2. Śniadanie Mistrzów w TVN zaczęło się od celebry.

Najpierw powiało nudą. Do czasu, gdy do akcji wkroczył Kukiz. A kiedy w ringu pojawił się Hołdys, to nokaut wisiał w powietrzu. Nokaut ze śniadaniem na stole. Premierowi odechciało się jeść.

Kukiz wypalił: „jest Pan okupantem partyjnym”, a Hołdys dołożył: „Polska nie jest demokratycznym krajem […] żyjemy w kraju, w którym dyktujecie nam na kogo mamy głosować”.

Zaczęło się coś dziać. Lepiej po 30 minutach, niż wcale. Okazało się, że można nie bać się premiera i można obejrzeć telewizję bez czołobitnych dziennikarzy. Za to z artystami, którzy nie odpuszczali. Odpuszczał za to premier i przyznawał się do błędów.

Jeszcze nie tak dawno premier mówił, że dziennikarze zmieniają samochody co rok. Wychodzi na to, że mój kolega zmienia dziesięć razy w roku, bo ja raz na 10 lat. Ten sam premier chciał zabrać twórcom i dziennikarzom 50 procent „uzysku”, żeby więcej nie zarabiali - wszak uzysk to wyzysk. Można było też likwidować abonament, bo publiczna telewizja utrzyma się z reklam i tańców na lodzie przy Dodzie. Jest na co popatrzeć – powiedziałby zapewne poseł W. z dynastii PO.

Nie bez kozery wiele lat temu pisał profesor Leszek Nowak (uwaga: ex-marksista!) o klasie trójpanów. A jednym z trzech elementów ich panowania są media. „Mediów raz zawłaszczonych nie oddamy nigdy, a tę rękę podniesioną...”, itd. Znacie? Pewnie, bo to jest leitmotiv wielu polityków od sasa do lasa, a ostatnio przypomniany środowisku twórców, gdy majstrowało ze społecznym projektem ustawy medialnej. Bo komu taki projekt potrzebny, pytano, przecież nie widzom, a politykom to już na pewno nie. Chciało go lobby producenckie, by dorwać się do kasy państwowej. No a tej przecież nie oddamy i „będziemy bronić jak niepodległości”, itd. itp.

„Nikt mnie nie musi przekonywać do wolności dziennikarstwa” - stwierdził premier. To dobrze, bo tym przynajmniej możemy się pocieszyć. „Dziennik Łódzki” podał, że wśród najbardziej wpływowych pięćdziesięciu ludzi w łódzkiem nie ma żadnego dziennikarza, jest za to prawie trzydziestu polityków. Wolność czwartej władzy została potwierdzona wolnością od wpływów na, ale nie od wpływów z zewnątrz. Za to pierwsza władza wydaje się być zniewoloną przez media, bo bez mediów obyć się nie może. Ich wzajemne relacje przypominają romans, rodzaj uwiedzenia. Tylko kto kogo uwodzi: politycy dziennikarzy, czy odwrotnie? Kto jest panną na wydaniu, a kto lowelasem?

Na szczęście artyści nie dali się uwieść. Nie skusiły ich suto zastawione stoły studia TVN - prawie nic nie jedli, za to sporo pili, i mówili.

Wreszcie zobaczyliśmy prawdziwą rozmowę, a nie ustawkę medialną. Przyszedł premier do artystów na drugie śniadanie mistrzów. A mistrz Hołdys patrząc mu prosto w oczy przy stole pełnym łakoci powiedział: mordujecie kulturę! - „Nie bijcie się z PiS-em, tylko zróbcie coś konkretnego”. Tylko, co ma premier zrobić, kiedy tyle wokół już zrobiono; orliki, autostrady i obwodnice, szybką kolej. Czego jeszcze można chcieć? W telewizji można powiedzieć wszystko, ale premier nie chce obiecywać.

I takiej telewizji nam trzeba – telewizji z jajami nie tylko na stole. I premier o tym wie.

Było więc wszystko, czego widz oczekuje: było spięcie, kulminacja i rozładowanie emocji. Były pomarańcze, kwiaty, sałatki i ładne panie w tle. Więc wszyscy powinni być zadowoleni. Ale nie byli. Na szczęście.

 

Marek Palczewski

 

27 marca

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl