Trwa konflikt w zarządzie Presspubliki

Na stronie www.rp.pl kolejny odcinek o konflikcie w zarządzie Presspubliki, wydawcy „Rzeczpospolitej”: „W czyim imieniu przepraszano Brauna”

„Członkowie zarządu Presspubliki Maciej Łętowski i Artur Sierant przepraszają. Prezes Paweł Bień uważa, że to ich prywatna opinia”.

„Reprezentujący Skarb Państwa członkowie zarządu Presspubliki, wydawcy "Rz", postanowili przeprosić za opublikowany wywiad z Grzegorzem Braunem, który wcześniej podczas spotkania na KUL użył pod adresem śp. abp. Józefa Życińskiego słów "kłamca" i "łajdak"”.

"Przepraszamy władze, wykładowców i studentów KUL, a także czytelników "Rzeczpospolitej" za opublikowanie na łamach wydawanego przez Presspublikę dziennika wywiadu z p. Grzegorzem Braunem. (...) Redakcja "Rzeczpospolitej" powołuje się na wymóg wysłuchania wszystkich stron. W tym wypadku to głęboko fałszywa filozofia" – napisali w liście do rektora KUL prof. Stanisława Wilka wiceprezesi Maciej Łętowski i Artur Sierant”.

„Prezes Presspubliki Paweł Bień nie podpisuje się pod treścią listu. "W spółce Presspublica obowiązuje reguła autonomii redakcji. Oznacza ona, że wydawnictwo nie ingeruje w treści redakcyjne. Zasada ta jest realizacją konstytucyjnych praw wolności słowa oraz wolności prasy (...) Zarząd Presspubliki nie zajmuje stanowiska w sprawie wywiadu z Panem Grzegorzem Braunem (...) Natomiast list wysłany przez panów Macieja Łętowskiego oraz Artura Sieranta do Księdza Profesora Stanisława Wilka jest wyrazem ich prywatnych opinii" – napisał w oświadczeniu prezes spółki”.

„Skarb Państwa ma w Presspublice 49 proc. udziałów. 51 proc. należy do brytyjskiego funduszu Mecom. Od dłuższego czasu reprezentanci Skarbu Państwa w zarządzie kwestionują decyzje większościowego udziałowca. W sierpniu 2010 r. zablokowali przyjęcie strategii rozwoju "Rz". W październiku 2010 r. podpisali się pod wnioskiem do sądu o rozwiązanie spółki”.

„Łętowski w zarządzie zasiada od października 2009 r. Wcześniej był m.in. redaktorem naczelnym "Ładu" i publicystą "Tygodnika Solidarność". Za rządów AWS został dyrektorem Polskiego Radia dla zagranicy. W 2002 r. rzecznik interesu publicznego oskarżył go, że był współpracownikiem SB. Sąd uznał jednak, że nie był tajnym i świadomym współpracownikiem. Za rządów PiS został dyrektorem Informacyjnej Agencji Radiowej. Po dojściu do władzy PO był felietonistą wydawanego przez partię pisma "POgłos"”.

„Sierant jest w zarządzie Presspubliki od stycznia 2008 r. Wcześniej m.in. zasiadał w zarządzie Parkiet Media”.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/118849,661028_W_czyim_imieniu_przepraszano_za_Brauna.html

podał do druku: tor

 


 

Nie ma chęci naprawy ustawy medialnej

- Politycy dostrzegają postępujący upadek mediów publicznych i deklarują chęć naprawy, ale co się biorą do niej, to wynikają z tego tylko awantury. Każda kolejna partia, która uzyskuje wpływy w mediach publicznych, odsuwa reformę - o złej sytuacji mediów publicznych w swoim autorskim programie „Mediacje” Ewa Wanat rozmawiała dzisiaj w Radiu TOK FM z medioznawcą Maciejem Mrozowskim. Okazją do wywiadu była wchodząca w życie nowelizacja ustawy medialnej.

„- W tej chwili prezydent podpisał jedynie implementacje dyrektywy unijnej, która reguluje kwestie dotyczące reklamy, sponsoringu, product-placement, ale niewiele zmienia w polskich mediach. Cały ogrom pracy został zmarnowany. Była szansa na to, żeby zrobić porządną nową ustawę medialną, w której znalazłyby się dwie bardzo ważne rzeczy: odpolitycznienie mediów publicznych i uregulowanie kwestii dotyczących mediów internetowych” - powiedziała Ewa Wanat.

Maciej Mrozowski ocenia, że ta kolejna próba nowelizacji „obnaża niemożność naszej klasy politycznej, która z jednej strony dostrzega postępujący upadek mediów publicznych, deklaruje chęć naprawy, ale co się bierze do niej, to wynikają z tego awantury. Nie ma rzeczywistej chęci, bo każda kolejna partia, która uzyskuje jakieś wpływy w mediach publicznych, jest z tego zadowolona i stara się odłożyć reformy w czasie. Odbyła się już przecież dyskusja obywatelska i powstał tzw. projekt twórców, który jest dobrym punktem do dyskusji o zmianach całościowych, a nie tylko tych, które są wymuszane przez Unię Europejską".

Medioznawca „uważa kwestię ustawy o mediach paląca głównie z powodu obowiązku, jaki jego pokolenie ma wobec młodszej generacji”. „- Powinniśmy przekazać następnemu pokoleniu dobre media i całą kulturę, którą one starają się kultywować - powiedział medioznawca i opowiedział o swoich studentach, którzy "nie odróżniają już kultury wartościowej od popularnej". - Dla nich jedyne kryterium to jest hasło marketingowe: "najlepszy na świecie, gwiazda" oraz, że ludzie to oglądają. Nie może być tak, że nasze pokolenie całkowicie zrezygnuje z ochrony pewnych wartości” – dodał Mrozowski.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9629340,Nowelizacja_ustawy_medialnej___Stracona_szansa_.html

opr. tor

 


 

Wydawców „Rzeczpospolitej” poróżnił Braun

Niezwykle ciekawe oświadczenie prezesa zarządu Presspubliki, wydawcy „Rzeczpospolitej” - Pawła Bienia - zamieścił portal rp.pl. Czytamy w nim, że: „W spółce Presspublica obowiązuje reguła autonomii redakcji. Oznacza ona, że wydawnictwo nie ingeruje w treści redakcyjne. Zasada ta jest realizacją konstytucyjnych praw wolności słowa oraz wolności prasy”.

„Dlatego – pisze dalej Paweł Bień w oświadczeniu - Zarząd Presspubliki nie zajmuje stanowiska w sprawie wywiadu z Panem Grzegorzem Braunem jaki ukazał się na łamach Rzeczpospolitej. Natomiast list wysłany przez panów Macieja Łętowskiego oraz Artura Sieranta do Księdza Profesora Stanisława Wilka, jest wyrazem ich prywatnych opinii”.

Na koniec twierdzi: „Pozostaje pytanie czy wysłanie takiego listu bez porozumienia z pozostałymi członkami zarządu, reprezentującymi większościowego udziałowca jest w zgodzie z dobrymi obyczajami jakie powinny panować w spółkach prawa handlowego”

Oświadczenie Pawła Bienia dowodzi rozłamu w zarządzie Presspubliki. Jest reakcją na list dwóch wiceprezesów zarządu – Macieja Łętowskiego i Artura Sieranta – do rektora KUL, ks. prof. Stanisława Wilka po wypowiedziach reżysera Grzegorza Brauna, jakie opublikowała gazeta.

Łętowski i Sierant przeprosili za wywiad z Braunem, w którym reżyser powtórzył, co wcześniej powiedział na KUL o nieżyjącym arcybiskupie Józefie Życińskim. Ponownie użył epitetów "kłamca" i "łajdak".

„Przepraszamy władze, wykładowców i studentów KUL, a także czytelników "Rzeczpospolitej" za opublikowanie na łamach wydawanego przez Presspublikę dziennika wywiadu z p. Grzegorzem Braunem. W rozmowie tej doszło ponownie do obrzucenia obelgami śp. arcybiskupa Józefa Życińskiego, wielkiego kanclerza KUL. Tyle, że po raz pierwszy miało to miejsce na niewielkim forum koła naukowego, a tym razem - niestety - na łamach gazety sprzedanej w nakładzie 140 tysięcy egzemplarzy” – napisali wiceprezesi Presspubliki.

„Redakcja "Rzeczpospolitej" powołuje się na wymóg "wysłuchania wszystkich stron". W tym wypadku to głęboko fałszywa filozofia. Po pierwsze dlatego, że p. Braun nie poglądy prezentuje, ale kalumnie (jakim-że poglądem jest użycie takich sformułowań, jak "łajdactwo", "kłamca" wobec Zmarłego opiekuna KUL?). Podzielamy pogląd prof. Ireneusza Krzemińskiego, że "Jest to zabijanie słowami". Po drugie dlatego, że są poglądy, które nie korzystają z przywileju udziału w debacie publicznej na takich samych prawach, jak inne. Jakie? Propagujące rasizm, antysemityzm czy przeświadczenie o helu rozpylonym nad lotniskiem w Smoleńsku. Oddanie łamów "Rzeczpospolitej" kalumniom, a nie poglądom dramatycznie godzi w wizerunek i prestiż dziennika stworzonego przez śp. Dariusza Fikusa i Macieja Łukasiewicza. Z przykrością słuchaliśmy, jak wspomniany już prof. Krzemiński mówił w Radiu Zet, że "Rzeczpospolita, która była wzorcem dziennikarstwa bardzo obiektywnego, otwartego, takiego które naświetlało wszystko ze wszystkich stron stała się sztandarem niebezpiecznego dla Polski poglądu".

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/118849,660838_Oswiadczenie_prezesa_zarzadu_Presspubliki_Pawla_Bienia.html

m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,9626197,Presspublika_przeprasza_za_wywiad_z_Braunem_w__Rzeczpospolitej_.html

opr. tor

 


Kłamstwa, były oficer SB i cystersi

Wydawca nakłaniał nas do dyskredytowania osoby ujawniającej nieprawidłowości w komisji majątkowej - oświadczyli byli redaktorzy naczelni bielskiej gazety "Super-Nowa", a informuje o tym „Gazeta Wyborcza”.


"Super-Nową" założył Marek P., były oficer SB, którego inicjały przewinęły się przez niemal wszystkie media. Jest bowiem główny podejrzany w sprawie nieprawidłowości w komisji majątkowej, działającej przy MSWiA. „Komisja przyznawała parafiom i zakonom rekompensaty za nieruchomości utracone w PRL. Marek P. reprezentował przed komisją stronę kościelną”.

„Jego były współpracownik – podaje „GW” - Dariusz M. twierdzi, że Marek P. sukcesy zawdzięczał łapówkom, jakie płacił członkom komisji majątkowej. Opowiedział o tym CBA. A także o tym, jak P. oszukiwał kościelne instytucje i unikał płacenia podatków. Na podstawie tych zeznań CBA we wrześniu 2010 r. zatrzymało Marka P. Wciąż siedzi w areszcie”.

„Dariusz M. to biznesmen z Bielska-Białej i były członek zarządu miasta. Kiedy zaczął zeznawać, zainteresowali się nim dziennikarze tygodnika "Super-Nowa" (dziś tytuł działa jako gazeta internetowa). Gazeta podważała wiarygodność głównego świadka prokuratury, publikując serię artykułów o jego rzekomych wykroczeniach. Twierdziła, że: * kupił sprzęt domowy i samochód żonie za pieniądze wyprowadzone z firmy Żywieckie S.A., w której był wiceprezesem (spółka Marka P.); * używał służbowych telefonów do podsłuchiwania kochanki; * jest skazany prawomocnym wyrokiem (w kasacji został uchylony). Opisywali szereg spraw, które wytoczyła mu firma Żywieckie (wszystkie zostały umorzone z braku dowodów). A Marek P. mówił w "Super-Nowej" o swoim byłym współpracowniku: "Żal mi tego świadka, ten człowiek przegrał swoją szansę na uczciwe i godne życie. Spowodował wiele tragedii życiowych innym ludziom".

W czasie tych publikacji redaktorem naczelnym "Super-Nowej" był Mariusz Hujdus. Napisał on dla Dariusza M. oświadczenie, w którym go przeprasza.

"Publikując teksty dotyczące Pańskiej osoby, redakcja w niektórych przypadkach nie miała wpływu, o ich publikacji decydował wydawca naszego tytułu prasowego - reprezentowany w tym przypadku przez Edytę Porębę. Dziennikarze naszej gazety podczas spotkań byli przekonywani, że jest Pan osobą niegodną zaufania, która naraziła spółkę na straty. Przepraszam, że nie potrafiłem znaleźć odpowiednich argumentów i środków, które doprowadziłyby do zakazu publikacji artykułów, w których mogło dojść do naruszenia pańskich dóbr osobistych" - napisał Hujdus. „Twierdzi też, że jego ludzie byli nakłaniani do obserwacji warszawskiego domu Dariusza M”.

Podobne oświadczenie dla M. napisał Krzysztof Oremus, były redaktor naczelny, a potem dziennikarz "Super-Nowej". „Twierdzi, że Edyta Poręba zmusiła go do napisania fałszywej notatki, z której wynikało, że M. miał jej grozić i nazwać ją suką. Notatkę wykorzystano w sprawie karnej, jaką Poręba w listopadzie wytoczyła Dariuszowi M. "Złożenie tej notatki w formie i treści było warunkiem mojej dalszej pracy w spółce i nastąpiło pod przymusem" - tłumaczy Oremus”.

Prokuratura badająca nieprawidłowości w komisji majątkowej wkrótce zapozna się z tymi oświadczeniami i podejmie kroki prawne. Tymczasem Dariusz M. deklaruje: „- Nie daruję im tego. Pozywam wydawcę "Super-Nowej" do sądu”.

„Wydawnictwo w 2009 r. przejęła od syna Marka P. firma należąca do krakowskich cystersów. P. załatwił im przed komisją majątkową zwrot kilkudziesięciu milionów zł. Szefową wydawnictwa nadal jest Edyta Poręba. Jest też redaktor naczelną gazety”. Nie chciała rozmawiać z „GW”.


Czytaj:

wyborcza.pl/1,75248,9623554,Naczelni__Super_Nowej___Niszczylismy_swiadka.html

opr. tor

 

 


Facebook dla organizacji non-profit

Facebook uruchomił specjalną stronę pomagającą organizacjom non-profit w funkcjonowaniu na portalu – donosi Radio TOK FM.

Strona nazywa się Non-Profits on Facebook. Organizacje non-profit będą mogły „poznać wszystkie możliwości, jakie oferuje im portal społecznościowy”.

„Na stronie znajdują się m.in. udostępnione do pobrania przewodniki i materiały edukacyjne, dział "Get Started" - opisujący krok po kroku podstawy tworzenia wydarzeń i komunikacji z użytkownikami oraz sekcja "Success Stories", w której będą pokazywane przykłady akcji na Facebooku, które odniosły sukces”.

„Instrukcje udostępnione organizacjom non-profit mają pomóc np. w zbieraniu środków poprzez portal lub poznaniu, jaką skuteczność w rzeczywistości mają kampanie przygotowane na platformie Marka Zuckerberga”.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9625872,Facebook_chce_pomoc_organizacjom_non_profit__Oczywiscie.html

opr. tor


Latem o antydyskryminacji 

Kampanię społeczną przeciw dyskryminacji pełnomocnik rządu ds. równego traktowania minister Elżbieta Radziszewska zaplanowała w telewizji na … lato. Wybór terminu dziwi specjalistę od marketingu, a sprawę opisuje Izabela Kacprzak w „Rzeczpospolitej”.

Minister Elżbieta Radziszewska powiedziała „Rzeczpospolitej”: „– Kampania ma promować ideę równego traktowania i przeciwdziałania dyskryminacji, uwrażliwiać na krzywdę ludzi cierpiących z powodu jakiejkolwiek dyskryminacji, skłaniać do zastanowienia się nad tym problemem. Chcemy promować aktywną postawę. Liczymy też, że ci, którzy ten filmik obejrzą, będą wchodzili na powstającą właśnie stronę: www.siecrownosci.gov.pl. Że będą zgłaszać się do mojego biura lub do naszych przedstawicieli w terenie”.

„30-sekundowy spot ma być adresowany do osób w wieku 15 – 65+ lat. Jego emisja – co najmniej 60-krotna – w ogólnopolskiej telewizji (jeszcze jej nie wybrano) ma ruszyć w połowie czerwca i trwać przez całe wakacje, do końca września. 15 proc. spotów ma zostać wyemitowanych w czasie najlepszej oglądalności”.

Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny agencji marketingowej z grupy Eskadra jest zaskoczony: „– Niezwykle mordercze terminy. Trudno będzie zrobić dobry, przemawiający spot o problemie dyskryminacji w trzy tygodnie. Pośpiech nie ma sensu. Zaskakujący jest też czas: w sezonie ogórkowym, gdy mało ludzi siedzi przed telewizorem”.

Ale minister Radziszewska widzi to inaczej: „– Świadomie zdecydowaliśmy się na czas wakacji, kiedy ludzie mają więcej wolnego. Mamy nadzieję, że miesiące letnie będą sprzyjać wrażliwości społecznej”

Ocenia dr Bartłomiej Biskup, politolog: „ – Idea jest szczytna, tylko termin może kojarzyć się z wyborami i kampanią wyborczą PO. Pani minister Radziszewska jest twarzą PO i rządu. Ten polityczny kontekst może źle się odbić na kampanii społecznej”.

Radziszewska replikuje:” – To, co robimy od ubiegłego roku, jest już teraz ważne, zostanie i po wyborach, i dla następnych rządów”.

„Spot jest częścią rządowego projektu realizowanego przez jej biuro: „Równe traktowanie standardem dobrego rządzenia". W zakresie walki z dyskryminacją przeszkolonych zostanie prawie 400 urzędników z całej Polski. (…) Budżet programu wynosi 6 mln zł. Jest współfinansowany ze środków europejskich. Na kampanię informacyjną przewidziano ok. 700 tys. zł. To pierwsze tego typu przedsięwzięcie w krajach UE”.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/118849,660543_Letnia_antydyskryminacja.html

opr. tor

 


Buzek blokuje interpelację

Komisja Europejska nie zajmie się sprawą ewentualnych nacisków rządu Polski na udziałowca "Rzeczpospolitej" – informuje portal www.rp.pl

Chodzi o interpelację europosłów Michała Kamińskiego, Adama Bielana, Pawła Kowala i Marka Migalskiego, w której napisali: "Zgodnie z doniesieniami tygodnika "The Economist" sprawujący w Polsce władzę rząd Donalda Tuska wykorzystuje swoje udziały w spółce Presspublica, aby wymusić dymisję redaktora naczelnego gazety "Rzeczpospolita" Pawła Lisickiego. Powyższe informacje zostały przekazane tygodnikowi przez "osoby znające kulisy rozmów między polskim rządem a brytyjskim funduszem Mecom", które są właścicielami – odpowiednio – 51 proc. i 49 proc. wydawcy Presspublica". Europosłowie pytali Komisję Europejską, „czy zna sprawę i będzie interweniować”.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek zdecydował o odrzuceniu zapytania i nieprzekazywaniu go do KE.

„– To sprawa formalna. Interpelacja nie została przekazana, gdyż z jej treści wynikało, że jej rozpatrzenie nie leży w kompetencjach Komisji Europejskiej – mówi "Rz" rzecznik przewodniczącego PE Robert Golański. – Europosłowie przekazują tysiące pytań do Komisji, dlatego służby PE zawsze zgodnie z procedurami sprawdzają ich tzw. dopuszczalność”.

Dla „Rz” skomentował tę decyzję Michał Kamiński: „– Nie wiem, od kiedy kwestia wolności mediów nie znajduje się w gestii Komisji Europejskiej. W ostatnim czasie przedstawiciele komisji i PE często wypowiadali się na ten temat, np. w sprawie nowej ustawy medialnej na Węgrzech”.

„Kamiński odwołał się od decyzji szefa europarlamentu i złożył ponowne pytanie do Komisji” – informuje rp.pl.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/118849,660444_Przewodniczacy_PE_zablokowal_interpelacje_w_sprawie_Rz.html

opr. tor

 


Rząd i Internet

Politycy wreszcie dostrzegają ogromną siłę w „społeczeństwie informacyjnym”.

„- Rząd nie musi budować "społeczeństwa informacyjnego", bo ono po prostu jest. Ci ludzie nie pytali nikogo o zgodę. Po prostu są, robią i potrafią się zorganizować. Dobrze, że strona rządowa dostrzegła tę siłę” – tak po spotkaniu Donalda Tuska ze specjalistami od Internetu powiedział na antenie TOK FM Edwin Bendyk, dziennikarz "Polityki" i bloger.

Premier apelował: „- Musicie nam pomóc. Ciągle nie umiemy zdefiniować, co naprawdę jest większym problemem: zagrożenie przestępczością pedofilską w internecie, czy sama ingerencja państwa w Internecie”.

„Jednym z ustaleń spotkania jest zasada, że zasoby finansowane z pieniędzy publicznych są własnością publiczną. Chodzi m.in. o produkcję radiowo - telewizyjną z okresu PRL. - Społeczeństwo, które raz już pokryło w formie podatków powstanie tych materiałów, powinno mieć do nich dostęp w sposób adekwatny do epoki, w której żyje. Czyli nie schowany gdzieś tam do archiwum, ale przez internet - powiedział Edwin Bendyk. - Nastąpiła redefinicja: co jest dobrem publicznym w epoce cyfrowej. To trwało trochę, bo dwa lata temu najświatlejsi przedstawiciele władzy nie za bardzo czuli, o co chodzi – dodał”.

Uczestnicy spotkania zostali też zaproszeni do grona międzyresortowego zespołu "Polska Cyfrowa".

Edwin Bendyk:

- Sfera internetu jest już regulowana prawami - związanymi ze świadczeniem usług multimedialnych, przechowywaniem danych osobistych albo blokowaniem dostępu do różnych stron np. pedofilskich. Trudność polega na tym, że nikt jeszcze nie rozstrzygnął sporu, czy internet jest alternatywną rzeczywistością i wymaga oddzielnych regulacji, czy też zwyczajne prawo stosowane w codziennym życiu wystarczy do regulowania internetu - podsumował Bendyk.


Czytaj więcej:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9621526,Rzad_radzi_sie_specow_ws__internetu___Dobrze__ze_dostrzegli.html

opr. tor

 


Poczobut szykuje się do łagru

Wpływowi urzędnicy z Grodna stoją za oskarżeniem naszego białoruskiego korespondenta Andrzeja Poczobuta o zniesławienie i znieważenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki – informuje „Gzaeta Wyborcza”.

„- Andrzej szykuje się już do drogi do łagru i powtarza, że pobyt w więzieniu jest dla niego "delegacją służbową". I prosi o jedno: by świat i Polska nie szły na żadne targi z Łukaszenką, na ustępstwa wobec reżimu w zamian na obietnicę złagodzenia losu więźniów politycznych na Białorusi - mówi żona dziennikarza Aksana Poczobut”.

„Nasz korespondent może zostać skazany nawet na cztery lata łagru za komentarze na blogu i w witrynie "Biełorusski Partizan" oraz osiem artykułów w internetowym wydaniu "Gazety". Śledczy dopatrzyli się przestępstwa nawet w tekście, w którym Poczobut słowem nie wspomniał o Łukaszence”.

Czytaj więcej:

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9616081,Poczobut__Lukaszenka_na_swiadka.html

opr. tor

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl