słowa kluczowe: cenzor, baran, owca, pierdoła, wolność słowa

Kiedyś CENZOR to był ktoś! Czasami tylko skóra i kość, ale gość. A dziś? Dziś cenzora każdy nosi w sobie.

Mamy dzień wolności prasy, czyli że prasie wszystko wolno. Pomijając te drobne wyjątki (Rosja, Ukraina, Białoruś, Chiny, Filipiny, Indonezja, Meksyk, Kolumbia, Turcja…i kilkadziesiąt innych) gdzie za pisanie, nadawanie, relacjonowanie można pójść posiedzieć lub dostać w czapę, w pozostałych krajach dziennikarze cieszą się całkowitą lub względną wolnością. Co nie oznacza niezależności, bo tej nie zadekretuje się ustawowo, tę sobie każdy musi wypracować SAM.

Sam też mogę być cenzorem. Bo w Polsce niemal każdy zna się na wszystkim – wszyscy są lekarzami, nauczycielami, dziennikarzami, mechanikami, hydraulikami, zatem czemu nie mielibyśmy być też cenzorami – dla siebie i dla innych?

Cenzor dla innych, to taki gość (może być dziennikarz), który pisze i mówi o tym, czego inni nie powinni mówić i pisać. Poucza wszystkich dookoła, że np. nie wolno snuć hipotez o zamachu, nie wolno pisać źle o PO, bo się wzmacnia PiS, nie wolno o więzieniach CIA w Polsce, bo terroryści nas zaatakują, nie należy mówić źle o innych, że są ch… choć sam o innych może mówić, że są ch…Znacie, dobra, idę dalej.

Cenzor dla siebie, to znowuż taki typ, co to na wszystko będzie dmuchał, bo go oparzy. Ten to dopiero będzie cenzurował wszystko, co się da. Nie wychyli się w żadną stronę, bo albo już ma doświadczenia, że mu się to nie opłacało, albo nauczył się tego w swojej redakcji. Woli więc ostrożnie, z namysłem , i pozytywnie opisywać świat i ludzi. Przecież jest kupa przykładów uczciwych biznesmenów i polityków, że po co szukać „czarnych owiec”, kiedy na pastwisku tyle śnieżnobiałych owieczek i tylko jeden baran. O baranie jeszcze będzie, później. Teraz wróćmy do pastucha (dziennikarza - cenzora), który hoduje sobie świat sprzymierzeńców, świat w którym nie występują wilki w owczej skórze. Taki cenzor nie potrzebuje żadnej cenzury z zewnątrz, on ma ją wewnątrz, sam sobie ją wyhodował.

Ale jest też cenzor w sobie, co się objawia od czasu do czasu. To taki cenzor, który tkwi w ukryciu i tylko czeka na okazję, żeby sobie pocenzurować. Gdzie go spotkamy? Wszędzie tam gdzie są teksty, programy, nagrania. Autoryzuje wywiady, z których powycina co drugie słowo, nie dopuści programu do emisji w imię ochrony wizerunku, wstrzyma nagranie, bo nie spełnia standardów, które sam ustanawia.

A gdzie się podział wspomniany już przeze mnie Baran – postać w stadzie wyjątkowa? Baran to ten, który powie, że cenzury w ogóle nie ma, bo każdy ma wolną wolę i przecież Urząd Kontroli Prasy Publikacj i Widowisk zlikwidowano wiele lat temu. To prawda. Ale jest i druga prawda – samocenzura pod wieloma postaciami i w imię: polityki redakcyjnej, dobrych stosunków z (wstawić dowolny rzeczownik), redagowania, autoryzacji, itd.

Że przesadzam? No pewnie, w dniu wolności prasy warto odreagować. Na szczęście mnie NIKT nie cenzuruje. Muszę już kończyć, idę popilnować stada. Beee...


 


Marek Palczewski

20 kwietnia

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl