W „Super Expressie” wciąż o miłości/końcu miłości/nawrotach miłości Dody i Nergala. Cóż, zajmująca historia. Zajmuje czas i miejsce w gazecie. Zajmuje nas i drenuje nasze kieszenie. I sprawdza nerwy. Takiego dziennikarstwa potrzebujemy?
W „Dzienniku Gazecie Prawnej” ostrzeżenie, że Polska odczuje skutki japońskiego dramatu. Sianie paniki czy trafna prognoza? Takiego dziennikarstwa chcemy?

W „Uważam Rze” wywiad z Janem Marią Rokitą, który zamiast powrotu do polityki wolałby pojechać do Egiptu, a konkretnie (gdyby nie zajęcia ze studentami) już pewnie byłby w Kairze. Chciałoby się rzec mu na drogę bon voyage, tylko czy nas zrozumie… Ale, czy takiego dziennikarstwa oczekujemy?
A we „Wprost” do chóru wylewających żale z powodu rychłego pożegnania Małysza dołącza Krzysztof Skiba. Może więc takiego dziennikarstwa nam trzeba? Dziennikarstwa na miarę idola z Wisły, małyszo – dziennikarstwa. Tylko patrzeć jak nowe pokolenie dziennikarzy przypina narty do nóg i w górę do nieba wzlatuje, wysoko ponad chmury, by orłowi z Wisły (a może i z godła) dorównać. Będzie to akt tyleż patriotyczny, co straceńczy, ale podobno jako naród lubimy takie ekstrema.
Czytam książkę dwóch amerykańskich medioznawców i ex-dziennikarzy, Billa Kovacha i Toma Rosenstiela Blur: How to Know What's True in the Age of Information Overload o zamazywaniu granicy pomiędzy dziennikarzem a obywatelem, wydawcą a reporterem, odbiorcą a nadawcą. Dziś – w dobie Internetu, blogów, Twittera i szumu informacji każdy może grać każdą rolę na miarę swoich potrzeb i zdolności (spełniają się tym samym marzenia 19.wiecznego, zapomnianego trochę dziennikarza, który nazywał się Karol Marx). Jak zatem rozpoznać dziennikarza od nie - dziennikarza? W ankiecie SDP nie - dziennikarze to też dziennikarze, a zatem będąc nie – dziennikarzami też, chcąc nie chcąc, jesteśmy dziennikarzami. Bo może dziennikarstwo to stan umysłu, stan duszy bardziej niż profesja? Czy takim chcielibyśmy widzieć dziennikarza - zbawcę narodu, cierpiącego za miliony, i tak jak w felietonie Krzysztof Kłopotowskiego, walczącego o coś z przekonaniem pokornego wyznawcę interesu publicznego?
Historyk Pierre Rosavallon pisze, że dziennikarstwo stało się zawodem takim jak każdy inny. To znaczy jakim: takim jak piekarstwo, lodziarstwo, cukiernictwo i rzeźnictwo? Czy kimś takim ma być dziennikarz? Trochę się zgadza, bo dziennikarz-rzeźnik zarzyna, dziennikarz-piekarz na ruszcie dopieka, dziennikarz-lodziarz kręci lody, a dziennikarz – cukiernik słodzi, że aż miło.
A wydawałoby się, że to takie proste, żeby dziennikarz był po prostu dziennikarzem. Może więc zamiast głowę łamać i po nocach nie śnić o dziennikarstwie jakiego (nie)potrzebujemy, róbmy swoje i piszmy o Dodzie, Rokicie i Małyszu, a medioznawcy i tak znajdą powód, by szukać de- i re-de -finicji. A świat i tak nadal będzie się kręcił aż do końca. I to by było ad vocem.
Marek Palczewski
15 marca 2011
