Tylko dobre wieści
Włoski dziennik „L'Ottimista" od roku publikuje tylko dobre wiadomości. Nie ma w nim żadnych plotek o „bunga bunga” Silvio Berlusconiego, włoskiej mafii, czy bezrobociu.
„Na łamach można więc przeczytać o uchodźcy, który uratował tonące dziecko u wybrzeży wyspy Lampedusa, ale sam stracił życie, albo o odkryciu naukowców, że zakochani są odporniejsi na ból, czy o Japończyku, który wydobył z zawalonego domu kobietę” – informuje „Rzeczpospolita” za DPA.
„Wszystkie teksty mają dotyczyć dobrych wiadomości, bo tylko takie mają od roku dostęp na łamy dziennika. Są inne od panoramy medialnej we Włoszech, zdominowanej przez eskapady premiera, poczynania mafii czy złą sytuację gospodarczą”.
Luca Marcolivio, 34-letni redaktor naczelny gazety wychodzącej od lutego 2010 roku, mówi tak: „Nasze informacje nie są może najbardziej poczytne, nie przyciągają takiej uwagi, ale chociaż nie dotyczą seksu czy przemocy mają swoją rację bytu”.
„L'Ottimista", gazeta mająca swą redakcję w centrum Rzymu, zaczyna zarabiać na reklamach i ogłoszeniach, ale utrzymuje się nadal z darowizn.
Czytaj więcej:
www.rp.pl/artykul/67344,665564__L_Ottimista___Dziennik_pelen_optymizmu.html
opr. tor
Dziennikarz spod znaku polityka
Czy czeka nas powrót dziennikarskiej szkoły spod znaku wazeliniarstwa i sprzyjania obecnej władzy? – pyta w nowym wydaniu „Uważam Rze” Krzysztof Feusette. Publicysta analizuje polski rynek medialny i wykazuje, że nie ma dziennikarzy niezależnych, a ich medialnymi nastrojami kierują polityczni działacze.
Feusette pokazuje w „Uważam Rze”, że dziennikarze stacji TVN są w swoich ocenach łagodni względem Platformy Obywatelskiej, nie stosując wobec partii rządzącej konstruktywnej krytyki. Atakują za to opozycję, podobnie jak Stefan Bratkowski, Tomasz Lis, Ernest Skalski czy Piotr Bratkowski. Feusette ukazuje też, że niezbalansowane są udziały zwolenników prawicy w stosunku z prorządowymi przedstawicielami świata opinii publicznej w mediach.
Publicysta odkrywa sposoby wspierania partii rządzącej, jakie wykorzystują polskie media. „Mamy na małym ekranie ludzi, którzy wyspecjalizowali się w manipulacjach” – pisze Feusette. „Niektórzy nie rozstają się z wazeliną, jeszcze inni mają za zadanie rzucać oszczerstwami, a potem, gdy kłamstwo zaczyna żyć własnym życiem, wycofują się z niego z obrażoną miną. I jakoś się kręci” – dodaje.
Krzysztof Feusette opisuje również przemianę, jaką przeszły polskie media. To, co w czasach PRL nazywano propagandą, urosło obecnie – zdaniem publicysty – do miana politycznego PR. W ramach tego prorządowego PR, dziennikarze stosują chwyty osłabiające zarówno medialnego przeciwnika, jak i politycznego opozycjonistę. Na czele tych trików stoją niedopowiedzenia i łagodzenie wpadek PO dawnymi wpadkami PiS.
Feusette oburza się też na zachowanie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, która apelując o zaprzestanie „przemysłowi propagandy” przez tzw. prawicowych dziennikarzy, sama – według publicysty - ten przemysł napędza. Czym? Prorządową polityką informacyjną, którą współtworzy.
Prorządowe przekazy medialne wzmacnia jeszcze jeden zabieg: „Każdy przekaz, który mógłby stwarzać wrażenie, że opozycja ma lepsze od rządu pomysły na rozwiązanie problemów, jest w mainstreamowych mediach natychmiast >>zatuptany<< rechotem” – przekonuje Feusette.
Na koniec publicysta „Uważam Rze” pyta dlaczego dziennikarze pracujący dla prywatnych stacji i wedle tego zatrudnienia uprawnieni do posiadania politycznych preferencji, tak skrycie je ukrywają, zamieniając się tym samym w „prorządowe trąby, bądź jak kto woli, cymbałki”.
Więcej w tekście Krzysztofa Feusette „Władcy emocji” na str. 16-19 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.
Opr. OG
Medialne deja vu
W Polsce obecnie jest tak, jak 20 lat temu – przekonuje Piotr Semka. Tak jak kiedyś ostrzega się przed ideologizacją telewizji i prawicowym upolitycznieniem mediów oraz zapomina się o ich upartyjnieniu, kiedy po TVP sięga lewica – argumentuje publicysta w nowym wydaniu „Uważam Rze” (w którym media jako „władcy emocji” są tematem tygodnia).
„To lata 1989 – 1995 były czasem wyłaniania się hierarchii medialnych celebrytów, jaka w dużej mierze obowiązuje do dziś” – pisze Semka. „Dziennikarze, którzy wtedy wskoczyli do medialnej karuzeli – z lewa i prawa – do dziś dominują na scenie telewizyjnych i prasowych publicystów” – dodaje. To właśnie wspomniane przez Semkę 6 lat kształtowało, jego zdaniem, obecny medialny układ.
Najważniejszą rolę w formowaniu współczesnych mediów odegrała, według Semki, „Gazeta Wyborcza” ze stojącym na jej czele Adamem Michnikiem. „Szybko stworzył z >>Gazety<< organ swojego środowiska i nie miał ochoty na jakikolwiek pluralizm” – mówi o redaktorze naczelnym „GW” Piotr Semka. Dodaje, że nie można odmawiać rodzącej się 20 lat temu gazecie fachowości i medialnej wyobraźni, ale podkreśla, że „Wyborcza” wyrosła na miejsce robienia, a nie opisywania polityki. „Michnik jako jeden z pierwszych zrozumiał, że na politykę można znacznie mocniej wpływać, gdy dysponuje się gigantyczną gazetą” – ocenia publicysta.
Semka uważa też, że ludzie, którzy w latach 90. „orientowali się na Michnika”, wyrośli na dziennikarzy tamtych czasów. Na fali byli wówczas i do dziś pozostają m.in. Monika Olejnik oraz dziennikarze radiowej Trójki – Andrzej Turski czy Grzegorz Miecugow. Na wybicie się mogła liczyć również grupa tworząca „Teleexpress” i „Panoramę”, np. Karol Sawicki i Sławomir Zieliński.
Kolejną ważną postacią na polskim rynku medialnym, zaczynającą karierę w odbudowującej się Polsce i święcącą triumfy do dziś, jest – zdaniem Semki – Piotr Lis. „Jako dziennikarz TVP umiał połączyć w swoich sympatiach kult Lecha Wałęsy, szacunek dla Adama Michnika i podziw dla europejskości takich postkomunistów jak Aleksander Kwaśniewski” – tłumaczy publicysta „Uważam Rze”.
Wszystko, co działo się przez ostatnie 20 lat na polskim rynku medialnym spowodowało, że prawicowi publicyści zeszli na boczny tor – przekonuje Semka. Obok rosnących w siłę lewicujących dziennikarzy, dodatkowo przeszkadzał fakt odchodzenia ludzi mediów w świat polityki. Zdaniem Semki dopiero o. Tadeusz Rydzyk doprowadziła do powstania znaczącego katolickiego radia, które przeciwstawiło się tendencjom „na lewo”. W tym marszu prawicowych publicystów pomagało też „Nowe Państwo”, Radio Plus czy Telewizja Familijna, a później Paweł Lisiecki, który zasiadł w fotelu redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”. „To, że dziennikarze prawicowi, startując z nieporównywalnie słabszej pozycji, przetrwali, wydaje się dziś czymś oczywistym” – przekonuje Semka. I dodaje, że dobrym przykładem walki o to przetrwanie jest chociażby tygodnik „Uważam Rze”.
Więcej w artykule Piotra Semki „Medialne deja vu” na str. 20-23 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.
Opr. OG
Polskie męskie media
Odrzucanie kobiet jest głupie, niesprawiedliwe i szkodliwe – przekonuje na łamach „Newsweeka” Barbara Labuda. Była minister komentuje przeprowadzony przez Kongres Kobiet pierwszy monitoring mediów, który wykazał, że w polskiej przestrzeni publicznej znacznie dominują mężczyźni.
Monitoringiem objęto pięć czołowych stacji telewizyjnych – TVP, TVP2, TVP Info, TVN24 i Polsat News oraz cztery stacje radiowe – Trójkę, RMF, Radio Zet i Tok FM. Jakie są wyniki obserwacji? W ciągu pięciu tygodni do telewizyjnych i radiowych programów zaproszono ponad 750 mężczyzn i niespełna 130 kobiet. „Tak nikła liczba kobiet polityków, ekspertek, intelektualistek zapraszanych do dyskusji to wynik żałosny, świadczący o zapóźnieniu rozwojowym i mentalnościowym mediów” – wyrokuje Labuda.
Publicysta przekonuje, że media nie tylko ograniczają dostęp kobiet o otwartych umysłach do publicznej dyskusji, ale czasem zupełnie pomijają obecność kobiet w debacie, jak w programach Bogdana Rymanowskiego czy Andrzeja Morozowskiego.
Labuda zastanawia się w swojej stałej rubryce w „Newsweeku” skąd biorą się tendencje dyskryminujące kobiety w mediach. „Obawa przed przeprowadzeniem rozmowy o sprawach zagranicznych z kobietą? Delektowanie się medialną własnością i reglamentowanie jej kobietom? Kołtuństwo? Skostnienie myślowe? Iluzja, że program jest bardziej ceniony, gdy występują w nim sami mężczyźni?” – stawia pytania była minister. I dodaje z niesmakiem, że jedyna przestrzeń publiczna, w jaką wpuszcza się kobiety dotyczy błahych tematów: „apaszek w groszki” i „wklepywania kremów”.
Dlaczego się tak dzieje, skoro polskie kobiety są dużo bardziej elokwentne od mężczyzn? – głowi się Labuda, i argumentuje: większość polskich studentów to kobiety, to kobiety legitymują się większą liczbą dyplomów, doświadczeń i umiejętności, bo uwielbiają się rozwijać i doskonalić.
Biorąc pod uwagę, że w systemie demokratycznym kobiety powinny być na równi z mężczyznami dopuszczane do dyskusji o państwie, społeczeństwie, polityce, media powinny być zobowiązane do przekazywania opinii pań w tych ważnych kwestiach. To nie łaska, ale – jak przekonuje Labuda - wypełnianie nakazów prawa, przyzwoitość i zdrowy rozsądek.
Na koniec publicystka apeluje: „Halo! Panie prezesie Braun i inni państwo szefostwo mediów! Pobudka! Pora coś zrobić. Zebrać jakiś kolektyw pracowniczy, przeanalizować dane, byle nie za długo, wyciągnąć wnioski i alleluja! – hop do przodu!”.
Więcej w felietonie Barbary Labudy „Męskie media” na str. 29 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”. Ten sam temat porusza w swojej stałej rubryce Magdalena Środa w nowym wydaniu tygodnika „Wprost”.
Opr. OG
Bojownik o wolność słowa
Jestem wdzięczny mediom za zaangażowanie, bo stały się moim głównym obrońcą – mówi w nowym „Newsweeku” Robert Frycz – autor i właściciel strony Antykomor.pl.
Na stronie Frycz punktował wpadki Bronisława Komorowskiego. „Udostępniłem tylko to, co istniało w sieci” – przekonuje administrator strony Antykomor.pl, którą zamknął po tym, jak w jego mieszkaniu w Tomaszowie Mazowieckim pojawiło się ABW.
Od tamtej chwili Frycz stał się bohaterem mediów i bojownikiem o wolność słowa – przekonuje na łamach „Newsweeka” Bartosz Janiszewski, i portretuje Roberta Frycza. „Po raz pierwszy publicznie zaistniał w 2007r., gdy odkrył lukę w systemie swojego dostarczyciela Internetu, dzięki któremu miał dostęp do danych osobowych setek tysięcy klientów” – pisze Janiszewski. Dalsza kariera Frycza rozwijała się na regionalnym portalu NaszTomaszow.pl, gdzie opisywał życie miasta. Nie stosował się jednak do netykiety, publikował wulgarne komentarze i redakcja zrezygnowała ze współpracy z nim.
Wreszcie przyszła pora na stronę Antykomor.pl, na której dostępne były gry, w których można było strzelać do podobizn prezydenta Polski. „Takich gier w sieci jest sporo: na przykład Amerykanie strzelają do Obamy. Poza tym chyba lepiej, żeby człowiek wyładował frustracje w wirtualnej rzeczywistości, zrzucając prezydentowi imadło na głowę, niż żeby zrobił mu krzywdę na ulicy” – tłumaczy w nowym wydaniu „Newsweeka” Robert Frycz.
ABW uznała jednak, że strzelanie do prezydenta w internetowej grze to groźba zamachu stanu i wkroczyła do domu Frycza 18 maja, krótko przed godziną 6 rano.
Frycz zamknął stronę Antykomor.pl chwilę po wizycie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nie zamierza jednak ograniczać swojej sieciowej działalności i planuje otwarcie kolejnej witryny. „Gry też będą. Może tylko zamienimy rakiety na kwiatki” – wyjaśnia w nowym „Newsweeku”.
Więcej w tekście Bartosza Janiszewskiego „Antykomorzysta” na str. 30-31 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
Tabloidy na straży moralności?
Skoro nie kodeks etyczny, niech tabloidy strzegą publicznej moralności – przekonuje Bogusław Chrabota.
W swojej stałej rubryce w „Newsweeku” Chrabota analizuje wydarzenia ostatnich dni – ujawniony przez szkocką prasę romans piłkarza Manchesteru United Ryana Giggsa i próbę gwałtu Dominique’a Strauss-Kahna, szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, na hotelowej pokojówce.
Chrabota pisze o próbie ukrycia przez brytyjski sąd skandalu wokół Giggsa i wysuwa tezę, że skoro organa państwowe chciały w tej sprawie milczeć, to może domagające się prawdy media wcale nie naruszyły prywatności piłkarza, a po prostu – odkryły społecznie ważną prawdę.
W przypadku Strauss-Kahna felietonista „Newsweeka” zastanawia się, czy to dobrze, że francuskie media roztaczały przez długi czas ochronny parasol na szefem MFW i czy powinno się „wielkim tego świata zostawiać margines prywatności”. Tym samym Chrabota dochodzi do przedstawienia naczelnej zasady tabloidów: łamania granic między życiem prywatnym a publicznym.
Zdaniem felietonisty tabloidy powinny tę swoją naczelną zasadę wprowadzać w życie. „Jeśli system wartości nie stoi już na straży moralności publicznej, niech stoją tabloidy” – przekonuje Chrabota. Dowodząc, że to ten rodzaj prasy ma nieść za sobą odkrywanie ważnych prawd i być strażnikiem etyczności, Chrabota konkluduje: „Boga nie ma, ale są tabloidy”.
Więcej w felietonie Bogusława Chraboty „Apoteoza tabloizmu” na str. 13 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
Opluwanie za pieniądze
Fala nienawiści, która wylewa się z sieci, ma także charakter dobrze zorganizowanej działalności biznesowej. Od tygodni przez mediach przetacza się dyskusja o chamstwie wylewającym się z internetu: socjologowie zastanawiają się nad przyczynami tego zjawiska, obrażani politycy próbują szukać sprawiedliwości w sądach – o tym, jak w sieci można zarobić na ubliżaniu politykom pisze "Polska The Times".
W ubliżaniu politykom w Internecie specjalizują się już firmy. Za jeden wpis - od 100 do 350 znaków - można zarobić nawet do 2 złotych - informuje gazeta.
Dyskusja o chamstwie w Internecie wybuchła za sprawą ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który pozwał za obraźliwe wpisy na forum wydawców „Faktu” i „Pulsu Biznesu”. Ale - jak dowodzi "Polska The Times" - to sami politycy są odpowiedzialni za chamstwo wylewające się z sieci, bo to oni wynajmują firmy zajmujące się ubliżaniem politycznym oponentom. Dziennikarze gazety dotarli do człowieka, który kiedyś pracował w firmie zajmującej się tzw. czarnym pijarem.
Twierdzi on, że opluwaniem polityków na forach dyskusyjnych i portalach społecznościowych, zajmują się już dzisiaj wyspecjalizowane osoby, które przyjmą zlecenia na każdego.
„Partie polityczne zlecają komentowanie artykułów i ubliżanie, wyzywanie politycznych oponentów. Nie ma wyjątków, PiS, PO, SLD, wszyscy miesięcznie ładują w takie zlecenia dziesiątki tysięcy złotych. Same nakręciły spiralę nienawiści. Zaś takie usługi zaczęli już świadczyć amatorzy, którzy pozakładali firmy jednoosobowe i przyjmują zadania lżenia w sieci konkretnym osobom”.
„W Internecie roi się od ogłoszeń typu "aktywność na forach dyskusyjnych, portalach, blogach tematycznych, obecność na portalach społecznościowych i comiesięczne raportowanie z wykonywanych działań".
„Ponadto w każdym województwie istnieje rozbudowana sieć młodego aktywu partyjnego, który zajmuje się śledzeniem forów i odpowiednim komentowaniem wiadomości na zasadzie wolontariatu”.
Czytaj więcej:
www.polskatimes.pl/komentarze/409392,profesjonalne-plucie-wedlug-cennika,id,t.html
www.polskatimes.pl/stronaglowna/409400,opluwanie-ludzi-w-sieci-to-calkiem-dobry-biznes,id,t.html
opr. tor
Jedyny wywiad Obamy
Salon24.pl dwa miesiące temu zwrócił się do ambasady amerykańskiej z prośbą, by w ramach prowadzonej na tym portalu debaty o stosunkach polsko-amerykańskich wypowiedział się prezydent Barack Obama – informuje „Rzeczpospolita”.
„– Chodziło nam o krótki tekst prezydenta, wiedzieliśmy, że jest fanem mediów społecznościowych” – mówi Igor Janke.
Półtora miesiąca później Igor Janke otrzymał zaproszenie do Białego Domu, gdzie „jako przedstawiciel Salonu24.pl wraz z dziennikarzami „The Times", „Le Figaro" i „Irish Times" miał przeprowadzić wspólną rozmowę z Obamą. W ostatniej chwili spotkanie odwołano. W końcu do wywiadu dla Salon24.pl doszło w sobotę rano w Warszawie. Był to jedyny wywiad, jakiego Barack Obama udzielił podczas tej podróży po Europie”.
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/118849,665922_Bialy_Dom_stawia_na_nowe_media.html
opr. tor
Skargi na rodzinkę
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji analizuje nowy serial TVP z Małgorzatą Kożuchowską i Tomaszem Karolakiem "Rodzinka.pl". Wśród 3,5 mln widzów znalazł się jakiś malkontent, który poskarżył się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zbulwersowały go użyte w serialu słowa "fuck you" (ang. odp... się - red.) i "wal się" – informuje „Super Express”.
Rzeczniczka KRRiT Katarzyna Twardowska przyznaje, że Rada wszczęła rutynowe postępowanie i oczekuje na stanowisko od nadawcy oraz nagranie serialu.
Czytaj:
www.se.pl/rozrywka/plotki/brzydkie-sowa-szkodza-rodzincepl_187880.html
opr. tor
