Od dziennikarza do celebryty

"X Factor" miał być dla dziennikarza radiowego i telewizyjnego, Jarosława Kuźniara trampoliną do dalszej kariery w show-biznesie, a stał się powodem zmartwienia i stresu. Podobno mocno żałuje, że został prowadzącym tego programu w TVN. Jak dalej potoczy się jego kariera? – zapytuje „Fakt”.

„ Kiedy zdecydował się zmienić z dziennikarza informacyjnego w showmana, liczył zapewne, że to będzie poważny krok do przodu w jego medialnej karierze. Okazuje się, że Jarek przeliczył się ze swoimi możliwościami” – twierdzi tabloid.

Według informacji „Faktu” „stacja nie jest zadowolona ze sposobu prowadzenia przez niego „X Factora”. Kuźniar zupełnie się nie odnalazł w formule show. A w dodatku musiał zrezygnować z prowadzenia weekendowego programu w TVN24, na czym zyskał jego zmiennik Jakub Porada”.
Dwa lata temu Kuźniar dostał Wiktora za Odkrycie Roku.

Jarosław Kuźniar zaczynał karierę dziennikarską w Radiu Sudety i Telewizji Sudeckiej. Pracował także w Polskim Radiu Wrocław. W 1999 w Programie III Polskiego Radia prowadził Zapraszamy do Trójki. Potem przez 5 lat pracował w Radiu ZET, gdzie przygotowywał popołudniowe wiadomości i Wydarzenia Dnia. Przez ponad rok pisał felietony do magazynu „Dlaczego?”. Od 6 stycznia 2007 pracuje w TVN24.

Czytaj:

www.fakt.pl/Kuzniar-zaluje-udzialu-w-X-Factor-Dlaczego-,artykuly,105105,1.html

opr. tor


 

O urzędzie tylko pozytywnie

W łódzkim Urzędzie Miasta, niczym w filmie Romana Polańskiego „Ghost Writer” (Autor widmo). Magistrat szuka oficjalnie osoby, która w ramach obowiązków zawodowych pisałaby na forach pozytywne komentarze o Urzędzie Miasta. Zarobić można od 1,5 tys. zł do nawet 4,5 tys. zł – donosi Ewelina Oleksy w „Dzienniku Bałtyckim” dodając, że „taka oferta dziwi władze Gdańska, Gdyni i Sopotu - tam pozytywne komentarze w godzinach pracy wpisują sami urzędnicy i robią to za darmo”.

„W Urzędzie Miejskim w Gdańsku na początku tego roku wybuchła w związku z tym afera. Wyszło bowiem na jaw, że jeden z pracowników biura prasowego prowadzi bloga, na którym odpiera zarzuty przeciwników polityki Pawła Adamowicza. Okazało się także, że z urzędowego IP, w odniesieniu do postów krytykujących prezydenta, pisano obraźliwe komentarze na forach. Jak tłumaczył później Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta, przyznał się do tego "skruszony, młody człowiek, ", pracownik jednego z wydziałów, który za używanie dosadnego języka został ukarany. Zdaniem Pawlaka zatrudnianie urzędników po to, by bronili wizerunku urzędu, to fatalny pomysł, dlatego Gdańsk nie zamierza tego robić”.

www.polskatimes.pl/stronaglowna/410317,urzedy-potrzebuja-ludzi-do-pisania-komentarzy-w-internecie,id,t.html

opr. tor


 

Celebryci w reklamach

Banki na reklamy z udziałem gwiazd wydały już 110 mln zł. Czy to się im opłaca? Niektórym tak pisze Eugeniusz Twaróg w „Pulsie Biznesu”.

Z danych Kantar Media, firmy monitorującej rynek reklamy – do których dotarła gazeta - wynika, że „od stycznia do kwietnia wydatki na reklamy produktów bankowych w telewizji wyniosły 237 mln zł (dane cennikowe). Na spoty z udziałem celebrytów poszło 110 mln zł, czyli 47 proc. całej sumy wydatkowanej na promocję. Dla porównania: w całym 2010 r. banki wydały na spoty z udziałem gwiazdorów 190 mln zł, czyli 37 proc. całego budżetu reklam telewizyjnych (600 mln zł)”.

W reklamach występują aktorzy, ale i dziennikarze celebry ci. Od Artura Żmijewskiego, który reklamuje SKOK przez Manna-Maternę — Kredyt Bank, Szymona Majewskiego (PKO BP), Macieja Maleńczuka (Meritum Bank) po Grzegorza Wasowskiego oraz Sławomira Szczęśniaka — DM BOŚ. Lista płac jest dłuższa i obejmuje chociażby "etatowych pracowników": Marka Kondrata z ING Banku Śląskiego czy Huberta Urbańskiego z Millennium – informuje „Puls Biznesu”.

 

Czytaj:

www.pb.pl/2/a/2011/06/01/Wojna_na_celebrytow_i_z_celebrytami

opr. tor


 

Polsko-niemieckie laury

W Zielonej Górze wręczono XIV Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską. W kategorii prasowej laureatem nagrody został Rafał Woś z „ Dziennika Gazety Prawnej”, w radiowej - Marianne Wendt i Christian Schiller z Suedwestrundfunk (SWR 2), a w telewizyjnej Eva Maria Schmidt z 3Sat.

Na czternasty konkurs nadesłano 173 prace. Laureaci otrzymali po 5 tys. euro.

Rafała Wosia nagrodzono za tekst "Polska szkoła inwestowania szturmuje niemiecką twierdzę", opublikowany w "Dzienniku Gazecie Prawnej". Artykuł jest o tym, jak polskie firmy podbijają niemiecki rynek na przykładzie firm Solaris, Comarch i Orlen.

Źródło:

zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,9704315,Dni_Mediow__Dziennikarze_i_steinbachologia.html

opr. tor


 

Czy Uzbekistan to dyktatura?

Francuska gazeta musi udowodnić w sądzie, że Uzbekistan to dyktatura, gdyż uzbecka ambasador przy UNESCO wytoczyła proces gazecie, „która napisała o prezydencie Uzbekistanu - i ojcu pani ambasador - że jest dyktatorem”. Sprawę relacjonuje Bartosz Węglarczyk.

„Artykuł ukazał się w internetowej gazecie "Rue89" ponad rok temu. Francuscy dziennikarze opisywali w nim Gulnarę Karimową, 38-letnią córkę prezydenta Uzbekistanu Islama Karimowa i ambasador Uzbekistanu w Hiszpanii. "Rue89" wyraził wątpliwość, czy dobrym pomysłem było wyznaczenie pani ambasador na szefową przyjęcia dobroczynnego na rzecz ofiar AIDS podczas festiwalu filmowego w Cannes”.

Ale artykułem poczuła się urażona nie ambasador Uzbekistanu w Hiszpanii, lecz jej siostra, młodsza córka prezydenta Lola Karimowa-Tiłłajewa. „32-letnia Karimowa-Tiłłajewa mieszka w Paryżu, od czterech lat jest bowiem uzbeckim ambasadorem przy UNESCO - organizacji ONZ ds. kultury i edukacji”.

Wyrok zapadnie 1 lipca.

Czytaj więcej:

wyborcza.pl/1,75248,9699691,Francuska_gazeta_musi_udowodnic_w_sadzie__ze_Uzbekistan.html

opr. tor


Antyfaszystowska publicystyka Bratkowskiego

„Stefan Bratkowski twierdzi, że Jarosław Kaczyński stosuje chwyty podobne do Hitlera (…) Porównania do nazistów to wątek od dawna obecny w publicystyce Bratkowskiego” – pisze w nowym numerze „Gazety Polskiej” Magdalena Michalska. Publicystka przypomina książkę „Świat, w którym żyjemy”, którą honorowy prezes SDP wydał w 1970 r.

Co takiego zawiera „Świat, w którym żyjemy”? Michalska przypomina: Bratkowski tłumaczy nastoletnim czytelnikom otaczającą ich rzeczywistość. „Młody człowiek miał szansę dowiedzieć się, że pochodzi od małpy, wszelka religia jest zabobonem, a z filozofów liczą się w sumie tylko Marks i Engels” – pisze Michalska. Z książki Bratkowskiego młodzi dowiadywali się też, dlaczego w USA nie było problemów z bezrobociem i głodem, jak Stany tropiły ogromne pieniądze w przemyśle zbrojeniowym oraz jak Ronald Regan zrobił polityczną karierę.

Za pośrednictwem  publikacji Bratkowskiego, młodzi mogli też wnikliwie zapoznać się z sylwetkami „wielkich myślicieli komunizmu i rewolucjonistami – Marksem, Leninem i Fidelem Castro”. Michalska przypomina, że w „Świecie, w którym żyjemy” jawili się oni honorowemu prezesowi SDP jako „rycerze”, w chwili, kiedy w swoich krajach prowadzili dyktatury. Michalska ocenia, że ten system polityczny jest jednak w opinii Bratkowskiego, prezentowanej w latach 70., pozbawiony niebezpieczeństw, przypominając, co Bratkowski pisał w swojej książce: „Dyktatura polega na tym, że państwo socjalistyczne nie udziela równych praw tym, którzy reprezentują interesy i dążenia byłych wyzyskiwaczy”. 

Michalska uważa, że wszystkie wyjaśnienia, jakie Bratkowski zawarł w książce „Świat, w którym żyjemy” prowadzą do wniosku, że „każdy kto jest antykomunistą, musi być zarazem faszystą”. Wywody Bratkowskiego są znakiem – zdaniem publicystki „GP” – że „tęskni on za cenzurą polityczną”.

 

Więcej w artykule Magdaleny Michalskiej „Faszyści z Bonanzy” na str. 18 nowego wydania „Gazety Polskiej”.

 

Opr. OG

 

 


 

„Gazeta Polska” „Tysolem” naszych czasów?

Relację z 30-lecia powstania „Tygodnika Solidarność” zamieszcza w nowym wydaniu „Gazety Polskiej” Elżbieta Królikowska-Avis i pisze, że tak jak dawniej „Tysol” był areną wolnego słowa, tak teraz rolę tę spełnia tygodnik „GP”.

Królikowska-Avis przypomina, czym był „Tygodnik Solidarność”. „Było to pierwsze po wojnie forum wolnego słowa i jego wkład w formowanie się pluralistycznego rynku i niezależnego dziennikarstwa w Polsce jest nie do zakwestionowania” – pisze publicystka.

Relacjonuje też wystąpienia, które w trakcie konferencji wygłosili przedstawiciele IPN, Stowarzyszenia Wolnego Słowa i „Tysola”. W myśl tych wystąpień „TS” przechodził ewolucję od pisma zbyt intelektualnego i niedostosowanego do środowiska robotniczego, przez gazetę odważnych dziennikarzy i świetną szkołę myślenia i publicznego wyrażania poglądów, aż po tygodnik, który „nie pudrował” i na łamach którego toczyły się dyskusje ludzi o różnych wizjach, jednak w atmosferze pełnego ucywilizowania.

Królikowska-Avis przypomniała też słowa byłego p.o. redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” Józefa Orła, który stwierdził podczas konferencji z okazji 30-lecia pisma, że współczesnym odpowiednikiem „Tysola” jest „Gazeta Polska”, że „teraz TO się czyta”.

 

Więcej w tekście Elżbiety Królikowskiej-Avis „Tygodnik, który nie pudrował” na str. 28 nowego wydania „Gazety Polskiej”.

 

Opr. OG

 


 

Medialny front PiS-u

„Rzeczpospolita”, „Uważam Rze”, a nade wszystko Internet – zdaniem Janiny Paradowskiej, medialne zbrojenie Prawa i Sprawiedliwości jest „nie do ogarnięcia”.

W nowym wydaniu „Polityki” Paradowska analizuje medialne obszary działania PiS-u. „Front pisowskich dziennikarzy wyraźnie się poszerza i radykalizuje” – pisze publicystka. Do tego frontu, jej zdaniem, należy przede wszystkim „Rzeczpospolita”, która stara się zachowywać pozory obiektywizmu i drukuje też autorów krytycznych wobec PiS, ale to nie oni nadają ton przekazom płynącym z gazety. Razem z „Rz”, główny oręż stanowi w rękach opozycji nowy tygodnik „Uważam Rze”, radykalizujący się z numeru na numer coraz bardziej.

Paradowska przypomina też, że „przechowalnią” dla prawicowych dziennikarzy, którzy tracili pracę u kolejnych wydawców, było „Nowe Państwo” - pismo, które „dostało się pod skrzydła >>Gazety Polskiej<<”. W nowym zatrudnieniu pomagali zawsze – zdaniem Paradowskiej – politycy PiS-u.

„Prawdziwą potęgą jest jednak PiS w Internecie” – przekonuje publicystka „Polityki”. „Nikt tak, jak ta najbardziej anachroniczna w programowych treściach partia, nie posługuje się tak zręcznie i na taką skalę tym nowoczesnym narzędziem” – dodaje. Paradowska wymienia obszary internetowej aktywności partii: główna strona partyjna, „bijąca na głowę serwisy PO łatwością poruszania się po niej i aktualnością treści, strona klubu parlamentarnego, serwis RozliczPratformę, portal myPiS i SympatycyPiS oraz profile na społecznościowych witrynach. Są też strony sympatyzujące z Prawem i Sprawiedliwością: Niezależna.pl, Fronda.pl, Salon24.pl, wPolityce.pl, a ostatnio– zamknięty już – Antykomor.pl.

„Internetowe imperium PiS jest właściwie nie do ogarnięcia. Takiego nie ma dziś żadna inna partia” – konkluduje Paradowska w nowej „Polityce”.

 

Więcej w artykule Janiny Paradowskiej „Wszyscy ludzie prezesa” na str. 19-21 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.

 

Opr. OG

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl