Redaktor Naczelny „Newsweek Polska" Dotyczy: artykułu pt. ,,pt. "Biskup nie przeprasza" Bodajże w lutym skontaktowała się ze mną dziennikarka "Newsweeka". Rozmawialiśmy przez pół godziny o sprawie księdza Zbigniewa R. Zastrzegłem sobie, że wszelkie moje wypowiedzi chcę autoryzować i chciałbym znać datę wydania. Pani redaktor zadeklarowała, że otrzymam wszystko na pocztę elektroniczną. Jeszcze podałem jej informacje, jak znaleźć informacje o księdzu R. na portalu Miastokolobrzeg.pl. Niestety, nic nigdy do mnie nie dotarło. Teraz dopiero dowiedziałem się, że w "Newsweeku" ukazał się tekst pt. "Biskup nie przeprasza. No i czytam takie oto rewelacje "Kilka lat później przypadkiem księdza R. zajął się Robert Dziemba, wtedy dziennikarz radiowy, do którego zgłosiła się matka innej ofiary. Dziemba zawiadomił hierarchów z Koszalina (w tym, jak wynika z zeznań przed sądem, również' ówczesnego biskupa koszalińskiego, a dziś metropolitę warszawskiego, kard. Kazimierza Nycza) ...". Tyle, że to nieprawda. Nie jest prawdą, że jako dziennikarz radiowy zająłem się sprawą księdza R. Bo jako dziennikarz niewiele miałem do zrobienia. Prawdą jest natomiast, że w 2006 lub 2007 roku, gdy pracowałem jako dziennikarz "Radia Kołobrzeg", zgłosili się do mnie rodzice molestowanego chłopca. Twierdzili, że molestował go R. Zaproponowałem, że spotkamy się wspólnie z prokuratorem rejonowym, tam zgłoszą sprawę, a ja to nagłośnię. Następnego dnia, sprawa została odwołana, rodzice nie chcieli iść do prokuratora, nie mieli zaufania do śledczych. Zażądali anonimowości i ją dostali. Nie jest więc prawdą, jakoby zgłosiła się do mnie tylko matka molestowanego chłopca - był też ojciec. Ponieważ jednak sygnał był niepokojący, skontaktowałem się z jednym z księży z Kurii Biskupiej w Koszalinie. Poinformowałem go w zaufaniu o samym fakcie, bez szczegółów, bo wydało mi się to dość niepokojące - ci ludzie byli wiarygodni, przejęci, a ofiarą mogło być dziecko. Nie jest więc prawdą, że zawiadomiłem hierarchów, a więc biskupów, a na pewno nie rozmawiałem w tej sprawie z obecnym metropolitą warszawskim kardynałem Kazimierzem Nyczem. Mogę się jedynie domyślać, że ta informacja została mu przekazana. I ten sens mojej wypowiedzi przekazałem jako świadek W sprawie Sądowi Rejonowemu w Kołobrzegu. Nie jest więc prawdą, że z moich zeznań wynika co innego. Oznacza to, że Kuria Biskupia wiedziała czy też była powiadomiona o sprawie, ale czy wiedział o tym kardynał, tego wiedzieć nie mogę. Nigdy go o to nie pytałem. Moje negatywne zaskoczenie artykułem jest tym większe, że znalazłem moją inną,
