Handlowanie domenami

Na aukcjach nie brakuje ofert domen internetowych z nazwiskami gwiazd. Czasem takie adresy odkupują sami celebryci. O biznesie cybersquatterów, czyli tych, którzy rejestrują i sprzedają z zyskiem ciekawe adresy, wystawiając swoje oferty w popularnych serwisach aukcyjnych pisze na swojej stronie internetowej „Rzeczpospolita”.

Jakie są ceny popularnych domen? „Na Allegro domenę Doda. mobi można było kupić w zeszłym tygodniu za 60 tys. zł. Chętnych na razie brak. Doda-sex.pl jest o wiele tańsza – 800 zł. Jeśli nie Doda, to może Edyta Górniak? Za Edyta-Górniak.pl sprzedający chce 2,9 tys. zł. Dużo mniej trzeba zapłacić za Anna-Mucha.pl – tylko 500 zł”.

Okazuje się, że domena z nazwiskiem premiera jest jeszcze droższa. "Ostatnia taka domena" – reklamuje sprzedawca Donald-Tusk.eu”. „ Ci, którzy zamiast licytować, wolą wybrać opcję "kup teraz", muszą wyłożyć 150 tys. zł. Adresów ze znanym nazwiskiem jest w sieci zatrzęsienie. Jeśli wymyślisz nowy, zarezerwować go możesz już za kilka czy kilkanaście złotych”.

„– Inwestowanie w domeny z nazwą marki jest ryzykowne, bo firma będzie chciała je odzyskać. Za to wciąż rzadko zdarza się, by nasi celebryci walczyli o swoje adresy – mówi "Rz" Krzysztof Jagliński z firmy Nazwa.pl, która je rejestruje”.

Na Zachodzie jest inaczej: „o swój internetowy wizerunek walczyły gwiazdy takiego formatu, jak Julia Roberts, Brad Pitt czy Sting”.

Polskie gwiazdy nie dbają o wizerunek w Internecie.  Wolą pokazać się na bankiecie z nowym partnerem.

 „– Samo zarejestrowanie domeny zawierającej nazwisko nie zawsze będzie uznane za czyn niedozwolony – tłumaczy Ireneusz Matusiak, prezes Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Wskazuje, że jeśli na stronie nie ma materiałów naruszających dobra osoby, której nazwisko zostało wykorzystane w adresie, nie ma podstaw, by rościć sobie do niej prawa. – Gdy na stronie nie ma treści, a domena jest od razu wystawiana na sprzedaż, możemy badać, czy doszło do cybersquattingu. Każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie. Trzeba sprawdzić, czy domenę rejestrowano wyłącznie z chęci osiągnięcia zysku – mówi Matusiak”.

„Marzena Ryba, która odsprzedaje domeny, przestrzega tych, którzy chcieliby szybko zarobić na cybersquattingu. Zarobek rzędu kilkudziesięciu tysięcy to nie jest łatwa sprawa”.

„– Jeśli się stworzy serwis, nawet zwykły blog, wypozycjonuje się go i zdobędzie kilka tysięcy użytkowników, wtedy ma wyższą wartość. Można go sprzedać nawet za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych – wyjaśnia”.

Czytaj więcej:

www.rp.pl/artykul/118849,663882_Doda_za_osiemset__Mucha_za_piecset.html

opr. tor


 

 


 

 

Wojewódzki i Materna – niegodne twarze polskiej prezydencji?

Krzysztof Materna i Kuba Wojewódzki będą reżyserami koncertu inaugurującego polską prezydencję w Unii Europejskiej – powtarza za doniesieniami TVP Info serwis Niezależna.pl.

Portal przypomina, jak Wojewódzki ocenił wybór jego i Materny na gospodarzy koncertu z 1 lipca: „Nie ukrywam faktu, że jesteśmy zauważalnymi indywidualistami” – czytamy na Niezależna.pl.

„>>Indywidualista<< Wojewódzki jest gwiazdą programów dla masowej widowni i jednym z wielu "celebrytów" atakujących PiS. W 2007 r. doradzał w kampanii wyborczej Platformie Obywatelskiej, potem wspierał m.in. Ruch Poparcia Palikota” – pisze Niezależna.pl. Serwis przypomina też, że TVN – stację zatrudniającą Wojewódzkiego, KRRiT ukarała za wbijanie polskiej flagi w psie odchody w czasie programu „Kuba Wojewódzki”, którego gościem był rysownik Marek Raczkowski.

Materna – jak informuje Niezależna.pl – otwarcie popierał Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich i nazywał go „mężem stanu”.

Pomysł na zbojkotowanie obecności Wojewódzkiego na scenie w czasie lipcowego koncertu inaugurującego polską prezydencję zaproponował na swoim blogu Ludwik Dorn. „Po prostu trzeba wynająć telebim i przez cztery godziny koncertu prowadzonego przez Wojewódzkiego puszczać na nim ten fragment jego programu, podczas którego wtyka polską flagę w psie gówna. Podkład muzyczny: oczywiście "Oda do Radości" z IX symfonii Beethovena, hymn Unii Europejskiej – radzi były marszałek Sejmu.

 

Czytaj: http://niezalezna.pl/11017-wojewodzki-twarza-polskiej-prezydencji, http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kuba-wojewodzki-twarza-prezydencji-w-ue-polska-pre,1,4354612,wiadomosc.html

 

Opr. OG


 

Rząd gnębi dziennikarzy

„Zamknięcie w areszcie niezależnego dziennikarza i porwanie drugiego z ulicy” – to zdaniem „Gazety Polskiej” dowody na represje, jakie spotykają w ostatnim czasie środowiska patriotyczne w Polsce.

Magdalena Michalska i Magdalena Nowak przypominają na łamach nowego wydania „GP” historię Klaudiusza Wesołka – niezależnego dziennikarza internetowej stacji TVG-9, którego na 2 tygodnie zamknięto w areszcie za odmowę wykonania prac publicznych. „Wesołek miał sprzątać ulice za to, że śmiał filmować happening Akcji Alternatywnej Naszość” – informują publicystki.

Drugim przypadkiem, który opisują Michalska i Nowak jest sprawa Michała Stróżyka – dziennikarza „Gazety Polskiej” pobitego przez warszawską straż miejską za filmowanie akcji namiotowej stowarzyszenia „Solidarni 2010”. Publicystki przywołują w „GP” komentarz komendanta straży miejskiej w Warszawie, według którego dziennikarza i chcących wyprowadzić go spod namiotu funkcjonariuszy przewrócił ktoś z tłumu. W odpowiedzi, piszą: „Na filmikach dokumentujących przebieg całej sytuacji widać wyraźnie, że to strażnik miejski przewraca dziennikarza. Zamiast więc wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy użyli przemocy wobec Michała Stróżyka, broni się ich, co gorsza zaprzeczając faktom”.

„Gazeta” przypomina też przypadek Filipa Rdesińskiego – innego dziennikarza „GP”, który spalił kukłę Władimira Putina, za co funkcjonariusze „porwali go z ulicy”. Rdesińskiemu grozi areszt lub wysoka kara – ironizują autorki tekstu – „za nieostrożne obchodzenie się z ogniem”.

Michalska i Nowak piszą w swoim artykule również o dziennikarce TVN, którą w czasie finałowego meczu Pucharu Polski w Bydgoszczy, kopnął jeden z kibiców. Według nich, w celu ściganiu chuligana „postawiono na nogi cały aparat państwa”.

 

Więcej w artykule Magdaleny Michalskiej i Magdaleny Nowak „Apartheid Donalda Tuska” na str. 12 najnowszego wydania „Gazety Polskiej”.

 

Opr. OG


 

Polska publicystyka podzielona

Kto dzieli? Elity, które strasząc społeczeństwo swoimi fobiami, prowadzą do ich histerycznych interpretacji przez dziennikarzy. Tym samym powstaje poglądowy mur w opinii publicznej, który medialni przeciwnicy stale podnoszą w górę. Wszystko po to, by zdobyć tytuł lidera opinii publicznej.

Robert Krasowski w nowym wydaniu „Polityki” wychodzi od tego, że jednym z tych, którzy po odzyskaniu przez Polskę wolności w 1989r. straszyli „demonami nacjonalizmu” był Adam Michnik – redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Krasowski pisze, że Michnik wypracował sobie w tamtych czasach pozycję lidera opinii publicznej. Publicysta odpowiada, skąd u redaktor „GW” brały się czarne wizje: „W przypadku Michnika pesymizm zrodziło specyficznie przeżyte doświadczenie Marca ’68. Michnik uznał, że komunizm nie sprawdził się jako wychowawca (…) Dlatego w epoce III RP żywił generalny sceptycyzm wobec mas, kreślił kolejne scenariusze, w których zrewoltowana większość występuje przeciw wolności, demokracji i prawu”. Krasowski pisze też, że afera Rywina, która „uwiarygodniła układowe wizje i otworzyła Kaczyńskiemu drogę do władzy”, zwiększyła zapotrzebowanie na czarne wizje redaktora Michnika.

W swoim tekście Krasowski stwierdza, że u progu nowego wieku wyrosło w Polsce nowe pokolenie gotowe pogłębiać publicystyczne podziały – generacja złożona głównie z zaangażowanych politycznie ekspertów oraz prasowych i telewizyjnych dziennikarzy, którzy wyrośli na liderów opinii publicznej. Najważniejsza w tym podziale nie była wcale różnica poglądów, ale wzajemna niechęć. „Środowiskowe urazy wewnątrz świata dziennikarskiego podzieliły go jeszcze mocniej niż świat polityków. Prawicowi publicyści nie mogli wybaczyć liberalnym, że na początku lat 90. potraktowali ich nie jako partnerów do dyskusji, lecz jako groźnych radykałów. Dlatego w następnej dekadzie rosnące w siłę prawicowe media brały odwet (…) na liberalnych mediach” – czytamy w nowej „Polityce”.

Zdaniem Roberta Krasowskiego, nowy układ polityczny, który wysunął na czele Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, pogłębił narastające między mediami antagonizmy. „Walka o władzę (…) stała się tłem dla sporu abstrakcyjnych idei i rozkręcającej się wojny dziennikarzy. Przedmiotem sporu nie były już tylko decyzje polityczne, ale również tezy publicystyczne, linia gazet, sposób prowadzenia dyskusji telewizyjnej. Polacy ulegali pokazywanym w mediach emocjom” – komentuje Krasowski. I dodaje, że to kolejny dowód na to, iż polska debata publiczna zamiast wychwytywać istniejące w społeczeństwie podziały, sama je wywołuje i pogłębia.

Jako przykład ostatniego „zbudzenia się demonów” i wzmocnienia podzielonej debaty publicznej, Krasowski podaje katastrofę smoleńską. „Konflikt o krzyż był wojną nie ludu, nie polityków, ale publicystów i ideologów” – kwituje.

 

Więcej w artykule Roberta Krasowskiego „Piszą i dzielą” na str. 26-28 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.

 

Opr. OG


 

Natura zastąpi modę

Telenowela "Moda na Sukces" (The Bold and The Beautiful) znika na lato  z anteny TVP po ponad 5 tysiącach odcinków! W tym czasie telewizja pokaże filmy dokumentalne "Natura w Jedynce" – informuje TOK FM.

TVP podliczyła wpływy z reklam, wyemitowanych przed i po „Modzie na sukces” w ciągu ostatnich 13 lat. Wynik jest rewelacyjny: 531 mln złotych. „Szczyt popularności opery mydlanej przypadł na rok 1997” – zauważa Radio TOK FM. „Przed 13 laty opera miała średnio 4,7 mln widzów i blisko 60 proc. udziału w rynku. Potem zainteresowanie spadło. W 2009 r. serial oglądało 2,26 mln osób.Wciąż jednak Jedynka czerpała spory zysk z reklam przed i po serialu. Największą sumę zainkasowała jeszcze w 2007 r.”.

„W Telewizji Polskiej serial zadebiutował we wrześniu 1994 r. Jedynka rozpoczęła nadawanie od 215 odcinka. - Kiedy we wrześniu zaczynaliśmy emitować "Modę na sukces", serial już liczył sobie 7 lat. Realia przedstawione w pierwszych odcinkach odbiegały tak dalece od ówczesnej polskiej rzeczywistości, że akcja serialu była chwilami trudna do zrozumienia. - Nie chcąc też "mieszać" widzowi w głowie, zdecydowaliśmy się numerować odcinki kolejno naszą numeracją - od nr 1” - tłumaczy decyzję na antenie TOK FM Władysław Frączak, kierownik redakcji Filmu, Seriali i Dokumentu TVP 1 .

Od 13 czerwca w godzinach 15.50 - 17.00 "Jedynka" pokaże cykl filmów dokumentalnych "Natura w Jedynce".

Źródło:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9662002,Letnia_rewolucja_w_TVP__filmy_przyrodnicze_zamiast.html

opr. tor


 


Rząd wkracza do sieci

Rząd Tuska zabiera się za fora internetowe. Rada Ministrów planuje ustalić jasne zasady blokowania i usuwania nielegalnych treści w internecie za pomocą specjalnego rozporządzenia. Dzięki temu, że nowe przepisy nie będą zapisane w ustawie, łatwo będzie można je dopasowywać do realiów – ustaliła Sylwia Czubkowska z „Dziennika Gazety Prawnej”.

W swym nadzwyczaj interesującym tekście autorka infromuje, że tylko w kwietniu tego roku do jednego z większych portali napłynęło ponad 17 tysięcy skarg na obraźliwe czy łamiące prawa autorskie wpisy internautów. „Do tej pory prawo nie regulowało, jak konkretnie dostawcy mają odpowiadać na podobne skargi, tylko ogólnie opisywało: serwis internetowy jest zwolniony z odpowiedzialności za treść komentarzy, linków czy innych form publikacji do momentu otrzymania informacji o tym, że taki wpis łamie przepisy”.

Rząd przygotowuje nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Ma ona uregulować zasady, na jakich takie treści będą blokowane.

Wojnę z chamskimi, obraźliwymi i antysemickimi wpisami w Internecie rozpoczął minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Mimo przeprosin wydawców, skierował pozwy przeciwko portalom „Faktu” i „Pulsu Biznesu”. Rieger Axel Springer oraz Wprost całkowicie zablokowały fora. ABW zajęła się z kolei sprawą strony Antykomor.pl, krytykującej prezydenta.

„Nowelizacja ustawy kończy z anonimowymi skargami oraz wprowadza konkretne terminy na ich rozpatrzenie, odpowiedź i podjęcie dalszych kroków przez serwis i internautów. Jak dowiedział się „DGP”, w ostatniej chwili zapadła decyzja, aby przepisy dotyczące blokowania treści opisać nie w samej ustawie, tylko specjalnym rozporządzeniu MSWiA. Dzięki temu będzie można je łatwiej zmieniać i dopasowywać do potrzeb rynku”.

„– Treści, co do których poszczególne osoby czy firmy mogą mieć zastrzeżenia, są coraz większym problemem. To mogą być linki do utworów łamiących prawa autorskie, fałszywe konta na portalach społecznościowych podszywające się pod konkretne osoby, obraźliwe komentarze” – tłumaczy wiceprezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego Wiesław Paluszyński.

„Do tej pory internauta, czując się poszkodowanym, mógł tylko liczyć na dobrą wolę moderatora lub decydować się na pozew i tak dochodzić swoich roszczeń. Z drugiej strony rozpatrywanie nawału skarg jest też obciążeniem dla dostawców usług. – W ostatnim czasie liczba takich zgłoszeń wyraźnie wzrosła – przyznaje prawnik Olgierd Rudak, który prowadzi blog na Money.pl. – Niestety, zdarza się, że pokrzywdzeni nie zadają sobie trudu z uzasadnieniem żądania ani też ze wskazaniem konkretnych treści naruszających prawo, więc z punktu widzenia usługodawcy można mieć duże wątpliwości co do sposobu postępowania z nimi – dodaje Rudak”.

„Te problemy mają rozwiązać nowe zasady odpowiadania na skargi” – pisze Sylwia Czubkowska. „– W amerykańskim prawie taka procedura blokowania łamiących prawo wpisów nazywa się „notice and takedown” i właśnie w oparciu o to rozwiązanie opracowywane są nasze przepisy” – autorka cytujre Wiesława Iszkowskiego, prezesa Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

„A zmiany mają być rewolucyjne: zgłaszający złamanie prawa będzie musiał podpisać się pod skargą i podać kontakt do siebie. Będzie też musiał wskazać nie tylko konkretną informację, którą uznał za łamiącą jego prawa, ale także uzasadnić, na jakiej podstawie się skarży”.

„Dopiero gdy te formalności zostaną dopełnione, serwis będzie musiał interweniować. Na wykasowanie wpisu lub uzasadnioną odpowiedź odmowną ma mieć góra trzy dni robocze. Trzy dni ma mieć też internauta, którego wpis wykasowano, na ewentualne odwołanie się i uzasadnienie przywrócenia wpisu. – Ramy czasowe mogą jeszcze się zmieniać w toku dalszych prac nad rozporządzeniem. Najważniejsze jest jednak to, że mają być wspólne dla wszystkich serwisów – dodaje Iszkowski”.

O tym, jakie uprawnienia ma pokrzywdzony internauta oraz, co sądzą o tym administratorzy portali czytaj:

wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/337230,rzad-tuska-czysci-fora-internetowe.html,4

opr. tor

 


Bezpłatna wycieczka na Białoruś

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka prowadzi PR w Polsce. Ecoom, instytucja uznawana za przybudówkę KGB Białorusi, sprasza dziennikarzy na sponsorowany wyjazd do Mińska – informuje „Rzeczpospolita”.

Agnieszka Romaszewska, dyrektor Biełsat TV, satelitarnego kanału telewizji w języku białoruskim nie ma wątpliwości, że „za tą akcją stoją białoruskie służby specjalne”.

„Zaproszenie do bezpłatnego "wyjazdu reporterskiego na Białoruś" wystosowało do dziennikarzy kilku redakcji warszawskie Stowarzyszenie Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, założone przez Mateusza Piskorskiego, byłego posła Samoobrony, wcześniej działacza Niklot, propagującego nacjonalizm słowiański”.

„– Pokrywamy wszystkie koszty wyjazdu. Środki pochodzą z dotacji związanych z prowadzonym przez nas doradztwem biznesowym, m.in. w Rosji” – wyjaśnia Piskorski.

W zaproszeniu – jak cytuje „Rzeczpospolita” - jest mowa o możliwości zebrania "cennych materiałów do reportaży i artykułów dotyczących współczesnej Białorusi". Ale, jak ustaliła "Rz", głównym punktem wyjazdu mają być spotkania z członkami rządu Aleksandra Łukaszenki. A za akcją stoi ściśle związane z Łukaszenką Centrum Analityczne Ecoom w Mińsku”.

Andrej Żukawiec, działacz opozycyjnego Młodego Frontu, na emigracji w Polsce o Ecoomie mówi tak: „To typowo ideologiczno-propagandowa instytucja stworzona przez KGB Białorusi. Jest bezpośrednio podporządkowana Informacyjno-Analitycznemu Centrum przy administracji prezydenta Łukaszenki, czyli specsłużbie kierowanej przez Wiktora Łukaszenkę, syna prezydenta".

„Na czele Centrum Analitycznego Ecoom stoi Siarhiej Musijenka, doradca prezydenta Łukaszenki. Po kwietniowym zamachu w mińskim metrze, w którym zginęło 12 osób, Musijenka ogłosił: – Wybuch jest efektem nadmiernego liberalizmu władz wobec opozycji”.

„Rzeczpospolita” ustaliła, że „Centrum Ecoom przygotowało dla dziennikarzy, którzy zdecydowaliby się na sponsorowany wyjazd, rozmowę z Uładzimirem Makiejem, szefem administracji Łukaszenki. W połowie maja Makiej podpisał prezydencki dekret nakazujący sprawdzenie w zakładach pracy "stanu dyscypliny i poziomu świadomości ideologicznej". Dziennikarze mieliby się też spotkać z Łukaszenką”. „– Jeśli będą to media atrakcyjne dla prezydenta” – zauważa Piskorski.

„– Lepiej trzymać się od tego z daleka. To będzie propagandowa "opracowka" dziennikarzy za pomocą socjotechniki, wykorzystana w reżimowych mediach” – ocenia Żukawiec.

„– Od pewnego czasu obserwujemy propagandową aktywność służb specjalnych Łukaszenki – potwierdza Agnieszka Romaszewska. – Przypominam, że w białoruskim więzieniu przetrzymywany jest nasz kolega Andrzej Poczobut”.

Czytaj więcej:

www.rp.pl/artykul/118849,663263_PR_Lukaszenki_w_Polsce.html

opr. tor

 


 

Przeciwko „napalonej pokojówce”

Stowarzyszenie Twoja Sprawa skarży do prokuratury reklamy filmików porno w telemagazynach – informuje „Rzeczpospolita”.

Rafał Porzeziński ze stowarzyszenia Twoja Sprawa wyjaśnia gazecie, że „w magazynach telewizyjnych obok reklam tapet na telefony komórkowe z obrazkami maskotek lub gier komputerowych dla dzieci znajdują się reklamy ostrych filmów pornograficznych z modelkami w wyuzdanych pozach i hasłami takimi jak: "napalona pokojówka czeka, by cię obsłużyć" czy "zaliczcie uczennice" . Podkreśla, że nakłady magazynów telewizyjnych sięgają ponad 2 mln egzemplarzy i dostęp mają do nich także małe dzieci.

„–A ściągnięcie takiego filmu na komórkę jest banalnie proste. Wystarczy wysłać esemes. Nikt skutecznie nie weryfikuje tego, czy robi to osoba dorosła, czy dziecko” – tłumaczy.Dlatego rodzice zawiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Wskazali m.in. na "Tele Tydzień", "Tele Świat" i "Imperium TV", powołując się na art. 202 kodeksu karnego o rozpowszechnianiu pornografii.

Znany adwokat Krzysztof Stępiński uważa, że można w tym przypadku udowodnić naruszenia prawa.

Czytaj więcej:

www.rp.pl/artykul/118849,663264_Rodzice__nie_dla_reklam_pornografii.html

opr. tor

 


 

Nominacje do Nagrody Radia TOK FM

Michał Boni, Andrzej Poczobut i Centrum Nauki Kopernik otrzymali nominacje do Nagrody Radia TOK FM, która zostanie wręczona po raz pierwszy. Laureata poznamy w sobotę,  11 czerwca.

Nagroda zostanie przyznana za „wyjątkowym wpływem na rzeczywistość” w ciągu ostatniego roku.

Michała Boniego Kapituła nagrody nominowała „Za rozum, wrażliwość społeczną i wielki takt przy organizowaniu państwowych uroczystości po katastrofie smoleńskiej” oraz to, że „jako jedna z niewielu osób aktywnych w życiu politycznym rozumie i wdraża w praktyce sens pojęcia polityka ". „Jego wpływ na życie naszego kraju jest niezwykle znaczący choć nie spektakularny. Uczy nowoczesnej postawy patriotycznej. Postawy pracowitości, uczciwości i odwagi”.

Andrzej Poczobut, białoruski korespondent „Gazety Wyborczej” i zarazem działacz polonijny - który siedzi w więzieniu pod zarzutem obrażenia dyktatora Aleksandra Łukaszenkę - nominowany został „ Za odwagę” . Za to, że „nie pozwala zapomnieć, że dyktatura na Białorusi jest hańbą Europy”. Poczobut to „symbol opozycji białoruskiej i wolności słowa”, który „przypomina i Polsce i Europie, że podstawową misją dziennikarza jest przekazywanie prawdy - czasami za wszelka cenę, niezłomne patrzenie władzy na ręce i stanie na straży wolności słowa. Przypomina też i dziennikarzom i opinii publicznej o sile słowa i prawdy, bo właśnie ze strachu przed nimi reżim go prześladuje”.

Centrum Nauki Kopernik „zostało nominowane jako pierwsze w Polsce miejsce pozwalające na aktywny udział publiczności w rozpoznawaniu zjawisk naukowych, platforma spotkań merytorycznych, a także przestrzeń do organizacji wystaw, sztuk teatralnych, debat, wycieczek, konkursów i spotkań z zagranicznymi gośćmi”.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9659893,Nagroda_Radia_TOK_FM__Oto_trzy_nominacje_.html

opr. tor


 


Skracanie autopromocji

Znowelizowana ustawa o radiofonii i telewizji ogranicza autopromocję stacji telewizyjnych i radiowych. Nadawcy twierdzą, że będą "iść z duchem" nowego prawa, zanim Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji określi nowe reguły w rozporządzeniach – pisze Vadim Makarenko w wyborczej.biz.

Zmieniona ustawa o radiofonii i telewizji zaczęła obowiązywać w poniedziałek. Wprowadza nowe przepisy dotyczące autopromocji. „Do tej pory ograniczone były jedynie reklamy - do 12 minut na godzinę, a na promowanie swoich programów stacje mogły przeznaczać dowolną ilość czasu. Zazwyczaj umieszczały te zapowiedzi w blokach reklamowych. Autopromocje zaczęły też pojawiać się w postaci ruchomych pasków albo obrazków, które wybuchały nagle na ekranach w trakcie programów” – przypomina Vadim Makarenko.

Ale w nowej sytuacji prawnej ustawa tego zabrania. „Zapowiedzi programów telewizyjnych i radiowych mają być podzielone na spoty autopromocyjne i ogłoszenia nadawcy. Pierwsze mają zmieścić się w 12 minutach, które stacja przeznacza na reklamę. Kolejne dwie minuty mogą być przeznaczone na ogłoszenia własne nadawców, które otwarcie nie zachęcają do oglądania programów. „Piraci z Karaibów o godz. 20” - to ogłoszenie, za to „Zapraszamy na »Piratów z Karaibów « o godz. 20” - to już autopromocja”.

„Piotr Fajks, prezes TV 4, zwraca uwagę, że do tej pory godzina w telewizji komercyjnej była wypełniona w 40-44 minutach filmem, serialem albo innym programem i w 12 minutach reklamą. Pozostałe 4-6 minut zajmowała autopromocja. Ograniczenie jej do dwóch minut stworzy 2-4-minutową lukę. - Własne produkcje możemy wydłużać albo skracać, ale większość zagranicznych ma określoną długość wypracowywaną latami - podkreśla Fajks. Karol Smoląg, rzecznik TVN, twierdzi, że nowa ustawa "jest wręcz niewykonalna".

„Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie wydała jeszcze rozporządzeń wykonawczych do nowych przepisów. Według Katarzyny Twardowskiej, rzeczniczki KRRiT, mogą być one gotowe do połowy czerwca”.

„Stacje zapowiadają, że będą przestrzegać nowych przepisów już od pierwszego dnia. Jednak nie mówią jak. - Będziemy iść z duchem ustawy i wprowadzimy pewne zmiany. Jak to oceni Rada, nie wiem - mówi szef TV 4. Karol Smoląg zapowiada, że TVN skróci autopromocję, natomiast nie ujawnia, czym wypełni pozostałe kilka minut. Tomasz Matwiejczuk, rzecznik Polsatu, zapowiada "stopniowe dostosowanie się do ustawy".

„Nadawcy szykują się do zajawiania własnych programów w specjalnych audycjach, które nie będą zaliczane do limitów reklamowych czy autopromocyjnych. Niewykluczone, że komercyjne telewizje pójdą w ślady TVP, w której programy zapowiadają prezenterzy” – informuje Vadim Makarenko.

Czytaj:

wyborcza.biz/biznes/1,101558,9651177,Do_stacji_telewizyjnych_moga_wrocic_gadajace_glowy.html

opr. tor

 


Wyrywają sobie Ibisza

Największy polski tablid – „Fakt” – pisze o walce, jaka toczy się o Krzysztofa Ibisza między TVN a Polsatem. Gazeta dowiedziała się nieoficjalnie, że „Polsat nie chce puścić swojego najpopularniejszego prezentera do "Tańca z gwiazdami" i dała mu ultimatum. Jeśli zgodzi się wziąć udział w show TVN-u, jego kariera w Polsacie może się zakończyć”.

Ibisz od wielu lat kojarzony jest z największymi programami i festiwalami telewizji Polsat, ale niejedna stacja chciałaby mieć go u siebie. „Ostatnio na Krzysztofa pazurki ostrzy sobie TVN. Jego szefowie postanowili wykorzystać ciągnącą się od kilku miesięcy sytuację, że prezenter rzadko pojawiał się na antenie Polsatu i zaproszono go do „Tańca z gwiazdami””.

Według „Faktu” Polsat postawił Ibiszowi ultimatum: jeśli weźmie udział w show TVN-u, jego droga kariery w telewizji Zygmunta Solorza zostanie zamknięta.

Czytaj:

www.fakt.pl/Wyrzuca-Ibisza-z-pracy-jesli-pojdzie-do-,artykuly,104491,1.html

opr. tor

 


TVP Gdańsk: było przestępstwo czy nie?

Prokuratura umarza postępowanie w sprawie nieprawidłowości w funkcjonowaniu TVP w Gdańsku. Ale Najwyższa Izba Kontroli zapowiada odwołanie – informuje dzisiaj Grzegorz Szaro w gdańskim wydaniu „Gazety Wyborczej”.

Autor cytuje Grażynę Wawryniuk, rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Gdańsku: „ - Postępowanie było prowadzone w kierunku nadużycia posiadanych uprawnień bądź niedopełnienia ciążących obowiązków przez osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi ośrodka telewizji”.
„Chodzi o okres od października 2006 r. do końca 2009 r. W tym czasie gdańską TVP kierowała Joanna Strzemieczna-Rozen. Sprawa trafiła do prokuratury kilkanaście miesięcy temu, po doniesieniach nowego dyrektora ośrodka i NIK, która w 2009 r. prześwietlała gdański ośrodek telewizji. Śledczy przeanalizowali także materiały przekazane przez Biuro Audytu i Kontroli Wewnętrznej TVP. - Z nich również wynikało, że w TVP Gdańsk mogło dochodzić do nadużyć w zakresie decyzji podejmowanych przez ówczesne kierownictwo, przede wszystkim przy kontraktach z podmiotami zewnętrznymi na usługi z zakresu reklamy, marketingu i PR. Zeznania świadków i analiza całego materiału dowodowego nie dają jednak podstaw do przypisania ówczesnemu dyrektorowi ośrodka popełnienia przestępstwa - mówi Wawryniuk”.
„Zdaniem prokuratury "od strony karnej nie można podważyć zasadności powierzania niektórych zleceń rodzinie i osobom powiązanym z dyrekcją ośrodka". Rzeczniczka prokuratury tłumaczy to tak: „- Nie było żadnych uregulowań zabraniających takich powiązań. Przy czym członkowie zarządu TVP SA byli świadomi istniejących powiązań. Działania tego typu można rozważać jedynie w aspektach etycznych, co już nie leży w kompetencji prokuratury”.
Paweł Biedziak, rzecznik NIK, jest odmiennego zdania: „- Z przeprowadzonej przez NIK kontroli wynika, że jest uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Będziemy się odwoływać od decyzji prokuratury”.
Czytaj:

trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,9660985,Prokurator__w_TVP_Gdansk_nie_doszlo_do_przestepstwa.html

opr. tor

 


Zakaz wjazdu na Białoruś

Władze Białorusi odmówiły wjazdu Eugeniuszowi Wappie, prezesowi Białoruskiego Radia Racja i redaktorowi naczelnemu tygodnika "Niwa". Anulowano mu bezterminowo wizę – informuje „Rzeczpospolita”.

Wappa uważa, że „wpisanie go na listę osób niepożądanych jest reakcją na działalność niezależnych mediów nadających na teren Białorusi”.

Wappa wydał oświadczenie: „- Ten incydent jest związany z tym, że Białoruskie Radio Racja nadające (na Białoruś) z Białegostoku i Białej Podlaskiej, jest realnym medium dostarczającym społeczeństwu białoruskiemu niezależną i obiektywną informację. Nie widzę innych przyczyn odmowy wjazdu na Białoruś, skoro miałem wizę służbową, wydaną na zaproszenie Światowego Związku Białorusinów Baćkauszczyna - głosi jego oświadczenie.

„Wappa jest też działaczem mniejszości białoruskiej w Polsce, przewodniczącym Związku Białoruskiego w RP. - Dlatego te działanie administracji Aleksandra Łukaszenki odbieramy jako akt agresji nie tylko przeciw europejskim, demokratycznym wartościom, nie tylko przeciw niezależnym mediom, ale również przeciw środowisku mniejszości białoruskiej w RP - napisano w oświadczeniu Radia Racja”.

Czytaj więcej:

www.rp.pl/artykul/118849,663138_Szef_Bialoruskiego_Radia_Racja___niepozadany_na_Bialorusi.html

opr. tor

 


Wiceprezesi podważają wartość „Rzeczpospolitej”

Nie milkną echa konfliktu w zarządzie Presspubliki w związku z wypowiedziami reżysera Grzegorza Brauna, opublikowanymi przez „Rzeczpospolitą”.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy publikuje opinię o przeprosinach dwóch członków zarządu Presspubliki za wywiad "Rz" z Grzegorzem Braunem. "Widać niezgodę w jej władzach, widać, że ich członkowie podważają wartość swego markowego produktu" – podkreśla Marek Markiewicz – cytuje „Rz”.

Marek Markiewicz, adwokat i były przewodniczący KRRiT uważa, że list Łętowskiego i Sieranta "rażąco przekracza zakres zwykłych czynności spółki i nadużywa reguły dwuosobowej reprezentacji, skoro cały zarząd nie podjął w tej sprawie uchwały, a zasadą dotąd w statucie i regulaminie była autonomia redakcji".

„Ekspert zauważa też, że w zewnętrznym odbiorze redakcja została ustawiona w opozycji do opinii części zarządu wydawcy”.

"Redakcja zatem nie zna dnia i godziny i czeka, kiedy z najbliższego otoczenia, ale przecież władczego, wypłyną na zewnątrz nagany lub pochwały". Jego zdaniem konsekwencją takich działań może być utrata zaufania do gazety, czyli produktu spółki. "Tak być nie powinno, gdy dotyka to delikatnej sfery wolności mediów i wpływu właściciela na publikacje i filozofię redakcji" – akcentuje Markiewicz.

Czytaj:

www.rp.pl/artykul/118849,663265_Marek_Markiewicz_o_sytuacji_w_Presspublice.html

opr. tor

 

 



 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl