Co najbardziej ceni się dziś u redaktora prasowego? Umiejętność podkręcania tekstów i tytułów.

Nie znającym dziennikarskiej kuchni Czytelnikom wyjaśniam, że podkręcanie polega głównie na takim zredagowaniu tekstu, by wyglądał na superatrakcyjny. Już same tytuły powinny być szokujące, a co najmniej intrygujące. I często takie są. Oto przykłady z ostatnich dni: „Trzema ciałami wstrząsały konwulsje” („Fakt” wraca do katastrofy pod Smoleńskiem), „Martwe ptaki i śnięte ryby wieszczą koniec świata?” ("Super Express"), „Licencja na zabijanie” ("Gazeta Wyborcza" o podwyższeniu dozwolonej prędkości na autostradach), „Nie ratujcie życia śmiercią, nie licytujcie tego dla WOŚP”. Tym ostatnim tytułem portal „Wirtualna Polska” opatrzył obszerną informację o licznych przedmiotach, które miały być wystawione na licytację w ramach tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zapowiedziano m.in. wystawienie wypchanego żubra.

Gdyby współczesne zasady podkręcania tytułów stosowano przed laty, to może i po szkolne lektury uczniowie sięgaliby częściej niż teraz. O ile bowiem zniechęca ich już sam tytuł „Pan Tadeusz, czyli Ostatni zajazd na Litwie”, to już tytuł: „Morderca w przebraniu księdza” mógłby ich zafrapować. I nie szkodzi, że odnosiłby się tylko do jednej, i to nie pierwszoplanowej postaci utworu. Przecież wypchany żubr też nie był najważniejszym lub najcenniejszym przedmiotem licytacji.

W podobny sposób można by, poprzez zmiany tytułów, uatrakcyjnić także inne szkolne lektury. Po odpowiednim podkręceniu, mielibyśmy więc na przykład zamiast tytułów: „Lalka”, „Quo vadis”, czy „Krzyżacy” – odpowiednio: „Tragiczna, ślepa miłość do próżnej kobiety”, „Chrześcijanie na pożarcie” , i „Krwawa zemsta na oprawcach Juranda”.

Ale podkręcanie to nie tylko tytuły. Prawie tak samo ważny jest lead. Wspomniana już informacja "Super Expressu" o możliwym końcu świata z powodu umierania ptaków i ryb zaczyna się tak: „To już Apokalipsa! Martwe zwierzęta pokrywają ulice i wybrzeża mórz. Od Szwecji, przez Stany Zjednoczone, po Brazylię i Nową Zelandię ludzie ze zgrozą patrzą na tysiące padłych ptaków i ryb. I zadają sobie pytanie: czy znaczy to, że zaczął się koniec świata?”

Odpowiedź na to pytanie wydaje się przesądzona, bo w dalszej części tekstu tezę o nadchodzącym końcu świata gazeta uprawdopodobnia, informując, że „podobne zjawiska opisywali Majowie, wieszcząc koniec świata w 2012 roku.” I tu zasłużony tabloid mnie zawiódł. Przecież tekst można było podkręcić bardziej pisząc, że nie w 2012, ale już w 2011 roku ma być koniec świata. Przecież i tak nikt nie sprawdzi, co przepowiadali Majowie.


 

Paweł Patora

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl