Jestem głęboko wdzięczny kulturze języka niemieckiego za wyartykułowanie terminu schadenfreude, opisującego stan emocjonalny, w którym cieszymy się z niepowodzeń bliźnich. Ostatni raz doświadczyłem tego stanu w niedzielę 30 stycznia tuż po godzinie 17.45, kiedy Krzysztof Ibisz, gospodarz audycji "7420 Milion od zaraz" zapowiedział, że audycja kończy się wraz z ostatnim dniem miesiąca.

Finał tego przedsięwzięcia przywrócił mi wiarę w zdrowy rozsądek widzów w przedziale 4+. Jak powiedział Abraham Lincoln, a zaśpiewał Bob Marley: "You may fool all the people some of the time, you can even fool some of the people all of the time, but you cannot fool all of the people all the time."

"7420" miała długą i intensywną kampanię promocyjną na antenie Polsatu. Wzięły w niej udział gwiazdy współpracujące ze stacją, np. Magdalena Schejbal. Rej wodził Krzysztof Ibisz, który wykazał niezwykłą żarliwość w nakłanianiu widzów do udziału w tej grze losowej, zamaskowanej brokatowym opakowaniem programu rozrywkowego z niższej półki. Audycja zgrabnie wpisywała się w zalewająca naszą rzeczywistość powódź konkursów smsowych, które są niczym innym, jak stręczeniem do hazardu.

Tym bardziej zabolało mnie, kiedy zobaczyłem spot promujący "7420 Milion od zaraz", w którym wystąpił Jeremy Paxman.

Przejście Jeremiego Paxmana z BBC2 do Polsatu wydawało mi się bardziej nieprawdopodobne od upadku komunizmu. A jednak przeszedł i zadomowił się na Ostrobramskiej. Oglądalność "Wydarzeń" w te dni, kiedy Jeremy prezentował serwis skoczyła do stratosfery. Każdy chciał zobaczyć, jak sobie poradzi. Polska miała już brytyjskiego strażaka, ale nie news readera.

Jeremy przyniósł ze sobą z BBC to, co Anglosasi nazywają integrity - zawodową uczciwość, która wraz z wiarygodnością (credibility) składa się na jego nieposzlakowaną reputację.

Reputacja to wszystko, co dziennikarz informacyjny ma do stracenia. I nagle widzę Paxmana we wspomnianym spocie, jak z Krzysztofem Ibiszem nakłania widzów żeby pozbyli się kilku złotych plus VAT wysyłając smsy do audycji "7420" w zamian za obietnicę wielkiej wygranej. Zacząłem zastanawiać się, co się stało, jakim cudem Jeremy dał się namówić do przejścia na stronę Babilonu. Wiadomo, że do udziału w smsowych grach o luksusowe limuzyny stręczą dziennikarze telewizji publicznej, która musi utrzymać armię urzędników, dyrektorów oraz przebranych za doradców kumpli kolejnych prezesów. Musi wypłacać wielotysięczne odszkodowania za zerwanie zgrabnie skonstruowanych kontraktów, kiedy jedna politycznie umocowana ekipa zarządzająca zostaje zastąpiona przez następną. Dlatego rozumiem, że kiedy Maciej Kurzajewski, Beata Sadowska, Agnieszka Szulim, Paulina Chylewska et consortes nakłaniają do udziału w konkursach smsowych, to walczą o przetrwanie firmy i swoje własne. Rozumiem, ale nie pochwalam. Maciej Kurzajewski, pomimo przejścia do obozu rozrywki („Kocham cię Polsko”), w dalszym ciągu jest dziennikarzem pionu informacji sportowej i jemu też potrzebna jest wiarygodność. Czy można wierzyć w podawane przez niego wyniki meczu Chelsea-Tottenham, skoro traktuje prawdę bardzo ekonomicznie mówiąc, że w konkursie każdy ma szansę wygrać? Nie mówi jednak, że ta szansa jest jak 1 do iluś tam tysięcy czy nawet milionów. Czy dziennikarze/prezenterzy TVP, którzy firmują te tzw. konkursy myślą, że namawianie do wysyłania płatnych smsów na suva (sport utility vehicle) różni się od naganiania do gry na jednorękim bandycie? Czy uzależnienie od konkursów smsowych jest czymś łagodniejszym społecznie od wydawania setek i tysięcy złotych na lotto czy black jacka w kasynie? Zastanawia mnie, w jaki sposób TVP pozyskuje twarze do tych smsowych gierek. Czy zgłaszają się na ochotnika, żeby poprzez kolejne pojawienie się na wizji umocnić swoją rozpoznawalność? Czy dostają rozkaz? Jeśli działają pod przymusem, to rozumiem ich dylematy. W polskiej rzeczywistości nie ma intensywnego zapotrzebowania na telewizyjnych prezenterów, o czym przekonał się Tomasz Kammel długo błąkając się bez pracy po wymuszonym rozstaniu z TVP.

Ale Jeremy? Z tą jego aurą niewzruszonej dziennikarskiej niezależności. Przecież jego chciałaby mieć każda stacja z Superstacją włącznie.

I nagle wszystko stało się jasne. Czytam w Internecie, że Jeremy został szefem informacji Polsatu. A więc ta skała zawodowych zasad ma swoje słabości? Nic, co ludzkie nie jest mu obce? Wygląda na to, że główny szef Polsatu zaproponował mu " you scratch my back, I'll scratch yours" i Jeremy się zgodził trochę postręczyć na rzecz "7420".

Mówią Państwo, że coś mi się pomyliło, że Jeremy Paxman nie pracuje na Ostrobramskiej, to nie on pokazywał się w spotach reklamujących "7420" i to nie on został szefem informacji Polsatu? Może faktycznie poniosła mnie wyobraźnia, jeśli chodzi o postać, ale cała reszta się zgadza, nieprawdaż?

Marek Pieczyński

5 lutego 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl