Czy można przez 3 godziny oglądać i słuchać dysputy politycznej w TV?

Ja robiłem to kilka dni temu w Łucku, 220 tysięcznym mieście ukraińskim, tuż za naszą granicą, o którym - w przeciwieństwie do wspominanego często Lwowa – wiemy niewiele.

 Otóż trafiłem na dyskurs „na żywo” przed kamerami już po 22-giej. Przerzucając w pokoju hotelowym kanały telewizyjne, które tak jak u nas zionęły agresją nachalnej reklamy – czytam nagle, na tle obrazu pokazującego studyjny tłumek osadzony gęsto i w czerwieni dekoracji: „Szuster-live”. Zborny facecik z bródką i okularach uwija się chwacko z mikrofonem, a kolejno – spokojnie i rzeczowo - mówią zaproszeni goście: po ukraińsku, po rosyjsku. Kłopotów ze zrozumieniem nie mam, bo nikt tu nikomu nie przerywa i nie włazi z kopytami póki poprzedni nie skończy. Rzecz idzie o politykę zagraniczną Ukrainy. Uczestnicy to deputaci różnych szczebli i władz oraz dominujący młodzi ludzie elegancko ubrani, ogoleni, kobiety uczesane. Żadnych trampek, dżinsów i luzu, który u nas demonstruje z uporem wartym lepszej sprawy pewna pani profesor. Może to i prowincjonalne, ale wolę, niż barachło z dwudniowym zarostem udające elitę.

Ale mniejsza o obraz. Ważne co mówią. Dyskusja staje się coraz ostrzejsza, a i prowadzący wcale nie unika własnego komentarza, choć nie nadużywa swojej pozycji w programie. Taki – moderator aktywny. Wiemy co on sam myśli na dany temat, ale nikogo nie gasi.

Rozmowa koncentruje się na Libii. Młody, przystojny deputowany w bardzo ostrych słowach krytykuje poczynania amerykańsko-angielsko-francusko-włoskie. Mówi o Obamie, że budził nadzieję, a teraz jawi się jako agresor – co przypomina Irak, a nawet Wietnam.Riposty są również ostre. Ukraina to dziś kraj jakby trzech społeczeństw – patrioci, liczący na zachód – Unię, NATO i zdecydowani zwolennicy Moskwy.W czasie programu prowadzony jest sondaż opinii publicznej, a wynik – przynajmniej dla mnie – jest zaskakujący: 80% mówi NIE WTRĄCAJCIE SIĘ - 16% powinniśmy pomóc… Kadafiemu(!), a tylko 4% optuje za wsparciem rebeliantów.

Łuck jest rozległy. Sporo tu nowych wielopiętrowych osiedli mieszkaniowych. Między nimi doliczam się 4-ech cerkwi, w tym jedna potężna jak nasze katedry. Ale jezdnie w mieście – pożal się boże. Minister Garbarczyk, gdyby został tu wytrzęsiony na dziurach – mógłby pomyśleć: „no, u mnie jest lepiej”.

Największa kolejka przed polskim konsulatem po wizy: 30-40 osób. A konsulat ładny. Widać go z daleka – bo na wzniesieniu przy ważnym skrzyżowaniu dróg. Nowe, jasne tynki i szklane ściany. Dobrze. Gorzej jest na przejściach, gdzie te wizy trzeba pokazać. Tam skandalicznie długie kolejki Tirów. W Dorohusku od strony polskiej ponad 10 kilometrów wielkich samochodów i beznadziejne narzekający kierowcy, których najwyraźniej mają „gdzieś” wszelkie związki transportowców, zrzeszenia przewoźników (namnożyło się tego), ministrowie i inni. Ci ludzie tracą czas, benzynę. Kompromitacja Polski i Ukrainy. Telefonuję z trasy do znanych dziennikarzy „samochodowych” Olka Żyznego, Włodka Zientarskiego. Na nich wylewam gorycz tego, co widzę. No, tak – wiadomo od lat wiadomo, że tak jest. Były protesty, strajki. Nic się nie zmienia. Mówimy o tym ciągle - słyszę: groch o ścianę.

W szczerym polu – godzinami stoją ludzie, czekają. Jaka to współpraca. Jakie szanse na sprawne przeprowadzenie „Euro 2012”. Przejścia już dziś zablokowane. Drogi – rozbabrane. Czy rok wystarczy, aby zrealizować zobowiązania? Dopóki obawiano się pana Plattiniego – że wkurzy się i zabierze prawo do rozgrywek – sprawę klajstrowano. Teraz jednak dynamicznych robót na drogach nie widziałem. No, bo przecież i tak już nam tego niefrasobliwie przyjętego prezentu – nie zabiorą. Jakoś się potoczy. Jakoś to będzie – jak zwykle: Ukraińcy, Polacy – w tej sprawie mentalność podobna.

Jeszcze jeden żałosny widok – to zamieniające się w ruinie wielkie zakłady. Znamy wytłumaczenie. Ale jednak przykro patrzeć jak kombinaty, hale produkcyjne ciągnące się na setki metrów, wielkie obiekty fabryczne – gdzie pracowało po kilka, kilkanaście tysięcy ludzi -stoją teraz z wybitymi oknami i zioną beznadzieją. Przecież to już wiele lat mija od rewolucyjnych zapowiedzi. Symboliczne może być, że np. w wielkim kombinacie (główna hala produkcyjna o długości kilkuset metrów) wytwarzającym kiedyś materiały syntetyczne, dziś powstało CENTRUM ROZRYWKI – nazwane „ADRENALINĄ”! Były dziennikarz, pisarz Pan Iwan Korsuk zbudował tu tory gocartowe, rolkowe. Działają kina – trójwymiarowe i sale grozy, kawiarnie, restauracje, sklepy z odzieżą sportową, a także jezioro dla wędkarzy, wreszcie strzelnica - gdzie można walić do tarcz nawet z „kałasznikowa”.

Choć Łuck jest niewielki – powiedziano mi, że jego centrum zabawowo-rozrywkowe jest największym w państwie ukraińskim. Odwiedza je około tysiąca osób dziennie.Jaka jest więc dzisiejsza Ukraina: podzielone społeczeństwo, zawiedzeni ludzie, niewiedzący w którą iść stronę. Były ZSRR. Jeszcze się go czuje. Po dziurawych jezdniach przemykają najnowsze modele Mercedesów, Toyot, BMW. Ale dziesiątki tysięcy ludzi wyjeżdża „za chlebem” – m. in. do Polski. Porobiło się. Co będzie dalej?

- Otworzy się przed nami szerzej Unia - to Rosjanie zahamują nasz eksport – mówią mi.

- Na Majdanie było kolorowo i szczęśliwie, ale wyidealizowani przywódcy pokłócili się i zawiedli naród – słyszę.

- Poszedłbym wtedy z gołymi rękami na czołgi – mówi student informatyki – a teraz nienawidzę tej baby i tego mięczaka.

Pozmieniano nazwy ulic. Zostali – Szewczenko i Lesia Ukrainka. Przynajmniej coś. W wielkich budynkach partyjnych wznoszonych z przepychem i rozmachem, po już ledwo trzymających się kupy parkietach przebiegają gromady studentów. Tacy sami jak u nas. Bynajmniej nie w fartuszkach szkolnych czy mundurkach. Wszyscy trzymają przy uchu komórki, wszyscy mają adresy mailowe, wszyscy rozumieją po polsku. Serdeczni. Jeśli zjawisz się nawet przez południem – nie obędzie się bez lampy (!) koniaku. I to przedniego. I tylko nie zacznij wygłaszać toastów. Bo będziesz musiał wypić do dna.

Korupcja. Sami to mówią. Wszechobecna, obezwładniająca państwo korupcja. I rzesze urzędników. Z jednej strony gdzieś tych ludzi trzeba upchnąć. (Popatrzmy co w tej sprawie zrobił u nas rząd Tuska – opowiadano bajki o redukcjach, a tymczasem biurokracja jeszcze się rozrosła). Polska-Ukrain, Ukraina-Polska. Byle do „Euro”, a potem? Kto tam by się martwił co będzie potem. Nie wtrącać się – mówią uczestnicy telewizyjnej dyskusji w sprawie Libii u redaktora Szustera.

„Niech na całym świecie wojna – byle nasza wieś spokojna” – to przecież już znamy. Ale czy w globalnej wiosce w ogóle jest to możliwe?

 

Stefan Truszczyński

12.04.2011 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Łuck nocą

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oj, chyba się nie dogadamy. Krakowskie Przedmieście 10.04.2011 r.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl