Sam wrzeszczałem: „nie ma wolności bez solidarności”. A teraz stoję pod URM-em, wokół kilkuset krzyczy: „Precz z Tuskiem”, „Niech żyją wolne media” (chodzi o wykastrowanie wszystkich programów prawicowych z telewizji publicznej). Światło gasi Pospieszalski. Wodzowie TVP chyba się szaleju najedli!
Ale pod Sejmem, pod drzwiami premiera polskiego rządu można jednak bezkarnie krzyczeć rymując nazwisko Tuska ze słowami racja ruska. Stoją wokół policjanci, nawet nie dużo ich, kilkunastu, grzecznie zwracają uwagę żeby… nie schodzić z chodnika na jezdnię. No więc jednak mamy wolność słowa, czy nie?
Tyle tylko, że niezrozumiałe jest dlaczego jakieś zakute łby znowu prowokują niezrozumiałymi służalczymi decyzjami wobec politycznego dysponenta i zdejmują nagle wszystkie programy jednej opcji. Do tego jeszcze argumentując, że przyczyną jest niska oglądalność. A jaka może być skoro emituje się „prawicowe” programy po północy?
Znowu do władz TVP i Radia publicznego pcha się byle jaka gawędź. Uczelnie, które miały zaproponować najlepszych zgłosiły w większości takich, którzy już byli. Nie sprawdzili się i liczą na media bo po prostu nie mają co robić. Biedny minister Dworak: z tego chleba nie będzie. Jak zwykle dużo było czekania, wybierania i gadania. Taka demokracja - psu na budę, i Czarzasty znów straszy.
Czy w Polsce nie ma naprawdę jednego dobrego człowieka, który mógłby pokierować dobrze Telewizją, a drugiego – który zrobiłby to z Radiem?
Pokażmy takich kilku, czy kilkunastu w telewizyjnym lufciku i niech ich przemaglują: Olejnik, Fedyszak-Radziejowska, Staniszkis, Lis, Wołek lub Żakowski, a może – najlepiej – bracia bliźniacy - Karnowscy. To się da zrobić. Ale trzeba chcieć, a nie narzekać na nieprzydatną rzeczywiście ustawę, która foruje w mediach publicznych zarabianie pieniędzy, a nie program i jego znaczenie dla kraju, społeczeństwa, czyli misję!
Stefan Truszczyński
