Dziennikarstwo jest zawodem o najniższym stopniu zaufania społecznego – to przygnębiający wniosek po amerykańskich badaniach sprzed kilku lat; zaledwie 19% respondentów zza Oceanu wierzyło w prawdomówność żurnalistów (lekarzom 92%) – informuje w swojej książce – podręczniku Tony Harcup pt. „Dziennikarstwo – teoria i praktyka” *. Wyniki analogicznych badań w krajach zachodniej Europy (również w Polsce) nie są lepsze. A jednak - zauważa paradoksalnie brytyjski dziennikarz z prawie trzydziestoletnią praktyką, badacz mediów i wykładowca Uniwersytetu w Sheffield - w naszej profesji tkwi magnes wielkiej mocy, który do niej „przyciąga niekończący się strumień podekscytowanych młodych ludzi”.

Oto niektóre, zdefiniowane w szczegółach od setek lat i powtórzone przez Harcupa motywy ekscytacji: co dzień nowe, niepowtarzalne, podejmowane przez żurnalistę sprawy i problemy; ciągle nowi, spotykani i indagowani ludzie („bohaterowie i łajdacy”); okazje do zadania „nawet głupich pytań”, szanse dowiedzenia się czegoś ciekawego i przekazania tego światu; zainicjowane i prowadzone, także międzynarodowe kampanie na rzecz naprawy świata („większej w nim sprawiedliwości”); dreszcze emocji przy ujrzeniu swego nazwiska pod artykułem, czy programem w mediach elektronicznych. Również niebezpieczeństwa i zasadzki czysto fizyczne (nie tylko u korespondentów wojennych) podnoszą poziom adrenaliny, gdy docieramy jako pierwsi do miejsc i często beznadziejnych spraw w najdalszych zakątkach świata.

Z jakimi trudnościami zmagają się żurnaliści? Harcup analizuje wszystkie, które znamy: kłopoty z selekcją i oceną nagromadzonych faktów i problemów; opieranie się naciskom ze strony sił politycznych i rynkowo-komercyjnych; folgowanie sobie w sferze etyki zawodowej w pogoni za newsem i wierszówką. Autor na własnej skórze odczuł wzloty i upadki w walce o zachowanie profesjonalnej i osobowościowej autonomii. Podpowiada jako teoretyk i praktyk, jak wspinać się na szczyty i jak się na tych szlakach nie zagubić.

Wartością podręcznika jest jego atrakcyjna, bo przejrzysta kompozycja – prosto nazwane rozdziały dotyczące dziennikarstwa informacyjnego, publicystyki oraz dziennikarstwa śledczego; wertykalny podział każdej strony na część praktyczną i teoretyczną; żywa, pełna anegdot i „przykładów z życia” narracja; uatrakcyjnienie własnego wykładu licznymi aforyzmami, „złotymi myślami” innych wybitnych autorów. Oto kilka, które warte są przyswojenia i zapamiętania przez młodych oraz najstarszych adeptów sztuki dziennikarskiej do ich dni ostatnich: ●„News to jest coś, co przeczyta facet, który wszystko olewa”.●„Nie można faktów poddawać w wątpliwość”. ●„Im bardziej ktoś jest świadomy politycznych uprzedzeń, tym bardziej jest od nich niezależny”. ● „Opinia jest jak dziura w tyłku, każdy ją ma”.●„Komentarze mogą być dowolne, ale fakty nienaruszalne”.●„Każdy dziennikarz powinien być dociekliwy, nieważne, czy chodzi o futbol, czy o gotowanie”.

***

O licznych próbach wchodzenia na szczyty naszego dziennikarstwa i… głównie o upadkach podczas tych wspinaczek piszą utytułowani medioznawcy z kilku polskich uczelni publicznych i renomowanych, prywatnych w pracy zbiorowej „News i dziennikarstwo śledcze wobec wyzwań XXI ” * *

Dr Konrad Tatarowski, adiunkt w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego te wzloty i upadki diagnozuje dosadnie: Wojna w eterze ciągle trwa – tyle, że społeczne dobro jest bardziej jej ofiarą niż beneficjentem. Szeregowymi w niej rycerzami są dziennikarze, dowódcami kierownictwa nadawców medialnych, zaś „imperialistami” biznesmeni i politycy. Trwa wojna o kasę (miliony złotych z reklam) oraz o rząd nad umysłami i duszami wyborców (słupki poparcia).

Autorzy przeprowadzają wnikliwą analizę przyczyn, przebiegu i skutków posługiwania się bronią (nadawcy) oraz amunicją słowno-obrazową (autorzy tekstów i programów) przez rycerstwo zawodowe. Wartością kolejnej publikacji na temat zasygnalizowany w tytule jest prezentacja szerokiego spektrum opinii i poglądów. Autorzy wielkodusznie wspierają swoje przemyślenia cytatami kolegów po fachu. Czytelnik z zaskoczeniem stwierdza ilościowe bogactwo badań obszaru funkcjonowania krajowych mediów; ale także zagranicznych, głównie amerykańskich.

Dr Monika Worsowicz (Uniwersytet Łódzki), współredaktorka książki, w rozdziale poświęconym zjawisku zawrotnego tempa tzw. pogoni za newsem wzbogaca własne przemyślenia opinią koleżanki z uczelni, Barbary Kudry: „Wyniki badań świadczą o tym, że stonowany, spokojny język relacji medialnej (w tym nienaganna forma językowa) ma wśród odbiorców coraz mniej zwolenników. Powodzenie mają: słownictwo, frazeologia i metaforyka militarna, oskarżenia, jednoznaczność wartościowania, ostre kontrasty, egzaltacja. Żartując, można powiedzieć, że każda informacja powinna być arcysuperhipermeganewsem” .

Michał Drożdż (Papieska Akademia Teologiczna) zastanawia się nad konsekwencjami prześcigania się mediów w puszczaniu w eter newsów i nadużywania wolności słowa bez etycznego jego wartościowania. Zauważa: ”Szybkość i natychmiastowość implikuje także zjawisko nadużywania stereotypów, prowadzi do uproszczenia, spłaszczenia i powierzchowności ujęć”.

Adam Owczarek (Akademia Homanistyczno-Ekonomiczna) opisuje nowy gatunek informacyjny news on-line, z którym tradycyjny news gazetowy musi konkurować. Przegrywa, niestety, wyścig z czasem, ale wygrywa jakością - pogłębioną treścią. W prasie codziennej, mimo wszystko do rzadkości należy dziennikarskie wymyślanie newsa czy preparowanie informacji. Zaś takie praktyki coraz częściej pojawiają się w wirtualnej sieci (dziennikarstwo obywatelskie).

O fabrykowaniu newsów, czyli o faktoidach i tzw. tabloidyzacji informacji pisze w swoim rozdziale również dr Marek Palczewski (wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego i AHE) , współredaktor książki. W tym obszarze szaleją „uproszczenie, zwulgaryzowanie, pozbawienie tła i rzetelności, dominacja elementów rozrywkowych i dziwacznych kosztem, normalnych i poważnych”. Te wartości składane są w ofierze na ołtarzu, powtórzmy, szybkości przekazu. Masowy odbiorca to „kupuje”. A były naczelny redaktor jednego z tabloidów twierdzi nawet, że konfabulacja newsów, czyli fikcja dziennikarska jest bardziej atrakcyjna dla czytelników niż prawda. Inny tabloid utworzył specjalny dział, gdzie zatrudnił autorów – właśnie - do wymyślania informacji.

Drugim zjawiskiem, analizowanym przez autorów książki, jest zasygnalizowane w tytule tzw. dziennikarstwo śledcze. Rodzimi medioznawcy od kilkunastu już lat poświęcają mu dużo uwagi, o czym świadczy niemała lista publikacji polskich oraz angielskojęzycznych, przytoczonych w przypisach bibliograficznych po każdym rozdziale książki.

Termin „dziennikarstwo śledcze” pojawił się w polskich mediach w pierwszych latach III RP jako kalka amerykańskiego investigative reporting. Najgłośniejszym tekstem z tamtych lat był świetnie udokumentowany i skuteczny w założonym demaskatorstwie reportaż pt.„Korupcja w poznańskiej policji” (autorzy, Piotr Najsztub i Maciej Gorzeliński, Gazeta Wyborcza, 1994). Warto jednak zauważyć, że w latach PRL (a nawet w II RP) powstawały teksty, które dziś nazwalibyśmy dziennikarstwem śledczym, a wówczas określaliśmy je mianem reportaży interwencyjnych. Oczywiście, podlegały one, jak wszystkie media, jak wszystko w totalitarnym systemie, silnym ograniczeniom cenzury. W czasach PRL pojawiało się sporo reportaży interwencyjnych w sprawach znacznie mniejszego kalibru niż obecne opisy i analizy słynnych afer III RP. Tzw. ludowa władza nie pozwalała ujawniać skandali na swoich szczytach. Na szczeblach niższych i owszem – udawało się nam sporo ujawniać. Przypomnę nieskromnie, że mam ich sporo na własnym koncie.

Dr Wojciech Adamczyk (Uniwersytet Poznański) zwraca uwagę na rzecz oczywistą: obserwowany rozkwit dziennikarstwa śledczego możliwy jest w warunkach demokracji i pełnej wolności słowa.

Ta wolność bywa jednak często mocno nadużywana, o czym pisze prof. Maciej Mrozowski (Uniwersytet Warszawski). Mówi o zagrożeniach w kwestii rzetelności dziennikarstwa śledczego. Prześladują je te same, znane zmory, które prześladują całe dziennikarstwo: „Zamiast tropić nadużycia władzy, redakcje wolą sensacje, skandale i plotki z życia znanych ludzi, najlepiej celebrytów. Polityka zawsze rywalizowała z seksem i pieniędzmi; ostatnio najwyraźniej z nimi przegrywa”. Profesor dokonuje wiwisekcji głośnego reportażu pt. „Tajemnica czterdziestego piętra”, na temat równie głośnej tzw. afery gruntowej (jej słowa klucze to „łapówka”, „przeciek”) z bohaterami: Andrzejem Lepperem, Ryszardem Krauze oraz Januszem Kaczmarkiem. Mrówcza analiza warsztatu dziennikarskiego oraz treści i języka reportażu przekonuje nas co do słuszności wniosków profesora – analityka: „Jaka jest więc wartość reporterskich ustaleń Autorów reportażu? Ogólnie trzeba stwierdzić, że niewielka. Zapisy reporterskich peregrynacji po kraju niczego nie dowodzą”. Mrozowski zarzuca znanym autorom brak wiarygodności, nadinterpretację faktów, czy wręcz ich konfabulację. „Autorów poniosła wyobraźnia” – czytamy.

Deficyt staranności i rzetelności - cierpi na niego zbyt duża grupa dziennikarzy. Skutkuje on również robieniem złego użytku z prawa do informacji. Że korzystamy z jawnych i niejawnych źródeł informacji – to OK.!; to nasze święte prawo. Że jednak często z pospiesznie zebranych, niezweryfikowanych informacji (powszechne korzystnie z tzw. przecieków) wyprowadzamy natychmiastowe wnioski, dokonujemy arbitralnych sądów o sprawach i ludziach (winien, nie winien) – to już jest nasz grzech śmiertelny! Przejmujemy, wbrew prawu, kompetencje władzy sądowniczej i wykonawczej; to rozważania dr Joanny Taczkowskiej ( Uniwersytet Bydgoski). Przytacza ona jedną z opinii z licznych dokumentów Rady Etyki Mediów: ”Analiza dokumentacji artykułów śledczych wskazuje, że ich autorzy z reguły nie poczuwają się do winy, gdy okazuje się, że napisali nieprawdę. Nawet, gdy przegrają w sądzie, nadal przy każdej okazji wypowiadają się o swym sądowym adwersarzu jak o przestępcy…”

Wojna w eterze ciągle trwa…; nawet przybiera na sile. Warto jednak banalnie zauważyć – merytoryczny poziom mediów, klasa dziennikarzy, poszanowanie norm etycznych szczególnie przez dziennikarzy śledczych, są odbiciem poziomu klasy kierującej wszystkimi dziedzinami życia. Czym dla znacznej części klasy politycznej są kodeksy etyczne – widać gołym okiem. Jeden z najbardziej wymownych przykładów - opozycja parlamentarna za debatę polityczną uważa prowokowanie pyskówek oraz przypisywanie tych prowokacji stronie przeciwnej.

Wywody autorów książki są uporządkowane i przystępnie zaprezentowane; to jest niebagatelna ich wartość. Analizy i oceny powinny być obowiązkową lekturą dziennikarzy i… przyszłych dziennikarzy, studentów, którzy czują się zagubieni w gąszczu informacji, sądów i opinii. Są ogłuszani szumem medialnym, co stwierdzam każdego tygodnia w Instytucie Dziennikarstwa warszawskiej Alma Mater na zajęciach z dwiema grupami.

***

Do zagubionych adeptów i tuzów dziennikarstwa często bardziej przemówią prezentacje postaci – autorytetów naszej profesji niż publicystyczne (skażone dydaktyzmem) wymądrzanie się na temat zwycięstw i klęsk (tych, niestety, coraz więcej) rodzimej żurnalistyki i problemów zawodowego środowiska.

Do takich niewątpliwie autorytetów należał zmarły kilka lat temu wieloletni redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, Maciej Łukasiewicz, dziennikarz z ponad czterdziestoletnim stażem oraz równolegle działacz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i jego agendy – Rady Etyki Mediów. W niewielkiej książce pt. „Zawód i powołanie – o Macieju Łukasiewiczu” *** sylwetkę pierwszego laureata naszej najwyższej nagrody, LAURU SDP - kreśli Elżbieta Binder. Autorka wykorzystała chyba wszystkie możliwe źródła informacji o bohaterze tomiku, poczynając od jego rodzinnego archiwum i wspomnień najbliższych, których osierocił.

Były merytoryczne podstawy i psychologiczna pokusa opisać Łukasiewicza nie tylko jako mistrza dziennikarsko - redaktorskiego fachu, ale także herosa - uczestnika solidarnościowej konspiry stanu wojennego i jeszcze wcześniejszej pracy w Tygodniku Demokratycznym (sekretarz redakcji) , firmowanym przez Stronnictwo Demokratyczne. Już wtedy Bezpieka kompletowała w jego teczce haki dotyczące „opozycyjnych działań wobec PRL” przez grupę młodych dziennikarzy. Zawirowania polityczne w latach osiemdziesiątych wzmocniły „czujność” specsłużb i Łukasiewicz „dorobił się” drugiej teczki; znalazł się nawet na tzw. liście Wildsteina. Jednak w 2005 roku otrzymał z IPN status osoby pokrzywdzonej. Bohater Elżbiety Binder budzi szacunek jak mistrz fachu, bo takim chciał być. Nie chciał natomiast uchodzić za herosa w jakiejkolwiek sferze życia. Odebrałem go po lekturze książki jako znaczącą postać naszego środowiska, choć nie miałem okazji poznać go osobiście.

Czytelnicy tomiku, zwłaszcza „narybek” dziennikarski, mogą się sporo dowiedzieć o historii polskiej żurnalistyki ostatnich dziesięcioleci. Uważne prześledzenie opisanych faktów z życia Łukasiewicza, poznanie wielu jego opinii o podstawach warsztatowych i kwalifikacjach moralnych naszego fachu, a także opinii wybitnych postaci naszego życia społecznego o nim daje jedną z odpowiedzi na pytanie Tony’ego Harcupa: dlaczego dziennikarstwo, mające tak niskie notowania w rankingu zawodów zaufania społecznego, tak bardzo pociąga młodzież, poszukującą zawodów stale gwarantujących wysoki poziom adrenaliny.

Wiesław Łuka

* Tony Harcup – „Dziennikarstwo – teoria i praktyka”, Łódź 2010.

** „News i dziennikarstwo śledcze wobec wyzwań XXI wieku” – pod redakcją Marka Palczewskiego i Moniki Worsowicz, Łódź 2010.

*** Elżbieta Binder – „Zawód i powołanie, o Macieju Łukasiewiczu”. Wyd. Spółka Presspublica 2010.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl