Platforma Obywatelska okłamała polską opinię publiczną twierdząc przy okazji zmiany składu KRRiT i ustawy o mediach, że zamierza odpolitycznić Telewizję Polską i Radio. „Po owocach poznacie je …” A owoce są partyjne do cna, zaś niektóre zgniłe. Trzeba mieć dużo hucpy, żeby nowy zarząd TVP, wybrany przez nową radę nadzorczą TVP, wybraną przez nową KRRiT nazwać - zarządem niepartyjnym.
-
Prezes Juliusz Braun. Wytypowany do rady nadzorczej TVP przez ministra kultury, który wywodzi się z Platformy. I co z tego, że minister Bogdan Zdrojewski należy do bardziej przyzwoitych polityków PO, a Braun jest człowiekiem kulturalnym. Pilnują i będą pilnować interesów tej partii.

-
Wiceprezes Bogusław Piwowar związany z SLD. Pełniąc jeszcze niedawno obowiązki prezesa TVP usunął z ramówki ostatni program konserwatywny „Warto rozmawiać”, mimo masowych protestów. I mimo tego, że istnieje analiza wykazująca w jaki sposób Jan Pospieszalski lepiej realizuje misję telewizji publicznej, niż upartyjniony Tomas Lis.(na stronie WWW.blogpress.pl/node/7624). Krytycy zarzucają Pospieszalskiemu stronniczość, ale nie mniej stronniczy politycznie Lis zachował program.
-
Wiceprezes Marian Zalewski z PSL. Pan Zalewski chyba uważa się za człowieka Renesansu, skoro myśli, że zna się i na rolnictwie (jest wiceministrem) i na mediach. Jednak bardziej pasuje mi do PRL, kiedy partia rzucała wiernego towarzysza na front a to walki ze stonką a to z wrogiem klasowym wśród inteligencji.
Skład nowego zarządu TVP musi zatwierdzić KRRiT. Ma szansę zachować się przyzwoicie tym bardziej, że Zarząd Główny SDP rekomenduje odrzucenie wybrańców. Niech Krajowa Rada położy kres bezczelnej, partyjnej kleptomanii. Telewizja Polska należy do wszystkich Polaków, a nie politykierów.
A co z postulatem „odpartyjnienia mediów publicznych” czy „odpolitycznienia”? Można go sobie w buty włożyć. To szczyt naiwności, ale bardziej obłudy. Ten postulat wysuwają ludzie albo obozu władzy albo uzależnieni. Po zawirowaniach historii ostatnich dziesięcioleci nie ma w Polsce stabilnej elity, jakiejś klasy beznamiętnych mandarynów, którzy mają wyrobiony od setek lat pogląd na państwo i rację stanu, jak było w Chinach, czy w Wielkiej Brytanii.
W kraju kotłują się namiętności. Działają obce agentury jawne i tajne ze szkodą dla interesu Polski. Wielu Polaków sądzi, że zagrożona jest niepodległość. Inni mają dość Polski. III RP została zbudowana na grabieży majątku narodowego przez komunistyczną nomenklaturę, która wykorzystała nadzieje Solidarności do zmiany ustroju, gdyż nie miała do wykonania reform rynkowych własnej siły. Wielu ludzi ma poczucie niesprawiedliwości historycznej. Nasze państwo jest nieudolne i bywa niepraworządne. Na straży tego bałaganu stoją potężne wpływy.
O tym wszystkim trzeba mówić w mediach. Oczywiście to narusza różne interesy. Budzi ogromne emocje polityczne i partyjne, którym ulegają dziennikarze. Rzecz w tym, byśmy zachowali kulturę debaty publicznej. Dali możliwość wypowiedzi drugiej stronie w sporach. Używali rzeczowych argumentów zamiast ataków osobistych. Oskarżenia zawsze popierali dowodami. I zawsze byli grzeczni wobec oponentów. Musimy też mieć „klauzulę sumienia", prawo odmowy wykonania polecenia zwierzchnika, jeśli jest sprzeczne z naszymi poglądami.
Jak to wprowadzić z życie? Po pierwsze przestać ględzić o odpartyjnieniu mediów. Nie udało się do tej pory, to już się nie uda. Po drugie wprowadzić do KRRiT, rad nadzorczych mediów i ich zarządów przedstawicieli największej partii opozycyjnej, czyli PiS. I niech się wszyscy razem układają, jak prowadzić program. Na tym polega demokracja, że opozycja może swobodnie wypowiadać się. A kiedy do opozycji przejdzie Platforma, wtedy będziemy pilnowali, żeby było słychać jej głos obywatelski. Na razie jest to Platforma Obłudy.
Krzysztof Kłopotowski
22 kwietnia 2011
