Farciarz Wojewódzki (5 stycznia)
Jaka śliczna ta Anna Mucha. Teraz gra w nowym serialu TVN Prosto w serce. I jaki farciarz z tego Jakuba Wojewódzkiego, że udało mu się Annę Mucha (mojego nazwiska się nie odmienia - powiedziała niedawno w telewizji) poderwać. Przecież Jude Law to on nie jest.
Fart Wojewódzkiego rozciąga się na wiele innych aspektów jego życia.
Jest odporny na krytykę. Nie zbiły go z tropu słowa "moron from Poland" wypowiedziane przed kilkusetmilionową widownią przez poirytowanego Simona Cowella podczas Światowego Idola w 2003.
Bóg obdarzył go błyskotliwą inteligencją, dzięki której ma fantastyczną robotę radiowego prześmiewcy w radiu ESKA Rock.
Wydaje mi się, że Wojewódzki kocha tę pracę i nie byłoby mu obojętnym, gdyby ją stracił. A straciłby ją z pewnością, gdyby był didżejem w Stanach albo W.Brytanii.
Ale tu znowu pojawia życiowy fart Jakuba, który pracuje nad Wisła, dokąd polityczna poprawność dociera w żółwim tempie. Czasem myślę, że to dobrze, czasem, że źle. Ćwierć wieku temu w Londynie sam padłem ofiarą political correctness. Moje sprawozdanie z meczu bokserskiego Terry Marsh -Joe Manley opublikowane w londyńskim Dzienniku Polskim zostało wysłane przez czytelniczkę do brytyjskiej Press Complaints Commission ze skargą na zawarte w nim domniemane treści rasistowskie. Komisja oczyściła mnie z zarzutu, ale z pewnością nie oczyściłaby Jakuba, gdyby pracował nad Tamizą.
Na początku grudnia w audycji Poranny WF Jakub wraz z Michałem Figurskim przyczepili się do prezentu , jaki raper Jay Z dostał od swej żony Beyonce Knowles. Chodziło o superauto Bugatti Veyron. Chłopcy ekscytowali sie ceną - 2 miliony dolarów, aż wreszcie Jakub powiedział do Michała (cytuję z pamięci): "wyobrażasz sobie - Murzyn w Veyronie?"
Zamroziło mnie, ale po chwili pomyślałem: spoko, tu jest Polska a nie Anglia. Kiedy patrzę na wojnę kibiców Widzewa i ŁKS-u rozgrywającą się na murach Łodzi, w której gwiazda Dawida jest narzędziem poniżania przeciwnika, myślę, że Jakub nie musi się martwić o robotę z powodu niewinnego rasistowskiego żartu.
Marek Pieczyński
