Już wszystko jasne. Ministrem Grabarczykiem wkrótce będą straszyć dzieci. A ja wiem swoje: widziałem kiedyś Ministra jak stał na jednej nodze w pociągu z Warszawy do Łodzi. Zapyta ktoś, czemu na jednej, skoro ma dwie. A ja wiem swoje: solidaryzował się z masami, bo w tej masie, w pociągu wszyscy stali na jednej nodze, bo drugą mogli postawić tylko na nodze sąsiada, i – nie daj Bóg – Ministra. Więc i noga Ministra wisiała w powietrzu. Solidarnie.

Ale tego, że Minister też cierpi z narodem, nie szanuje „Fakt”. Tak, tak ,to fakt, że „Fakt” tych faktów nie szanuje. I śmieje się, i prowokuje. A gazetowa prowokacja była wręcz niewyobrażalna (to czysta „wierchowieńszczyzna” , wielbiciele Dostojewskiego niech mi wybaczą ten patos, ale to Fakt). Była tak wielka, że aż wszystkim urzędnikom na Centralnym Dworcu zatrzęsły się – portki!

A było tak: „Wystarczył jeden telefon z zapowiedzią wizyty ministra na Dworcu Centralnym w Warszawie, a w pół godziny wypucowali go tak, ze zaczął pachnieć. Prowokacja Faktu udowodniła, że dworce mogą lśnić – wystarczy posprzątać” – informował wczorajszy „Fakt”. Wystarczy być – być Kimś kto dzwoni z Kancelarii, i powiedzieć, że zaraz przyjedzie Minister, by dworzec lśnił. Minister okazał się skutecznym straszakiem – ponoć sprzątano, że aż miło!

Dziennikarze z „Faktu” znani są z prowokacji. Już kiedyś zrobili numer a la Gogol i zapowiedzieli wizytę wiceministra nieistniejącego urzędu w Ostródzie, a parę lat później poprosili ministra Jurgiela o samochód dla o. Rydzyka, bo rzekomo mu się zepsuł. Wystawiony na pośmiewisko minister sam sobie wystawił rachunek za służbowy samochód w kwocie 18 zł 55 gr. Ale obie prowokacje sięgnęły celu: pokazały jak bardzo urzędnicy potrafią być głupi lub/i służalczy. Tylko co z tego, skoro pięć lat później , inni urzędnicy malują trawę na zielono dla kolejnego ministra. I nie można powiedzieć „o tempora, o mores”, bo czasy się zmieniają, a ludzie nie. I tak samo jak pięćdziesiąt czy sto lat temu śmiejemy się. Z kogo się śmiejecie?

Prowokacje „Faktu” należą do kategorii żartu, happeningu, czasem wygłupu. Formuła działania przypomina amerykańską candid camera, gdzie chodzi o wywołanie śmiechu na widok podglądanej, niczego nieświadomej osoby. Organizuje się tak zwaną prowokację, kreuje fakty, by mieć temat do publikacji, żeby napisać: „Kolej umyła dworzec dla ministra”. To tyle anty – racji po stronie przeciwników prowokacji. Dla błahych celów nie warto jej aranżować, nie warto też, gdy można inaczej.

Wyobraźmy sobie, dzwoni dziennikarz „Faktu” i pyta: kiedy posprzątacie dworzec, kiedy będzie pachniał i lśnił? Po drugiej stronie słuchawki konfuzja i już maszyny idą w ruch, i już sprzątają, bo przyjadą dziennikarze z „Faktu”, i dopiero zobaczą całe to barachło, które muszą codziennie oglądać podróżni z całego świata. Już widzę ten strach i zapał do pracy! Bo prasa to potęga i władza – czwarta, a może i pierwsza. Hm, niestety, dziennikarze „Faktu” nie wierzą w swoją władzę i zamiast postraszyć sobą, używają do niecnych celów majestatu Ministra! Równając się z nim konceptualnie, ale nie realnie - bo kiedy prawda wyszła na jaw maszyny wróciły do parków i cud się skończył.

A morał z tej bajki jest taki: gdy tworzy się wirtualne fakty, to otrzymuje się wirtualne efekty. Na chwilę, na czas rzekomej wizytacji.

Ale na szczęście historia magistra vitae est : Panie Ministrze, nie trzeba nigdzie jeździć , ani tracić na paliwo państwowych pieniędzy! Wystarczy tylko zadzwonić i postraszyć, i zaraz będzie czysto i wesoło! Bo metody takiej ministerialnej prowokacji będą naprawdę skuteczne.

A Dworce Centralne będą wreszcie pachnieć i lśnić na co dzień, nie od wizyty do wizyty - "Faktu".

Marek Palczewski

„Fakt” z 11 lutego 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl