Już za parę dni, za dni parę, weźmiesz mandat swój...i zacznie się zjazdowy bój.
Oczywiście, nie wszystko to prawda: bo nie za parę dni, lecz za dwa miesiące, i nie zacznie się bój, tylko odbędzie się rzetelna ocena naszego stowarzyszenia i kondycji dziennikarstwa jako takiego.
Brzmi ładnie, a nawet bardzo.
Dokładnie trudno być wróżką i powiedzieć kto dokładnie przyjedzie, ale można, posiłkując się cudzą publikacją, pokusić się o sportretowanie środowiska dziennikarzy - potencjalnych zjazdowiczów.
A podstawą dla namalowania takiego portretu mogą być wyniki badań przeprowadzonych przez Agnieszkę Stępińską i Szymona Ossowskiego* z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Badanie objęło 329 dziennikarzy. I co z nich wyszło? Ano, wyszło – jak zwykle – szydło z worka. Okazało się, że przewagę mają mężczyźni (było ich w badanej grupie prawie 60 proc.), mieszkańcy największych miast (71 proc.), posiadacze wyższego wykształcenia (84 proc. ale tylko 31,6 proc. ma skończone studia dziennikarskie), o średnim stażu w zawodzie 10 lat. Niestety, nie ma się z czego cieszyć, bo tylko 14 procent z nich należy do jakiegoś stowarzyszenia dziennikarskiego.
I w zasadzie tutaj mógłbym skończyć felieton, bo jak dalej pisać o naszych sprawach, skoro tylko co 7. dziennikarz należy do środowiskowego stowarzyszenia... Czyli, nasz będzie ten z niedzieli, inaczej mówiąc nierzadko już odpoczywający na emeryturze. Mimo to, może warto przyjrzeć się również tym innym i pomyśleć czego im trzeba. Co ich kręci (80-90 procent dziennikarzy jest zadowolonych z pracy), a co im w życiu doskwiera? I komu najbardziej? Może to choć trochę pocieszy...
Kiedy porównać ze sobą dziennikarzy prasowych, radiowych, telewizyjnych i internetowych, to okazuje się, że szczególnie wyróżnia się jedna grupa zawodowa. Łatwo było zgadnąć – mnie się udało: to dziennikarze telewizyjni. 60 procent dziennikarzy telewizyjnych jest zatrudnionych na umowie-zleceniu lub umowie o dzieło. Gdy weźmie się wszystkie grupy zusammen do kupy, to okazuje się, że takiej formie pracy podlega niewiele ponad 20 procent. Dziennikarze telewizyjni są też, w porównaniu z innymi, najmniej zadowoleni z pracy. I właśnie oni najgorzej oceniają poziom informowania opinii publicznej przez organizację medialną, dla której pracują. Dziennikarze telewizyjni najczęściej wskazywali na ograniczenia w wolności wyboru realizowanych tematów. Częściej niż przedstawiciele innych mediów nie interesują ich premie w pracy. I nic w tym dziwnego: jako pracownicy nieetatowi tych premii po prostu nie mogą dostać. Ciekawe również, że największa grupa respondentów, dla których kształtowanie opinii publicznej było niezbyt ważne, znalazła się wśród pracowników stacji telewizyjnych.
Jaki stąd wniosek? Ano taki, że tam gdzie pracodawca nie zapewnia bezpieczeństwa, ogranicza w stopniu większym niż inni swobodę działania, i nie daje premii, istnieje najmniejsza satysfakcja z pracy i najmniejsza wiara w sens oddziaływania na opinię. A wniosek dla nas, dla Stowarzyszenia?
Zadowoleni nie potrzebują zmian, zadowoleni z siebie, z sytuacji, dobrze wykarmieni i przekonani o mocy swojego środowiska, a jeszcze bardziej swojej własnej, nie będą szukać pomocy. Celebryci dziennikarscy jakoś sobie radzą i nie muszą prosić o zapomogę Stowarzyszenia, gdy znajdą się już przypadkiem na emeryturze, lub popadną w ciężką chorobę. Nie muszą liczyć na cudzą łaskę, czy solidarność. Nie będą walczyć, bo nie mają o co i dla kogo.
Za dwa miesiące będzie zjazd, na którym spotka się wielu członków SDP nawet sprzed 30 lat. Zmienione twarze, te same problemy. Nasze Stowarzyszenie. Wielu niezadowolonych.
I bardzo dobrze, przynajmniej na naszym zjeździe nie będzie wiało nudą usatysfakcjonowanych sobą celebrytów, kilka razy w roku zmieniających samochody.
Ja tam wolę rowery!
Marek Palczewski
5 kwietnia 2011
*A. Stępińska, Sz. Ossowski, Dziennikarze w Polsce: wartości, priorytety i standardy zawodowe, „Studia Medioznawcze”, nr 1 (44), 2011, s. 17-27.
