Okropnie się ostatnio dziennikarze w Polsce rozmnożyli. Ciekawe co wykaże spis powszechny ale na oko jest nas ze 20 tysięcy albo i więcej…. Każdy, kto jako tako włada językiem polskim może się tak opisywać i popisywać. Niedouczeni politycy, gdy nie mają co podać w rubryce zawodu wpisują też bez zahamowań: dziennikarz. Przecież występuje od czasu do czasu w studio - więc dlaczego niby nie?

Pisząca te słowa ma jednak spore wątpliwości! Czy dziennikarzem jest każdy kto pisuje w internecie? Czy jest nim panienka podstawiająca mikrofon? Czy może się uznać za dziennikarza urzędnik redagujący biuletyn gminny? A pracownik naukowy, który czasami popełni artykuł w fachowym piśmie – jest dziennikarzem czy nie? Wszyscy oni usiłują zdobyć legitymacje dziennikarską jakiegoś stowarzyszenia, aby nią machać w kraju i za granicą (a wybór mają przedni bo stowarzyszeń dziennikarskich jest kilkanaście! ) Taka legitymacja niewiele kosztuje i wydaje się ją chętnie, bo przybywa płacących składki… O ile wiem tylko SDP stawia warunki i wzywa delikwentów przed komisje członkowskie, gdzie trzeba się wykazać tzw. dorobkiem, a stąd potem fochy i pretensje  Ale i tak tylko połowa tych, co sami uznają się za dziennikarzy, załapała się na te legitymacje - pozostali olewają albo mają awersję do stowarzyszania się jako takiego, albo nie widzą do siebie opcji, albo też zdobyli pozycję, z której patrzy się na innych z góry.

Tak czy inaczej, przyznajmy, nie jest to specjalnie liczna grupa zawodowa, zaledwie promil pracujących spośród 38 milionowego narodu… Grupa ani liczna ani aktywna ( niezdolna do strajków i do popisów palenia opony przed Kancelarią Premiera!) , grupa społecznie wycofana i nawet społecznie nieuszanowana. Ale jakże ma domagać się szacunku od innych gdy sama siebie nie szanuje! Mało nas, a i tak wre jak w piekielnym kotle!

Badania socjologów wykazują, że dziennikarze są podzieleni, co nie jest takie dziwne, bo podzieleni byli od zawsze! Z natury rzeczy samej dziennikarstwo przyciąga ludzi z charakterem, którzy w dzieciństwie bawili się w wojnę, więc jako dorośli też chętnie rozstawiają się na różnych pozycjach. Różnili się i dzielili nawet w czasach, gdy przymusowo chodzili na pochody pierwszomajowe, co było bardzo dawno temu i nikt już nie pamięta…

Natomiast jeszcze pamiętamy stan wojenny – pierwsze poważne pęknięcie i podział w świecie polskich mediów. Dziennikarze podzielili się wówczas na tych wywalonych na zbity pysk i tych, którzy usłużnie stali pod bramami redakcji 14 grudnia, a potem pisali, co im kazano. My z wilczym biletem spoglądaliśmy dumnie na sługusów systemu, oni na nas z politowaniem jako na przegranych naiwniaków. Nie było wtedy kontaktów miedzy tymi, co to wygłaszali gazetki po kościołach a „kolaborantami”, co masowo się zapisywali do rządowego SDPRL…O, nie! Nieufność, niechęć a nawet pogarda. Ale jak zauważył Robespierre „rewolucja zjada swoje dzieci” i po 1989 ten ideowy podział rozmydlił się trochę, a ludzie przeskakiwali z jednej strony rowu na drugą. Gdy na mocy ustawy sejmowej przywrócono mnie do pracy w TVP zauważyłam, ze Ci, co spali na styropianie są wypychani na margines a tzw. „weryfikatorzy„ wcale dobrze się mają! Ci, którzy chodzili w mundurach w stanie wojennym i zostali pod presją zwolnieni z TV - natychmiast zakładali własne firmy i z tej pozycji wracali w chwale na antenę! Konflikty zeszły wtedy jakby znów do podziemia, bo w ubikacji TVP ciągle pojawiały się na ścianie nazwiska rzekomych agentów, czym nikt się specjalnie nie przejmował. Tak więc, w środowisku objawił się nowy podział, który narastał z dnia na dzień - rozpadlina wielka jak przepaść miedzy górami... Był to podział na tych, którzy złapali wiatr w żagle biznesu i transformacji urządzając się nieźle od pierwszych dni i na tych, co dostali kopa i nie umieli się odnaleźć.

Przypomnijmy, że po 1989 tysiące dziennikarzy utraciło pracę, bo zlikwidowano RSW „Prasa”. Górnicy w podobnej sytuacji wymusili odszkodowania, dostawali pożyczki, zasiłki i szkolenia w nowym zawodzie. Dziennikarze dostawali tylko kopa w tyłek. Majątek RSW Prasa”, który uważali za własny przejęła grupa cwaniaków i błyskawicznie podzieliła go na kolesiowe spółki, grając na nosie prawnikom i sądom. Milionerzy mają jeszcze czelność aspirować do przywództwa dziennikarskiego gremium! Tak więc nasz światek medialny rozpołowił się w sposób bez mała klasowy, z czego zapewne uśmiał się szczerze stary Marks z zakurzonych portretów. Oczywiście, że w grupie biznesmenów znaleźli się chwalcy stanu wojennego, którzy zaczęli się dogadywać świetnie z tymi, których kiedyś prześladowali, a po przeciwnej stronie bywali i internowani i osadzeni w więzieniach – ideowi, ale bez siły przebicia i zrozumienia czasów, które idą.

Nie minęło lat parę i znowu dziennikarstwo przeżyło trzęsienie ziemi i znowu dokonały się nowe „podziały”. Wstąpiliśmy do UE i dziennikarski światek zróżnicował się na tolerancyjnych europejczyków i na „prawdziwych patriotów”, co to murem za wartościami lansowanymi przez pewne toruńskie radio. Kto pozostał kim? W jakim kto był układzie? Nie bardzo już było wiadome, bo jeszcze nie zdołali określić się do końca, a tu nowe pękniecie: jedni za lustracją a inni przeciw. Pokrzywdzeni wyzywali innych od agentów i żądali dziejowej sprawiedliwości! Nagle uderzył Grom Opatrzności, elity zginęły pod Smoleńskiem i znowu rozpadło się dziennikarskie poletko Pana Boga. Znam dziennikarzy, którzy stali 18 godzin pod Pałacem, aby pożegnać się z trumną Prezydenta, i znam takich, co pojechali w tym czasie na grilla… Muszę się przyznać, że i jedni, i drudzy są moimi przyjaciółmi!

A teraz, co się dzieje? Kto jest kto i za kim? Najogólniej z jednej strony są pragmatycy, patrzący realistycznie i futurologicznie - z drugiej romantyczni symboliści, żyjący marzeniami o heroicznej przeszłości, nie stąpający po ziemi, ale bardziej jakby w świecie metafizyki…. Wszystko się miesza. Podziały według idei czy według kasy? Rozpadły się redakcje i zespoły wzdłuż czy poprzecznie? Według czegoś, czy tylko pod kątem? Oto mozaika Belzebuba!

A ja w te podziały po prostu nie wierzę!!

Dr Anna Giza Poleszczuk relacjonowała ostatnio w Fundacji Batorego swoje przygody z sondażami. Wystarczy odpowiednio zadać pytanie, a można uzyskać co się chce – to było od dawna wiadome... Ale sprawa jest poważniejsza. Okazuje się że, kiedy się zada pytanie i coś z tego wyniknie, ludzie przyjmują to za prawdę absolutną. Po prostu media gadają, że społeczeństwo jest podzielone, gadają, wyolbrzymiają, dramatyzują: mamy dwa narody, dwie mentalności… Bajdy od rana do wieczora. I ludzie zaczynają w to wierzyć. Krzywe zwierciadło przyjmują za rzeczywistość. Dziennikarze też poddali się tej histerii.

I dlatego nie bardzo wierzę, że jesteśmy podzieleni na amen. Chciałabym nawet westchnąć: Dość! Przestańmy! Bądźmy mądrzejsi! Jesteśmy dziennikarzami, a więc obserwatorami i komentatorami życia. Nie musimy tworzyć nierzeczywistości, świecąc odbitym światłem politycznych sporów ! Jesteśmy inteligentnymi ludźmi, różnimy się od siebie - to oczywiste! Ale fundamentalizm nie jest cechą dziennikarskiej osobowości - ta z natury zawodu musi być otwarta i elastyczna!

Tak, jestem z tych właśnie, którzy uważają, że SDP powinno wyciągnąć przyjacielską rękę do podobnych sobie, zrzeszonych w podobnych związkach. Mamy odmienne poglądy, postawy i opinie. I bardzo dobrze! Ale jesteśmy jedną medialną rodziną. W każdej rodzinie czasem znajdzie się złośliwa ciotka, syn marnotrawny, a także upierdliwy dziadzio… Wszystkich trzeba uszanować. Czy pamiętacie legendę o rycerzach dwunastej godziny, którzy po odtrąbieniu zwycięstwa wciąż chcą walczyć i nie chowają mieczy? Ale wroga już nie ma, więc ostatecznie wybijają się nawzajem.

Nie wzywam do zjednoczenia, bo nie jest to możliwe – każde stowarzyszenie ma swój statut i walczy o swoje racje. Myślę jednak, ze nadchodzi pora, by stworzyć jakąś Komisję Porozumiewawczą i zasiąść przy okrągłym stole, a nawet sformalizować instytucjonalnie warsztat opinii – MEDIA-FORUM. gdzie spotkają się wszystkie stowarzyszenia i zawiązki reprezentujące dziennikarzy, by porozmawiać i określić to, co jest wspólne, poza polityką… Tylko wspólna reprezentacja środowiska może być partnerem w rozmowach z Rządem, Parlamentem, z Krajowa Radą i Izbą Wydawców…Nikt dziś nie będzie słuchał popiskiwań tej czy innej grupki ludzi mediów, kompromitujących się niezdolnością do współpracy. Demokracja to nie jest walka na śmierć i życie ale consensus, gdzie uznaje się prawa i opinie mniejszości. Nie wykłócajmy się o miedzę, bo takie konflikty są cechą społeczności zacofanych i irracjonalnych. Rozum dopuszcza motywowanie różnych postaw i poszukiwanie coraz to nowych rozwiązań…

Od stanu wojennego wyrosło już nowe pokolenie, które nawet ma już swoje dzieci i nie chce aby swarliwi seniorzy stali się mistrzami ich profesji! Młodzi chcą żyć bez fobii i uprzedzeń. Uważają , ze świat wokół jest zbyt ciekawy, by tracić czas na walki i podziały. I maja rację!

A co to wszystko ma wspólnego z dinozaurami z tytułu tego felietonu? A może i ma. Dinozaury panowały na ziemi, w wodzie i w powietrzu… A dlaczego wyginęły? Podobno zmienił się klimat i nie umiały się przystosować a poza tym straciły swój instynkt stadny… Po 200 milionach lat wykopujemy z piasków ich samotne kości… Instynkt stadny jest bowiem instynktem życia.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl