Zatelefonował kolega, dziennikarz: - Wiesz, nie żyje nasz znajomy…
- Czytałem, niestety…
- Ale chyba nie wiesz, że on popełnił samobójstwo…
* * *
W ostatnich dniach odeszło znowu wielu kolegów reporterów – redaktorów. Często powtarzamy, że w tym zawodzie młodo się umiera. Tak to prawda. Teraz jeszcze wielu ginie - na frontach, zamęczonych zostaje przez różnej maści satrapów i morderców. Wielu też wpada w straszną rozpacz, gdy po latach pracy nagle tracą zatrudnienie. Tak jest nie tylko w Polsce. W tzw. kiedyś Europie Zachodniej redakcje zwalniają nawet 50-60% dziennikarzy.
Brońmy się. Już nie kłóćmy!
A tu środowisko podzielone i zawistne. Po cóż nam te swary głupie – jak pisał poeta – i tak wnet skończymy w …
Nie ma prawa prasowego (bo „stara” wersja jest już liczydłem w dobie komputerów).
Nie ma ustawy medialnej (obowiązujący kodeks handlowy sprowadza media publiczne do roli fabryki gwoździ).
Nie ma kto bronić wyrzuconych (bo rozpolitykowane związki zawodowe i stowarzyszenia nie potrafią działać wspólnie).
Nie ma kto leczyć zmęczonych (bo służba zdrowia to kpina z biednego człowieka, a dziennikarze są na ogół biedni).
Było wspaniałe Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zadziobała go wrona Ale już przecież nie kracze. Za to my sami nauczyliśmy się dziobać gdzie popadnie i walić na odlew. Zasapaliśmy się tą młócką. Siądźmy więc do stołu. Nawet kwadratowego. Wybierzemy takich ludzi, którzy potrafią się dogadać. Bo najwyższa pora. Inaczej skończymy jak te warzywa u Brzechwy!
Stefan Truszczyński
