzielonym lokalnemu tygodnikowi „ miał wpływ na sposób, w jakim będzie przedstawiony. "Mógł też ukazać swój stosunek do procesu. A nie miałby wpływu na kształt i kontekst publikacji w ogólnopolskim tygodniku. Poza tym, w środowisku lokalnym i tak każdy wiedziałby o kogo chodzi - nawet gdyby w artykule były same inicjały".

Czytaj więcej:

www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/359614,Wyrok-Sadu-Najwyzszego-wazny-dla-wszystkich-dziennikarzy

opr. tor

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl