Dziennikarze w TVP Poznań pod presją PO
Marcin Kącki opisuje w „Gazecie Wyborczej” naciski wywierane na dziennikarzy przez kierownika Regionalnej Agencji Produkcji w oddziale TVP w Poznaniu, Sebastiana Drobczyńskiego, powiązanego z PO. Dziennikarze ośrodka skarżyli się, że są przez niego zmuszani do kręcenia materiałów, pokazujących w korzystnym świetle wicemarszałka województwa z Platformy Obywatelskiej.
W artykule „PO? To się przecież w TVP opłaci” z dnia 5 maja Marcin Kącki przedstawia wyjaśnienia dziennikarzy. Gdy dziennikarze sprzeciwiali się zlecanym nagraniom Drobczyński zapewniał, że w trakcie kampanii trzeba być przygotowanym na takie sytuacje.
„Inny opisał, jak Drobczyński zlecił mu nakręcenie materiału, który nie zostawiał suchej nitki na przeciwniku PO w Wolsztynie, choć sprawa była sprzed ok. 5 lat. Emisja miała nastąpić kilka godzin przed ciszą wyborczą. Drobczyński w piśmie do "Gazety" sugeruje, że sami dziennikarze chcieli kręcić takie materiały” - czytamy w artykule w „Gazecie Wyborczej”.
Źródło:wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9541346,PO__To_sie_przeciez_w_TVP_oplaci.html
opr. mp
O Radzie Etyki Mediów w „Press”
Najnowszy numer miesięcznika „Press” 05/11 przynosi artykuł o nowowybranej Radzie Etyki Mediów. Autorka (MW) pisze: „REM od lat zbiera cięgi za spektakularne wpadki. Kiedy w ub.r. potępiła reportera „Faktu” (miał się podawać za członka rodziny ofiary katastrofy autokaru jadącego do Berlina, by robić zdjęcia rodzinom), na którego rzekomo poskarżył się burmistrz Złocieńca, Magdalena Bajer przyznała, że reprezentowana przez nią instytucja nie weryfikuje informacji”.
W artykule na temat REM wypowiadają się m.in. Bertold Kittel, Grzegorz Miecugow, Bogusław Chrabota i nowy szef REM, Ryszard Bańkowicz. Ten ostatni na zarzuty dotyczące dotychczasowej działalności Rady odpowiada: „W poprzedniej pracy Rady zdarzyły się błędy, będziemy starali się ich unikać. Przypomnę też, że pracuje ona społecznie. Będę starał się , by opinie REM były wyważone i żeby były efektem zbiorowej pracy zespołu”.
Autorka komentuje, ze może to być trudne, „zważywszy jakie nawyki mają ci doświadczeni członkowie REM [...]”.
Więcej czytaj: „Bez poważania”, PRESS, 05/11.
opr.mp
TOK FM przyzna swoja nagrodę
„Wprost” ma nagrodę Kisiela, „Rzeczpospolita” Fikusa, swoją nagrodę przyzna po raz pierwszy 11 czerwca Radio TOK FM. Laureatem zostanie osoba lub instytucja, „która wyróżniła się wyjątkowym wpływem na rzeczywistość przez ostatnie 12 miesięcy”. Ewa Wanat, redaktor naczelna Radia TOK FM zapewnia, że „każdy może kandydować i każdy może nominować” – informuje „Gazeta Wyborcza”.
W kapitule nagrody TOK FM zasiądą m.in. Janina Paradowska i Jerzy Baczyński z „Polityki”, Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz socjolog prof. Janusz Czapiński.
Kandydatów do nagrody mogą zgłaszać członkowie kapituły nagrody oraz słuchacze Radia TOK FM od 4 do 18 maja 2011. Organizatorzy czekają na maile (nagroda@tok.fm) i telefony (22 44 44 084).
Czytaj:
wyborcza.pl/1,75248,9540962,TOK_FM_przyzna_swoja_nagrode.html
opr. tor
Dialog z Poczobutem w tle
„Gazeta Wyborcza” obraża Białoruś – twierdzi ambasador Białorusi w Polsce, prof. Wiktar Gajsenak, w liście do Adama Michnika. Zarzuca Gazecie tendencyjne publikacje i propagandę, o czym czytamy na łamach „GW”.
Ambasador przytacza przykład artykułu z Dużego Formatu - "Jestem waszym Führerem", w którym dawni znajomi wspominają prezydenta Aleksandra Łukaszenkę – i sugeruje, że może to być wyraz „solidarności dziennikarskiej” Gazety „z powodu wszczęcia postępowania wobec obywatela Białorusi Andrieja Poczobuta”. „Pragniemy Pana zapewnić, że śledztwo będzie się toczyło w jak najdokładniejszy sposób, a sprawa będzie rozpatrzona przez niezależny białoruski sąd wyłącznie w pełnej zgodności z białoruskim prawem” – pisze dalej ambasador Białorusi do redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.
Ambasadorowi odpowiada nie redaktor naczelny, Adam Michnik, tylko kierownik działu zagranicznego "Gazety Wyborczej" Roman Imielski.
„Naprawdę chcielibyśmy przedstawiać Aleksandra Łukaszenkę jako wzór do naśladowania, ale na przekór naszym marzeniom Pan Prezydent publicznie wygraża opozycji i przyznaje w orędziu w parlamencie, że demokracja wywołuje u niego mdłości. Jego podwładni torturują w więzieniach opozycjonistów i prześladują niezależnych dziennikarzy”.
„Marzymy o przedstawianiu Aleksandra Łukaszenki jako wzoru do naśladowania również z tego powodu, by nasz przyjaciel Andrzej Poczobut nie musiał co chwilę lądować za kratkami - a to dlatego, że należy do Związku Polaków na Białorusi, a to dlatego, że opisuje w "Gazecie", jak wygląda dziś życie w Pana kraju”.
„Naszym marzeniem jest też uczciwy proces Poczobuta przed naprawdę niezawisłym sądem w naprawdę demokratycznym państwie. Bo wtedy jedynym możliwym wyrokiem jest błyskawiczne uniewinnienie”.
Czytaj:
wyborcza.pl/1,75515,9533985,_Gazeta__obraza_Bialorus.html
opr. tor
Śniadanie to nie obiad
Po sporym sukcesie programów śniadaniowych TVP i TVN chciały też zahipnotyzować widownię przy obiedzie, ale tym razem poniosły fiasko. Z ramówek obu stacji zniknęły „Między kuchnią a salonem" (TVN) oraz „A normalnie o tej porze" (TVP). O tym, jak przy obiedzie widz woli mieć obiad na stole, a nie na ekranie i w tym czasie obejrzeć serial, pisze Kamila Baranowska w „Rzeczpospolitej”.
„Między kuchnią a salonem" był klasycznym talk-show skierowany do kobiet, o „modzie, poradnictwie i plotkach ze świata show-biznesu”. Program prowadziły celebrytki Dorota Deląg i Olga Kwiecińska, w kuchni gotował Andrzej Polan.
Efekt? Średnia widownia: ok. 660 tys. osób, „czyli mniej niż pozostałe stacje (Polsat, TVP 1, TVP 2) w tym czasie”.
TVP2 z kolei emitowała społeczno-kulturalne talk-show Alicji Resich-Modlińskiej „A normalnie o tej porze". Magazyn prowadzili m.in. Tomasz Kammel, Wojciech Jagielski, Agnieszka Szulim, Olimpia Ajakaiye i Beata Sadowska, ale widownia nie dopisała. Program gromadził zaledwie 370 tys. widzów.
„Zarówno TVN, jak i TVP 2 w miejsce zdjętych programów wstawiły sprawdzone seriale. TVN – amerykańskiego „Detektywa Monka", a TVP 2 powtórki polskiego serialu „Czas honoru"”.
„Zdaniem dr. Tomasza Płonkowskiego, medioznawcy z Uniwersytetu Warszawskiego, niepowodzenie programów popołudniowych można tłumaczyć stylem życia Polek, do których były głównie skierowane. – Po powrocie do domu każdy ma mnóstwo innych zajęć, jak przygotowanie obiadu i zjedzenie go wspólnie z rodziną przy stole – zaznacza. – Jeśli zaś chodzi o emerytów, którzy w tych godzinach teoretycznie siedzą przed telewizorami, to wybierają oni raczej znane i lubiane seriale, mają stałe pory oglądania telewizji, stały plan dnia”.
Z kolei dr Dorota Piontek, medioznawca z UAM w Poznaniu, ocenia tak:
„– Kobiecie zajętej gotowaniem obiadu łatwiej jest słuchać w tym czasie rozmowy, niż śledzić show, w którym dużo się dzieje”.
Czytaj więcej:
www.rp.pl/artykul/15,653034-Przy_obiedzie_widz_woli_obejrzec_serial.html
opr. tor
