Zdumiewająca jest aprobata rodaków do wsłuchiwania się w opinie polityków. Kanapowe pokrzykiwania wymieniających się ciągle tych samych kilkunastu osób z prawa i z lewa dobywają się z głośników wszystkich stacji radio-telewizyjnych. Oni sami mówią nam co dobre, a co złe. Kilka takich zestawów grupowych opatrzyło się i osłuchało do tego stopnia, że dokładnie z góry wiadomo, co „grubas” rzeknie, kiedy „przesłonięta grzywą” się zacietrzewi i jak sam będzie się rozpalał cham–hrabia.

Wszystko już było. Nuda! Ale ktoś tam w tych stacjach nadal odkręca kurek. 

Zapraszają krzykaczy, którzy odstawiają ciągle te same szopki. Chłopek–roztropek grozi że – przyleje, no bo przecież gołym okiem widać, że silny jest. „Papuga” siedzi na dwóch krzesłach, wyobraża sobie, że jest w todze i poucza wszystkich, czego zabrania, a co nakazuje prawo. Grzeczny (na oko) chłopiec, który w swojej partii jest właśnie na topie, ironizuje i odszczekuje się chwacko. I toć z góry wiemy, co oni za chwilę powiedzą, a oni… mówią.

Redaktor – nagrodzony przez swoją część środowiska dowcipkuje i rozdziela łaskawie głosy. Jedna „dyskusja”, za chwilę druga. W stacji publicznej i komercyjnych też. Wędrują po nich, obwożeni po Warszawie ci sami goście – politycy, celebryci i dziennikarze – beserwiserzy.

Kiedyś gdy „Dziennik Telewizyjny” łgał już nie do wytrzymania – wymyślono zbiorowe spacery w czasie 19:30-20:00. Wylegało więc bractwo na skwery i ulice. Mimo wieczoru pełno było ludzi z dziećmi, a nawet dzieci w wózkach. Teraz, cholera, zimno jest jak diabli, ale z wiosną może by właśnie zbiorowo zaprotestować. Zdrowiej będzie dla płucek i rozumu. Niech Ci w telewizorach gadają komunały sami o sobie i bez publiki. Jakiś czas będą się tak jeszcze puszyć, ale gdy słupki oglądalności opadną, to piorunem z ramówek wylecą. I już!

Biję na alarm. Chciałbym na koniec kadencji parlamentu usłyszeć już nie ciągle tych samych 50-ciu, 60 - ciu posłów i senatorów, ale chociażby raz każdego z tych 400 również przecież przez naród wybranych. Kręcili młynka w poselskich ławach przez całe lata, niechże choć raz coś rzekną, niech się pokażą. Niech dzieci, niech ich wyborcy zobaczą i usłyszą w telewizji choć raz, zanim wykatapultują, a ich miejsce zajmą tacy sami anonimowi i nieśmiali reprezentanci narodu.

Redaktorzy! Zaryzykujcie, zaproście w ostatnich miesiącach kadencji również innych, nieznanych nam parlamentariuszy. Może jednak są w ławach poselskich ukryte talenty, a tylko wierchuszka partyjna odsuwa ich w cień i blokuje. Ludzie wyjdźcie z cienia, bo niedługo już będzie „do widzenia”. Nie dość, że wyborcy będą mieli do was pretensje żeście przekimali kadencję, że was już powtórnie nie wybiorą, to jeszcze dojdzie potem taki żal do samego siebie: czemu nie wykorzystałem okazji by choć raz się pokazać, by „coś znaczącego zrobić”.

Kogo się boicie – prezesów, szefów klubu? Autorytety dawno już nimi nie są. Was wybierał NARÓD, barwy partyjne to rzecz wtórna. Ludzie – już do końca życia – ci, z którymi trzeba będzie potem współżyć w swoim mieście, wiosce – będą wam pamiętać i dobre i złe, ale asekuranctwa i tchórzostwa nie wybaczą. Zadziobią. Już Żeromski ostrzegał.

A może jest Was po prostu ZA DUŻO?! Parkinson dowodzi, że biurokracja sama się napędza, przysparza pracy i rozrasta z tego. Prawnicy komplikują rzeczy proste, bo z tego potem żyją. Posłowie uchwalają, zmieniają ledwo uchwalone, jeżdżą tam i z powrotem, robią ważne miny, obiecują i potem nikną gdzieś za horyzontem kolejnych wyborów. Kto zawinił, kto niedopilnował – nieważne. Odpowiedzialność zbiorowa. Już przebierają nogami następni. I tak w koło Macieju. Od rewolucji do rewolucji. Ostatnia wymiana była 20 lat temu. Może już pora wymyślić coś nowego. Ta dzisiejsza hybryda socjalistyczno-kapitalistyczna z kast uprzywilejowanych nierobiących albo dorabiających się tam, gdzie styka się państwowe z prywatnym – nazywa się demokracja. Ale czy nią jest rzeczywiście, gdy głos głupka, złodzieja liczy się tyleż co uczonego, uczciwego?

Wybory jedno - czy dwudniowe – to jest przedmiotem bełkotu. A gdzie, kiedy i jak będą przedstawieni kandydaci ten najważniejszy problem znowu schodzi na plan dalszy. A przecież wszyscy kandydaci powinni być dobrze przedstawieni, żeby wiadomo było KTO ZACZ! I na kogo mamy oddać głos.Wiadomo, że o wyborze decydować będzie miejsce na liście wyborczej. A więc nie Ty koleżanko - kolego wyborco, ale za Ciebie dużo wcześniej wybierze Tusk, Kaczyński, czy Napieralski. Czytam w „Rzeczpospolitej”: „uprawianie seksu oralnego grozi rozwojem raka jamy ustnej – ostrzegają uczeni”. A czym grozi lekceważenie NAS, uważanie edukowanego w końcu społeczeństwa za bandę ubezwłasnowolnionych ramami ustaw i różnych tzw. aktów wykonawczych. Czy mamy głosować – tzn. wybierać, czy wkładać do pudła kartki, na których nasze krzyżyki są bez znaczenia, bo decyzje partyjnych szefów przesądziły kto będzie wybranym i gdzie.

„Walka liderów w regionie…” – czytam znowu w popularnej „Rzepie”. „Większość powiatowych kół domaga się zwolnienia nadzwyczajnego zjazdu regionalnego…”, „przewodniczący nie umie się porozumieć z większością regionu…” itd itd. W której partii? W każdej! Gdzie? W wielu, w bardzo wielu miastach, powiatach, czyli zanim zadecydują ci na górze, buldogi pod dywanem zdrowo się już ponadgryzają. I potem tacy okaleczeni mają być piękni?

Demokracja!? Niczego lepszego nie wymyślono! Tyle, że w starożytnej Grecji nie było telewizji i internetu. Teraz są. I można się nimi posłużyć. Rozmowy z kandydatami nie powinny ograniczać się do kilku zdawkowych pytań. Na głupie pytania – padają proste – prostackie odpowiedzi. Trzeba porozmawiać – wyczerpująco i spokojnie, pytający musi też „coś niecoś” wiedzieć. Musi być na to przeznaczony odpowiednio długi czas rozmowy i miejsce.

Lokalne programy telewizyjne byłyby do tych rozmów najodpowiedniejszym miejscem. Ba, ale właśnie praktycznie są one likwidowane! Nie ma na nie pieniędzy, zabrano społecznościom lokalnym 16-stu regionalnych oddziałów telewizji publicznej czas antenowy. Zostawiono tylko ok. 3 godzin na dobę. To za mało! Dla decydentów wybory są ponoć ważne. To slogan nieprawdziwy. Ważne jest dla nich by ICH WYBRANO! Ale jak to będzie się działo – nie ważne. Prezydent miasta, który wie, że ma na starcie dużą przewagę w prognozach wcale nie chce dyskusji z konkurentami. Po co? Najwyżej mógłby przewagę stracić. Po co wystawiać się na próbę. Po co startować w konkursie przy otwartej telewizyjnej kurtynie. Niech wybrańców dalej wybierają „wybrańcy”. (A popaprańców – popaprańcy).

Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl