Nowa książka o Janie Nowaku Jeziorańskim - jednym z kilku, którzy „ostatni, co tak poloneza wodzili” *. Żyje jeszcze Władysław Bartoszewski, naprawdę ostatni. On właśnie nazwał niedawno Kuriera z Warszawy „typowym, krewkim polonusem - nie zawsze w kontaktach z ludźmi anielsko cierpliwym, czy sprawiedliwym, ale głęboko zaangażowanym w działania pozytywne”.
Nie trzeba dodawać: działania dla Polski. Ten „krewki polonus” w ostatnich latach swego życia wygłosił proroctwo dla kraju: „Co może zaszkodzić Polakom? – Polacy sami sobie…”.Proroctwo się spełnia na naszych oczach, niestety, wbrew ewangelicznym słowom, przypisywanym Jezusowi: najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Część z nas brnie w „wojnę polsko-polską” m.in. w świetle pochodni płonących na szlaku między warszawską katedrą a Pałacem Prezydenckim, przed którym w niepodległej i demokratycznej Polsce tzw. „prawdziwi Polacy” znów śpiewają: „ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”; tak, jak podczas zaborów i jak w stanie wojennym. Wielka szkoda, że już nigdy JNJ nie skomentuje na żywo tych polityczno-modlitewnych brewerii pod krzyżem i w „obronie” krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Dobrze, że dr Konrad Witold Tatarowski, adiunkt z Uniwersytetu Łódzkiego, polonista, dziennikarz i medioznawca przybliżył wiele jego myśli omawiając je lub cytując, a bardzo rzadko komentując.
Autor książki zdaje sobie sprawę, że łatwo wpaść w pułapkę hagiografa, ponieważ bohater jego badań „sytuuje się od początku po jasnej stronie księżyca - bardziej jako wzór do naśladowania, niż postać kontrowersyjna i niejednoznaczna”. Dlatego doktor ma świadomość, że dla naukowej wiarygodności musi budować wizerunek „krewkiego polonusa” nie unikając również „barw nieco przyciemnionych i mniej jednoznacznych”; ale o nich nieco później. Adiunkt znał te barwy jak mało kto, ponieważ sam pracował przez dziesięć w firmie, której wcześniej dyrektorował bohater jego książki.
Tymczasem przypomnienie: powojenna działalność Jeziorańskiego na Zachodzie wypełniała dwa obszary, dziennikarsko-publicystyczny i stricte polityczny. Obejmowała prawie ćwierćwiekowe kierowanie właśnie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium, zaś potem pełnienie w Waszyngtonie funkcji doradcy do spraw Polski i Europy Wschodniej w Departamencie Stanu USA. Od pierwszych miesięcy po wyborach 1989 Kurier z Warszawy brał zza Oceanu czynny udział w procesie naszej transformacji ustrojowej jako publicysta i doradca; wówczas 50 razy odwiedził Polskę, aby wrócić do niej na stałe w roku 2002.
Jaki wizerunek Dyrektora kreśli Tatarowski?
Późniejszy „krewki polonus” w dzieciństwie wpatrywał się w portrety Kościuszki i księcia Poniatowskiego, wiszące nad jego łóżkiem, a zaczytywał się w Trylogii Sienkiewicza, „który budził w nas niesłychanie mocne uczucia patriotyczne”; o czym sam nieraz wspominał w wywiadach. Musiał jednak dość wcześnie znać także wyjątkowo surowy osąd pisarstwa Noblisty, wyrażony przez Stanisława Brzozowskiego. A ten nie szczędził mocnych słów nazywając Sienkiewicza „klasykiem polskiej ciemnoty i szlacheckiego nieuctwa”. Między dziecięcą fascynacją, a młodzieńczą refleksją budował się świat wartości obywatelskich Kuriera z Warszawy. Jego fascynacja mogła wygrać z refleksją i ugruntować się w formie nacjonalistycznego zacietrzewienia w wieloletniej działalności publicystycznej i politycznej. Zwyciężyła jednak refleksja, dzięki której niejednokrotnie przypominał, że „skrajny nacjonalizm, który dobro własnego narodu przeciwstawia innym, staje się zarzewiem konfliktów i wyrządza największe szkody własnemu państwu.” Tatarowski wyraźnie to podkreśla, gdy analizuje liczne polemiki („spory”), jakie dyrektor RWE toczył z innym z ostatnich, „co poloneza wodzą”- z naczelnym redaktorem paryskiej „Kultury”, Jerzym Giedroyciem. Temu od wczesnych lat życia bliższe były poglądy właśnie Brzozowskiego, autora pamfletu na „ Polskę zdziecinniałą”. Redaktor z Paryża z wyraźną rezerwą odnosił się i do wybuchu Solidarności, i do transformacji ustrojowej po 1989 roku; ani razu nie odwiedził niepodległej już ojczyzny.
Dr Tatarowski bez publicystycznego zaangażowania we własnych ocenach, jak przystało na naukowego badacza, rozważa: „Można by tu zatem przeciwstawić indywidualistyczny, buntowniczo-heroiczny model patriotyzmu Giedroycia nie-heroicznemu (z założenia i wyboru) politycznemu realizmowi Nowaka”. Przypomina także, że po wielu latach milczenia między Dyrektorem i Redaktorem, nastąpiło pojednanie. Ten drugi napisał do tego pierwszego: „Mimo wszystkich iskrzeń między nami, była to wspólna walka, w czasie której nie brakło Panu życzliwości i pomocy w mojej pracy”. A Dyrektor odpowiedział: „…dziękuję Panu serdecznie za list, który jest pięknym akordem zamykającym nasze spory. Pozostaje po nich wzajemny szacunek świadomość, że innymi drogami zmierzaliśmy do wspólnego celu”.
To przykład, że można „różnić się pięknie” – ważne świadectwo i zarazem przestroga w aktualnej sytuacji w kraju, gdzie w świetle pochodni jedna strona zasadniczego dla przyszłości ojczyzny sporu zarzuca stronie drugiej „zdradę” oraz wysługiwanie się sąsiadom. Tatarowski omawia także inne spory polityczne Dyrektora, który potrafił posługiwać się ostrym słowem, ale ono nigdy nie starało się „zabić” adwersarza i nie groziło podpaleniem ojczyzny. W jednym z pierwszych, publicznych wystąpień, już w III Rzeczpospolitej, przekonywał przed młodym audytorium, kształcącym się podyplomowo na urzędników administracji publicznej: „…Rozbrat z nauką chrześcijańską następuje tam, gdzie własny naród przeciwstawiamy innym, a więc tam, gdzie miłość dla swoich przeradza się we wrogość, nienawiść czy pogardę wobec obcych…”.
Wyłącznie w tym duchu aksjologicznym Jeziorański w swojej publicystyce przywołuje pojęcia: Polska, ojczyzna, kraj, naród, społeczeństwo, patriotyzm, wolność, niepodległość, demokracja, państwo, konserwatyzm, liberalizm, Dekalog i Ewangelia. Również w tym duchu i - mniemam - nie tylko dla historycznej rekonstrukcji wizerunku „krewkiego polonusa” Tatarowski je przypomina. Dziś tylko tę przestrogę Dyrektora warto powtarzać, nie zaś aktualną inwektywę o „kondominium”: „Druga Rzeczpospolita była w stanie wojny ze wszystkimi sąsiadami…Mieliśmy przeciwko sobie nie tylko Niemców i Rosjan, ale także Litwinów, Ukraińców, Białorusinów, Czechów i Słowaków. Mieliśmy przeciwko sobie wszystkie mniejszości narodowe, które stanowiły przecież jedną trzecią ludności. Prawda, że doznawaliśmy wielkich krzywd. Byliśmy ofiarami prześladowań i zbrodni. Ale oślepieni miłością własną nie widzieliśmy krzywd, które sami zadawaliśmy innym…”
Naukowa praca adiunkta Uniwersytetu Łódzkiego na wielu stronach nabiera waloru aktualnej publicystyki.
Wiesław Łuka
*Konrad W. Tatarowski, „Aksjologia i polityka w pisarstwie i działalności Jana Nowaka-Jeziorańskiego; Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego -2010.
