Nie rozumiem zasad certyfikacji filmów wyświetlanych w polskiej telewizji: publicznej i prywatnej. Nie wiem czy ludzie nadający certyfikaty w ogóle kierują się jakimiś zasadami i czy oglądają certyfikowane przez siebie filmy. I czy ci, którzy certyfikują filmy zagraniczne znają języki obce.
Moje wątpliwości biorą się stąd, że filmy zawierające najbardziej siarczyste przekleństwa w wykonaniu największych gwiazd kina anglojęzycznego opatrywane są certyfikatem 12 i kierowane do emisji w niedzielne popołudnia.
W ubiegłą niedzielę Polsat nadał film "Nic nie widziałem, nic nie słyszałem" (See no evil, hear no evil) z Richardem Pryorem i Genem Wilderem. Zmarły przed kilku laty Richard Pryor był wielką gwiazdą amerykańskiego kina w latach 70 i 80 tych. Był również gwiazdą stand up comedy i słynął z wyjątkowo wulgarnego języka, chociaż trzeba przyznać, że przeklinał z wdziękiem. Nie widziałem wszystkich jego filmów, ale te, które widziałem obowiązkowo zawierały standardowy cocktail słów fuck, shit, motherfucker itp. Podobnie było w ubiegłą niedzielę.
Ktoś, kto chociaż trochę liznął historię kina ostatnich 30 lat powinien wiedzieć, że film z Richardem Pryorem to nie jest oferta na porę obiadową dla 12 latków, czyli uczniów ostatniej klasy szkoły podstawowej. Wiem, że życie jest brutalne i wulgarne, ale chciałbym wierzyć, że niektóre dzieci w wieku 12 lat zachowały jakiś margines niewinności i nie wszystkie muszą słyszeć tekst "przeleciałem twoja siostrę" (I fucked your sister) wypowiedziany przez Pryora.
Dwa tygodnie wcześniej, również w niedzielne popołudnie w Polsacie oglądałem film "Flashdance" , w którym , śliczna Jennifer Beal powiedziała do swej rywalki "I fucked his brains out!" Ja bym to przetłumaczył, jako "zerżnęłam go tak, że mu się mózg wylasował".
W niedzielę pod koniec stycznia, w porze obiadu, telewizja publiczna emitowała amerykański film "Keith", z którego pochodzi tekst "możesz mi obciągnąć".
Pozwolą Państwo, że zapytam what the fuck is going on? Takie teksty w porze weekendowego, rodzinnego oglądania telewizji? Czy nikt tego nie pilnuje? Ani w publicznej, ani w prywatnej? Może ci, którzy mają pilnować nie znają języka, albo myślą, że angielskie wulgaryzmy przykryje polskie tłumaczenie, które zwykle jest łagodniejsze od oryginału. Fuck it tłumaczy się np., jako chrzanić to. No, więc oświadczam, że polskie tłumaczenie wielu fucków nie przykrywa.
Każdy, kto choć trochę zna Wielką Brytanię wie, że jest to kraj liberalnej czy wręcz libertyńskiej obyczajowości. Jest to kraj, w którym wynaleziono wspomniane słówko fuck , robiące dziś niesłychaną międzynarodową karierę.
Trzeba koniecznie dodać, że słówko to przekroczyło wszelkie granice klasowe i warstwowe i jest integralnym elementem brytyjskiej demokracji. Jest jednak w W. Brytanii strefa ochronna, w której ani to słowo ani inne bliskoznaczne nie mają prawa pojawić się przed godziną 21. Tą strefą jest telewizja: publiczna i prywatna. W każdym kanale TV czuwa nad tym specjalista (compliance officer) przeglądający materiały do emisji pod względem zgodności z wytycznymi OFCOM, czyli regulatora mediów elektronicznych. I ja bardzo proszę naszego polskiego regulatora o wprowadzenie podobnej strefy ochronnej. Naprawdę jeszcze nie wszyscy i nie o każdej porze chcemy rozmawiać ze sobą językiem wojny polsko-ruskiej. I nasz drogi regulator powinien to uszanować.
Marek Pieczyński
